• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence

[19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#20
22.08.2025, 12:09  ✶  
Nie wiedziałem, czy to wszystko w rzeczywistości wystarczy. Moje przeszłe doświadczenia mówiły inaczej, sugerowały, że dobra intencja i wiara nigdy nie wystarczały -  zawsze znajdzie się coś, co pęknie, rozpadnie się albo zostanie zabrane, zanim człowiek zdąży się naprawdę przyzwyczaić, ale nie chciałem porównywać przeszłości z teraźniejszością, popełnić tego błędu po raz kolejny. Tyle razy wracałem do tamtych decyzji, do dawnych porównań i scenariuszy, i zawsze prowadziły w jedno miejsce - donikąd. A teraz? Teraz miałem przed sobą Prudence, która patrzyła na mnie w ten swój sposób, intensywnie, czasem aż za bardzo, rozgryzając każdy szczegół, każdy gest, każde niedopowiedzenie. Wciąż miałem w głowie echo naszej kłótni, tych wszystkich niedomówień i wyobrażeń, jakie w niej narosły, i naprawdę nie wiedziałem, czy to jest tak proste, jak ona to ujmowała. Nie sądziłem, kwestionowałem to wewnętrznie. Zależało mi na niej, na jej chaotycznym umyśle, na jej nadmiernym analizowaniu wszystkiego, nawet tego, co z pozoru nie miało znaczenia. Zacisnąłem wargi w linię, niemal tak mocno, jakbym próbował je powstrzymać przed wypowiedzeniem czegoś, co od zawsze powinno zostać niewypowiedziane, ale teraz musiałem, i zrobiłem to.
- Słuchaj… - Zacząłem, mój głos był niższy niż zwykle, już całkowicie wyprany z ironii. - Skolo jesteśmy ze sobą zupełnie szczeszy, jusz zlesztą powiedzieliśmy sobie tyle szeczy, któle zaliczają szię do baldzo bludnych sekletów, to… Nie będę blnął w nagłe stawianie tych granic. - Przełknąłem ślinę, czując, ile to mnie kosztowało. Nie miałem zamiaru tworzyć barier, które mogłyby się między nami pojawić tylko dlatego, że tak było łatwiej. - Moszesz mnie spytaś o wszystko, co chcesz wiedzieś, splóbuję odpowiedzieś, i… Nie, nie musisz tego lobiś telas. Moszesz później, ale chcę, szebyś mnie pytała, jeśli będziesz miała jakiekolwiek tematy do poluszenia. Tak będzie… Łatwiej. Pod pewnymi wsględami. - Słowa zawisły między nami ciężko, już wiedziałem, że się odsłoniłem, bardziej niż kiedykolwiek, a to był dopiero początek ignorowania mentalnych granic - wszystko dla dobra tego, byśmy nie musieli powtarzać tego wieczoru. Wziąłem głębszy wdech, spoglądając na nią spod lekko zmrużonych powiek.
