22.08.2025, 12:38 ✶
Ładnie się składało, że tego poranka mieliśmy chwilę oddechu, a ja i Ambroise zdążyliśmy już o coś się ściąć. Nic poważnego - kilka słów za dużo, jakaś zaczepka, jak zwykle głupota, która nie miała żadnego ciężaru, a jednak wystarczyła, żeby wyciągnąć na wierzch to, co najprostsze - potrzebę udowodnienia, który z nas jest lepszy, gdy nie ma pod ręką różdżek. Od dawna chodziło mi po głowie, żeby w końcu potrenować gdzieś w spokojniejszych warunkach niż środek awantury czy nagła bójka, więc nawet się nie sprzeciwiałem. Takie starcia uczyły więcej niż setka godzin biegania czy pompki robione o świcie. Ogród nadawał się do tego idealnie - przestrzeń była wystarczająca, żeby się poruszać, i na tyle otwarta, że niczego nie mieliśmy zniszczyć. Nie musieliśmy demolować domu Ursuli tylko dlatego, że mieliśmy za dużo energii. Trzeba było tylko zawęzić pole gry, bo inaczej gonilibyśmy się w kółko, aż w końcu skończylibyśmy pod oknem ciotki, a tego zdecydowanie wolałem uniknąć.
Jesień nadchodziła coraz pewniejszym krokiem, ale dziś pogoda okazała się łaskawa. Niebo co prawda było zasnute chmurami, ale gdzieniegdzie przedzierały się smugi słońca, a powietrze nie kłuło jeszcze zimnem - dobre warunki, żeby się trochę rozgrzać. Zsunąłem z ramion kurtkę i zaraz potem koszulę, zostając w samej koszulce. Lubiłem czuć powietrze na skórze.
Kiedy Geraldine oznajmiła z entuzjazmem, że będzie sędzią, odruchowo odwróciłem głowę w jej stronę. Nie miałem zamiaru jej tego zabraniać - niech sobie siedzi i komentuje, jeśli ma ochotę, a nawet niech ogłosi werdykt, chociaż wiedziałem, że jeśli mi się nie spodoba, to i tak puszczę to mimo uszu. Zatrzymałem na niej spojrzenie chwilę dłużej, bo wbiła nóż w ziemię i zaczęła nim grzebać, jakby szukała robaków.
- Skolo jusz bawisz się w sędziego, to mogłabyś wyznaczyś glanice. - Rzuciłem do niej, wskazując brodą na trawnik. - Pszydałoby szię palę punktów. Nie będziemy szię miotaś po całym oglodzie. Postaw coś tam, coś tu, byleby było jasne, dokąd mosna szię cofaś. - Zasugerowałem. Wiedziałem, jak to wyglądało w praktyce - w ferworze zwarcia człowiek tracił orientację, a wtedy zaczynało się przepychanie wszędzie, byle do przodu. Granice dawały ramy - nie musiały być idealnie równe ani odmierzone jak na turnieju, wystarczyło, żebyśmy mieli przed oczami jakąś wyznaczoną barierę.
Przetarłem dłonie o spodnie, poczułem znajome napięcie mięśni w przedramionach. Kondycja nigdy nie była moim problemem - przez lata nauczyłem się, że trzeba ją utrzymywać, bo bez tego człowiek padał szybciej niż zdążyłby wymierzyć cios. Wiedziałem, że Ambroise jest pewny siebie, ale wiedziałem też, że ja swoje potrafię. Nie byłem typem, który tylko rzucał się na oślep - wbrew pozorom - miałem swoje doświadczenie, a te zwykle znaczyły więcej niż sama brawura.
- O, i wyznacz mosze ślodek. - Dodałem jeszcze, patrząc na Geraldine, jakby wcale mnie to nie bawiło, chociaż w środku miałem ochotę parsknąć śmiechem. - Będzie jasne, kto kogo spycha, a kto tylko dlepcze w miejscu. - Nie zamierzałem z nią dyskutować o pozostałych zasadach. Jej rola mogła być prosta - resztą zajmiemy się sami. Wystarczyło, że zaczniemy. Czułem już w sobie to znajome skupienie, tę gotowość, która zawsze przychodziła, gdy szykowało się starcie. Nie było w tym nic ze złości, żadnej urazy - tylko czysta potrzeba sprawdzenia, czyje ciało wytrzyma dłużej.
Jesień nadchodziła coraz pewniejszym krokiem, ale dziś pogoda okazała się łaskawa. Niebo co prawda było zasnute chmurami, ale gdzieniegdzie przedzierały się smugi słońca, a powietrze nie kłuło jeszcze zimnem - dobre warunki, żeby się trochę rozgrzać. Zsunąłem z ramion kurtkę i zaraz potem koszulę, zostając w samej koszulce. Lubiłem czuć powietrze na skórze.
Kiedy Geraldine oznajmiła z entuzjazmem, że będzie sędzią, odruchowo odwróciłem głowę w jej stronę. Nie miałem zamiaru jej tego zabraniać - niech sobie siedzi i komentuje, jeśli ma ochotę, a nawet niech ogłosi werdykt, chociaż wiedziałem, że jeśli mi się nie spodoba, to i tak puszczę to mimo uszu. Zatrzymałem na niej spojrzenie chwilę dłużej, bo wbiła nóż w ziemię i zaczęła nim grzebać, jakby szukała robaków.
- Skolo jusz bawisz się w sędziego, to mogłabyś wyznaczyś glanice. - Rzuciłem do niej, wskazując brodą na trawnik. - Pszydałoby szię palę punktów. Nie będziemy szię miotaś po całym oglodzie. Postaw coś tam, coś tu, byleby było jasne, dokąd mosna szię cofaś. - Zasugerowałem. Wiedziałem, jak to wyglądało w praktyce - w ferworze zwarcia człowiek tracił orientację, a wtedy zaczynało się przepychanie wszędzie, byle do przodu. Granice dawały ramy - nie musiały być idealnie równe ani odmierzone jak na turnieju, wystarczyło, żebyśmy mieli przed oczami jakąś wyznaczoną barierę.
Przetarłem dłonie o spodnie, poczułem znajome napięcie mięśni w przedramionach. Kondycja nigdy nie była moim problemem - przez lata nauczyłem się, że trzeba ją utrzymywać, bo bez tego człowiek padał szybciej niż zdążyłby wymierzyć cios. Wiedziałem, że Ambroise jest pewny siebie, ale wiedziałem też, że ja swoje potrafię. Nie byłem typem, który tylko rzucał się na oślep - wbrew pozorom - miałem swoje doświadczenie, a te zwykle znaczyły więcej niż sama brawura.
- O, i wyznacz mosze ślodek. - Dodałem jeszcze, patrząc na Geraldine, jakby wcale mnie to nie bawiło, chociaż w środku miałem ochotę parsknąć śmiechem. - Będzie jasne, kto kogo spycha, a kto tylko dlepcze w miejscu. - Nie zamierzałem z nią dyskutować o pozostałych zasadach. Jej rola mogła być prosta - resztą zajmiemy się sami. Wystarczyło, że zaczniemy. Czułem już w sobie to znajome skupienie, tę gotowość, która zawsze przychodziła, gdy szykowało się starcie. Nie było w tym nic ze złości, żadnej urazy - tylko czysta potrzeba sprawdzenia, czyje ciało wytrzyma dłużej.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)