Podczas gdy Anthony latał dookoła piskląt niczym kwoka, Morpheus bardzo udawał, że wspomnienie o wybuchu go nie wystraszyło. Miał bardzo złe przeczucia co do tego, co się wydarzyło Theodorowi i jego koleżance. Paranoicznie szukał powiązań w skromnie opowiedzianej opowieści, ale jedyne, co widział, to zabawne zrządzenie losu, że dwójka młodych na walącym się dworcu była czarodziejami i miała wspólnego wujka. Tyle i aż tyle. Paranoja sprawiła, że naraz zmrużył oczy, zastanawiając się nad tym, czy nie cofnąć się w czasie i nie przyjrzeć się wydarzeniu na własne oczy. On chyba również potrzebował eliksiru, ale wyciszającego.
— Dzięki Matce, nic wam nie jest.
Słysząc pytanie zadane, zanim zostało zadane, Morpheus ukrył w filiżance swój uśmieszek. Jego jasnowidzenie mogło nie nosić śladów na twarzy, ale reakcje na to, co widział, co się nakładało na rzeczywistość, zwłaszcza tak nieszkodliwe, były czasem nawet zabawne dla niego. A skoro już pytanie padło, jasnowidz uznał, że przyjrzenie się, co gra w sercu panny Mulciber, będzie odpowiednim okazaniem troski o swojego chrześniaka.
Z Mulciberami miał bardzo dziwne, pokręcone relacje. Na front wysuwał się oczywiście Alexander, obecnie dziedzic rodu, któremu też patronował w jego jasnowidzkiej drodze do Departamentu Tajemnic, a który należał do osób dość specyficznych. Niestety, Longbottom wkładał go już do rekordów utraconych potencjałów przez jego nadużycia narkotykowe i ogólne prowadzenie się. Byłego ucznia mogło pocieszyć to, że wieszcz umieścił swoje imię tuż obok. Wdowę po Robercie namówił dawno temu na przyjęcie posady sędziny, chociaż miała głębokie wątpliwości co do Ministerstwa zarządzanego przez mugolaka, zresztą tak samo, jak i on. Co prawda było to zanim przyjęła nazwisko Mulciber, ale nadal je obecnie nosiła.
Bliźniaków kojarzył ze szkoły, dwójkę wkurzających, naburmuszonych i dumnych fircyków. Nie, żeby on był wtedy inny, każdy nastolatek był tragiczny do zniesienia. Większość dwudziestolatków i trzydziesto- również, wystarczyło popatrzeć na taką Midred Moody albo Brennę. Gówniarzeria.
Zahaczył więc o nici przyszłości, oplatające kokonem czasu Scarlett, tak odległą w swojej urodzie od imienia. Był jak Arachne, rozwijał nić przeznaczenia, aby przeczytać kolory zapisane na kolejnych niciach sekund i minut, w paranoiczne potrzebie kontroli. Kim jesteś, droga Scarlett?
Percepcja ◉◉◉◉◉: Wykaz Intencji (III) na Scarlett
Sukces!