- Jeśli chodzi o lysyko. - Dodałem, i tutaj pozwoliłem sobie na cień uśmiechu, chociaż zbyt ostrego, żeby nazwać go pocieszającym. - Sobą szię asz tak nie pszejmuję. Umiałem sobie ladziś i dalej umiem. - Nie powiedziałem już tego na głos, ale posłałem jej jednoznaczne spojrzenie, które miało mówić wystarczająco wyraźnie - nie chciałem, żeby to się odbiło na niej, jeśli już ktoś miał dostać po głowie, to ja. Potrafiłem sobie poradzić, robiłem to całe życie, wiedziałem, jak się bronić, jak wyjść z trudnych sytuacji, byłem do tego przygotowany. To był mój świat, moje błędy, moje ryzyko - nie jej. Patrzyłem na nią, czując wciąż to rozdrażnienie, które nie zdążyło jeszcze całkiem opaść. Byłem nadal zły na całą sytuację - na to, że doprowadziliśmy się do punktu, w którym nieporozumienia mogłyby nas złamać, ale równocześnie nie potrafiłem ukryć, że w moim spojrzeniu pojawiło się coś miękkiego, coś łagodniejszego. To zmęczenie, które mnie zalewało, mieszało się z łagodnością, jakiej dla nikogo innego nie miałem. Prudence miała ten jeden przywilej - miękki punkt, którego nie potrafiłem się wyrzec, nawet jeśli czasem chciałem, bo przeczył całemu mojemu wizerunkowi. Byłem wobec niej inny, nie taki jak wobec ludzi, których zwykle trzymałem na dystans, chłodny i bezpieczny. Naprawdę nie chciałem, by musiała cały czas ze wszystkim walczyć - to nie było coś, co powinna robić. Walczyć mieli tacy jak ja - ci, którzy sami sobie tak ułożyli życie, popełniali błędy i wiedzieli, że to ich cena. Chciałem to zmienić, ale wiedziałem, że nie mogę. Nie zostawałem tutaj na stałe, nie miałem planów, by wracać do Wielkiej Brytanii na dłużej, więc nie mogłem jej złożyć żadnych deklaracji. Nie mogłem obiecywać jej, że od teraz zdejmę z niej część ciężaru. Nie byłem w stanie dać jej pustych obietnic - to była ta ponura prawda, której nienawidziłem, a której nie mogłem przeskoczyć. Nie mogłem, bo byłoby to kłamstwo, a jednak mimo tej ponurej prawdy przynajmniej nie chciałem być dla niej ciężarem. Mogłem jej tylko obiecać, że spróbuję nie być kimś, kogo obecności będzie żałować, gdy nadejdzie nieuniknione.
Kiedy ją objąłem, początkowo lekko, potem mocniej, gdy poczułem, jak się we mnie wtula, poczułem też coś, co rozlało się ciepłem po moim wnętrzu. To nie sprawiło, że wszystko stało się prostsze - wręcz przeciwnie, wiedziałem, że nic między nami nigdy nie będzie proste - ale przynajmniej w tym momencie zrobiło się spokojniejsze, a ja potrzebowałem tego spokoju tak samo jak ona. Wywróciłem oczami, sam do siebie, nie powstrzymując głupiego uśmiechu, bo oczywiście, że musiała zadać to pytanie - sam jej to podsunąłem, dałem jej sztylecik i jeszcze wskazałem, gdzie nim pogrzebać.
- Czuję szię tak. - Odezwałem się, nie bez autoironicznego tonu w głosie, który tak często mi towarzyszył, kiedy mówiłem o sobie. - Bo właśnie uświadomiłem sobie, sze teoletycznie jesteś moją pielwszą powaszną dziewczyną. - To brzmiało idiotycznie, miałem świadomość, że to dosłowne naginanie faktów, ale jakby nie patrzeć - ta osoba, którą byłem teraz, nigdy się z nikim nie prowadzała. Ta persona, którą wykreowałem, miała doświadczenia związane ze związkami gorsze niż przeciętny nastolatek - uboższe, pustsze, rozpoczęte i zakończone na rozpadającym się związku małżeńskim. Tymczasem nagle znalazłem się tu, stojąc w sypialni z kobietą, która naprawdę chciała być blisko. - Jasne, to waliacja na temat faktów, ale… Tak naplawdę, patsząc na to z pelspektywy osoby, któlą jestem telas, nigdy s nikim nie „chodziłem”. - Miałem doświadczenia - owszem - ale były one serią jednorazowych przygód, fauli i nieporozumień, gorszych niż to, co przeżywał przeciętny nastolatek na pierwszych randkach. - To tlochę naciągane, wiem, ale wciąsz szenująse. - Dodałem. Nie wiedziałem, jak długo to potrwa, ile długo uda nam się utrzymać ten stan, ale w tej chwili nie miało to znaczenia. W tej chwili liczyła się tylko ona, jej obecność, ciepło - to, że nie uciekła, mimo że miałaby do tego wszelkie powody, i to, że ja - wbrew wszystkiemu - także naprawdę nie chciałem już znikać bez słowa, choćby miało mnie to kosztować więcej, niż kiedykolwiek sądziłem, że będę w stanie zapłacić.
