To prawda, słowa Osirisa były wyznaniem kogoś, kto kocha. Kto kocha z całego serca, tak mocno, że często aż bolało. Kogoś, kto boi się, że jeśli wyzna miłość, to jego dotychczasowe życie się zawali - bo ten, którego kochał, był jednocześnie jego przyjacielem, i to od dzieciaka właściwie, i bez którego nie wyobrażał sobie życia. Jeśli powiedziałby mu o swoich uczuciach, a Black postanowiłby zerwać z nim kontakt - w końcu jego rodzina i tak nie była zachwycona z powodu tego, że przyjaźnił się z kimś półkrwi, w dodatku z wilkołakiem... więc jeśli jeszcze w dodatku okazałoby się, że ten półkrwi czarodziej z klątwą linkatropii jest zakochany w ich dziedzicu, to na pewno oznaczałoby to koniec ich znajomości. A na to Osiris nie był i nigdy nie będzie gotowy. Więc... mimo że naprawdę kochał Dacre i że jego serce biło od lat tylko dla niego, to nie miało to żadnego znaczenia: musiał zatrzymać to na siebie.
W tych okolicznościach jednak ciężko było mu udawać, że nic nie czuje, zwłaszcza, że bał się, że więcej mogą się nie zobaczyć, a Dacre jeszcze - pal go licho! - postanowił mu powiedzieć, że Lupin jest dla niego najważniejszy. Nie wiedział czy powinien rzucić mu się na szyję i go pocałować czy jednak dać mu w mordę i nawrzeszczeć na niego, ostatecznie więc wybrał opcję trzecią: korzystanie z jego bliskości i tulenie się do niego tak długo, jak tylko się dało.
Popatrzył na niego zaskoczony, gdy ten zdjął swoją koszulę i owinął nią jego twarz, stwierdzając głośno, że nie pomyślał, że Ozzy przecież musiał oddychać. On sam również o tym teraz nie myślał - zbyt zaaferowany całym tym pożarem, ogniem tańczącym na ścianach jego pubu i świadomością, że mógł stracić przyjaciela, ale faktycznie, czuł już nieprzyjemne skurcze w płucach i zauważył to dopiero teraz, gdy Black dzięki swojej koszuli ułatwił mu oddychanie bez narażania go na wdychanie gryzącego dymu.
Jak zahipnoptyzowany obserwował jak Black wyciąga różdżkę i kieruje promień wody na biegnącego w płomieniach człowieka. Dopiero po chwili do Lupina dotarło, że człowiek ten nie przebiegał przez ogień, próbując uciec, a że to on sam płonął, że te płomienie ognia tańczyły na jego ciele, a nie dookoła niego. Obserwował, jak mężczyzna opada na ulicę, jak przez jakiś czas rzuca się, ewidentnie cierpiąc, a w końcu jego ciało zamiera. Nie zauważył, że wstrzymał oddech podczas całej tej obserwacji, ale w końcu wypuścił powietrze z ciężkim, drżącym jękiem.
- Czy on... - wymamrotał, nie odrywając wzroku od tego człowieka i próbując dostrzec jakikolwiek, nawet najmniejszy ruch. - nie żyje?
@dacre black