Ozzy był półprzytomny i czuł się trochę tak, jakby trwał w jakimś letargu albo bardzo dziwnym śnie, w którym jedyną realną rzeczą był stojący przed nim Dacre, na którego policzkach spoczywały dłonie wilkołaka. Szalejący po Pokątnej ogień wydawał mu się w tym momencie nie do końca prawdziwy, trochę jak bohater drugoplanowy w jakimś mugolskim filmie. Niby zdawał sobie sprawę z tego, że ogień niósł zniszczenie, widział sadzę na swoich ścianach, widział uszkodzoną część dachu, teraz widział dodatkowo płonące budynki na Alei Horyzontalnej, słyszał krzyki ludzi, chyba nawet widział przebiegające postacie, które albo były poparzone, albo wręcz płonęły... ale większość z tych rzeczy do niego nie docierała. Tak naprawdę teraz widział tylko Dacre, który był jego kotwicą pomiędzy rzeczywistością a kompletnym odlotem.
Nie mógłbym żyć bez ciebie, jesteś dla mnie najważniejszy.
Te słowa odbijały się teraz echem w jego głowie, zupełnie jak najpiękniejsza melodia na świecie i cudem zwalczył w sobie chęć pocałowania Blacka, tutaj, na tej płonącej alei, pośród wrzasków przerażonego tłumu. On był szczęśliwy i więcej nie potrzebował - najważniejsze stało teraz przed nim, patrząc na niego tymi swoimi pięknymi, głębokimi oczami, jak na najcenniejszy na świecie skarb.
- Powiedziałem, że... - zawahał się chwilę, przesuwając dłonie z policzków Dacre na jego szyję, aż wreszcie wylądowały ona na ramionach mężczyzny. - Że bałem się, że stracę cię na zawsze. - przełknął ślinę, znów spuszczając wzrok. - Ty też jesteś dla mnie najważniejszy, Black. Nie wiem, co bym zrobił, gdyby coś ci się stało... - oparł głowę o ramię przyjaciela, biorąc głęboki oddech.
Trwał tak jeszcze przez chwilę, blisko niego, aż w końcu odsunął się trochę, wyplątując się z objęć Dacre i wsłuchując się w jego słowa, choć nadal miał wrażenie, że niewiele do niego docierało - ta cała sytuacja wydawała mu się tak abstrakcyjna, że chyba przekraczała granice jego pojmowania, po prostu.
- Też nie sądzę, żeby pożar dotyczył tylko tych dwóch dzielnic... - westchnął ciężko i zacisnął dłoń na jego łokciu, jakby starając się na swój sposób go wesprzeć. - Jedziemy sprawdzić co z twoim domem? Potem możemy pojechać do mojego. Wolałbym... się nie rozdzielać. - przełknął ślinę, jakby samo myślenie o tym sprawiało mu ból. - Zostawiłem motocykl w okolicy Dziurawego Kotła, w mugolskich garażach. Możemy go zgarnąć i... jechać.
@dacre black