Nie wiedziałem, czy to wszystko w rzeczywistości wystarczy. Cała moja przeszłość miała na to inną odpowiedź - spalone mosty, urwane plany, piękne, ale bezsensowne obietnice, które sam sobie odebrałem, bo wygodniej było uciec, niż zostać i sprzątać skutki podjętych wyborów - te wspomnienia siedziały we mnie, ciążąc mi jak kamienie w kieszeniach, twarde i zimne, gotowe wytrącić mnie z równowagi przy najlżejszym potrąceniu, a jednak stałem z nią i nie chciałem porównywać tego, co było z tym, co jeszcze mogło się wydarzyć - nie tym razem - nie chciałem dać przeszłości możliwości, by decydowała o teraźniejszości. Wiedziałem, że to pułapka, w którą tak często wpadałem - analizować, porównywać, wyrokować. Tym razem chciałem inaczej, chociaż nie byłem pewien, czy potrafię.
Powietrze w pokoju nadal było gęste od wilgoci przyniesionej przeze mnie z burzą na zewnątrz i od tych wszystkich słów, które padły wcześniej, od napięcia i wyczuwalnego zmęczenia. Czułem je w mięśniach, w ścięgnach dłoni, które trzymały jej talię. Byłem jeszcze trochę zły - na siebie głównie, na splot moich błędów - ale złość ustępowała przed czymś innym, zmęczeniem, które nagle przechodziło w jakieś dziwne ciepło, przyjemne i oczekiwane. Uśmiechnąłem się pod nosem, wciąż ją obejmując, bo jej wypowiedź wcale nie brzmiała tak, jakby naprawdę chciała iść ze mną na to wesele - bardziej, jakby została w to wmanipulowana, nie mając innego wyjścia.
- Wiesz… - Zacząłem trochę przekornie, bez wątpienia na swoją niekorzyść. - Zawsze moszesz szię s tego wyklęciś. To nie tak, sze podpisałaś cylograf, tym balsiej, sze to ktoś inny wpisał tam twoje imię. - Kącik ust uniósł mi się w uśmiechu, tym razem bardziej figlarnym niż ciepłym. - Nie musisz tam iść ze mną, ani wcale. - Zrobiłem pauzę, a potem dodałem tonem, który brzmiał podejrzanie serio. - Natomiast wtedy będziesz musiała liczyś szię s gniewem Ambloise’a, bo nie tylko załoszę swoje najbalsiej ostentacyjnie bojowe ciuchy, nie tylko same bojówki, ale jeszcze udam debila, kiedy ktoś mi powie, sze miałaś mnie pszed tym powstszymaś. - Urwałem po raz kolejny. - Co golsza. - Dodałem już ciszej, z czymś, co mogło być rozbawieniem, ale równie dobrze ostrzeżeniem. - Nie będziesz nawet wiedziała, czy tylko gloszę bez poklysia, czy naplawdę to zlobię. Skoro cię tam nie będzie, będziesz o tym myśleś asz do momentu, gdy wpadniesz na kogoś, kto był na weselu. Chcesz lysykowaś?


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (18292), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (16099)




Wiadomości w tym wątku
[19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 17.08.2025, 17:56
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Pan Losu - 17.08.2025, 17:56
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 17.08.2025, 22:59
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 18.08.2025, 15:34
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 18.08.2025, 22:03
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.08.2025, 00:11
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.08.2025, 11:11
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.08.2025, 13:29
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.08.2025, 16:10
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.08.2025, 18:18
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.08.2025, 21:48
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 20.08.2025, 00:05
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.08.2025, 10:33
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 20.08.2025, 13:01
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.08.2025, 22:50
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 21.08.2025, 13:04
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 21.08.2025, 14:44
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 21.08.2025, 18:32
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 21.08.2025, 21:52
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 22.08.2025, 12:09
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 22.08.2025, 13:43
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 22.08.2025, 18:09
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 22.08.2025, 22:31
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 23.08.2025, 10:33
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 23.08.2025, 23:15
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 24.08.2025, 00:21
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 24.08.2025, 00:58
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 24.08.2025, 14:07
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 25.08.2025, 08:56
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 26.08.2025, 18:09
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 26.08.2025, 20:35
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 26.08.2025, 23:28

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa