22.08.2025, 22:00 ✶
Czy północ rzeczywiście była aż tak wczesną godziną? Śmiał i nie śmiał kwestionować, bowiem bez wątpienia, gdy jeszcze byli razem przed laty, starał się wracać do domu o znacznie wcześniejszej porze. Jasne, oczywiście, zdarzało mu się, że opuszczał mieszkanie w samym środku nocy. Zarówno zawód prywatnego uzdrowiciela, jak i jego mniej legalne, dosyć mocno kwestionowalne dodatkowe interesy czasami wymagały od niego znacznie bardziej elastycznego podejścia do godzin pracy.
Mimo wszystko, nie dało się jednak ukryć, że to ich półtoraroczna rozłąka ponownie skierowała go na tory, przy których obraniu północ wcale nie była dla niego aż tak późna. Często dopiero wtedy opuszczał swoje lokum przy Horyzontalnej albo wymykał się z domku, który zajmował w rodzinnej posiadłości w Dolinie Godryka. Bywało tak, że życie Greengrassa zaczynało się dopiero z nastaniem głębokiego mroku. Wtedy bowiem bez wątpienia zdecydowanie łatwiej było stopić się z otoczeniem, nawet przy jego gabarytach.
Obecnie? Aktualnie z pewnością musiał na powrót zmienić te nie do końca właściwe przyzwyczajenia. Szczególnie, że tak czy siak, miewały zdarzać mu się ponadwymiarowe dyżury w Mungu. Praca na oddziale czasami wymagała od niego wzięcia dodatkowych nocnych dyżurów albo przekroczenia czasu pracy. Już przedtem zdarzały mu się dwudziestki czwórki czy trzydziestki szóstki, najdłużej nie było go przez siedemdziesiąt dwie godziny, podczas gdy jeszcze mieszkali w Whitby. No, nie licząc tamtych niechlubnych pięciu dni, podczas których wkurwiony opuścił wspólne mieszkanie i tak dobrze zajął się interesami, że nieomal wyzionął ducha. O tym jednak wolał nie pamiętać.
Najważniejsze, że gdy wszedł do pomieszczenia, wcale nie czuł się tak, jakby było dla niego ani późno, ani wcześnie. To była raczej ta pośrednia pora, przez wielu mylnie nazywana godziną duchów, co nieco go bawiło. Prawdziwie obeznani z tematem wiedzieli, że trzecia trzydzieści trzy była temu znacznie bliższa.
Nie dało się jednak ukryć, że kiedy spojrzenie jego nieco zamglonych alkoholem oczu napotkało wreszcie sylwetkę Riny, Ambroise zamrugał nie raz, a dwa razy, po czym zmrużył zielone oczy. Teraz być może nieco podkrążone, ale wbite czujnie w fotel, na którym siedziała jego narzeczona. Blada pod letnią opalenizną, to bez wątpienia i zdecydowanie mogąca przez to przypominać zjawę, nawet jeśli całkiem żywo zareagowała na jego powrót, zaczynając od trafnej uwagi dotyczącej powrotu wcześniej niż zamierzał.
- Nie zamierzałem się zasiadywać - początkowo wyłącznie wzruszył ramionami, rozpinając kolejne guziki płaszcza i zsuwając buty bez pochylania się czy siadania na łóżku.
Gładkim, całkiem trzeźwym (chwała mocnej głowie) ruchem odwiesił okrycie wierzchnie na wieszak przy drzwiach, czubkami palców u stóp przesuwając obuwie we właściwe miejsce. Nie padało, nawierzchnia była sucha, więc nie nabrudził na tyle, aby przejmować się pozostawionymi śladami. Miał zupełnie inne sprawy na głowie. Co innego zaprzątało mu teraz myśli.
Geraldine. Być może nie okazywał niepokoju z powodu tego, czego się dowiedział, ale to nie znaczyło, że nie był na alercie. Jako uzdrowiciel, potrafił maskować zaniepokojenie. Poza tym doskonale wiedział, że Rina nigdy nie lubiła być traktowana jak ze szkła. To właśnie dlatego wybrał odpowiedzenie na wszystkie jej pytania, zanim sam spytał ją o samopoczucie. Równowaga, tak?
- Po prawdzie mówiąc, było całkiem miło - stwierdził, unosząc kącik ust i robiąc krok w stronę dziewczyny. - Nora zaprosiła też Erika. Longbottoma - sam nie do końca wiedział, czemu akurat to uznał za istotną informację, jednak gdy te słowa opuściły jego usta, wbrew pozorom, nie brzmiały wcale w taki sposób, jakby to stanowiło powód jego wcześniejszego powrotu.
Nie, najwyraźniej nie tak trudno było im dogadać się ze sobą nawzajem, gdy nie mieli powodów do nieporozumień. To chyba miał na myśli, chcąc dać Geraldine powody do choćby minimalnego zadowolenia z tego, że naprawdę wziął sobie do serca, by nie zachowywać się źle w stosunku do jej przyjaciela, chociaż nie za bardzo analizował własne pobudki. Przynajmniej nie teraz. Jego myśli krążyły wokół zupełnie innych spraw. Tych, odnośnie których postanowił się odezwać.
- Ursula wysłała wiadomość do mnie i do Corneliusa - odparł, nie zamierzając owijać w bawełnę realnego powodu, dla którego znalazł się w rezydencji w minimalnym stanie spożycia. - Jak się czujesz? - Wytężył wzrok, starając się posłać dziewczynie badawcze spojrzenie, mimo półmroku, jaki panował w sypialni.
Zrobił przy tym kolejne dwa kroki w kierunku blondynki, zatrzymując się u skraju fotela, tuż przy parapecie dużego, panoramicznego okna, o który oparł się łokciem, aby nie stać nas dziewczyną.
Mimo wszystko, nie dało się jednak ukryć, że to ich półtoraroczna rozłąka ponownie skierowała go na tory, przy których obraniu północ wcale nie była dla niego aż tak późna. Często dopiero wtedy opuszczał swoje lokum przy Horyzontalnej albo wymykał się z domku, który zajmował w rodzinnej posiadłości w Dolinie Godryka. Bywało tak, że życie Greengrassa zaczynało się dopiero z nastaniem głębokiego mroku. Wtedy bowiem bez wątpienia zdecydowanie łatwiej było stopić się z otoczeniem, nawet przy jego gabarytach.
Obecnie? Aktualnie z pewnością musiał na powrót zmienić te nie do końca właściwe przyzwyczajenia. Szczególnie, że tak czy siak, miewały zdarzać mu się ponadwymiarowe dyżury w Mungu. Praca na oddziale czasami wymagała od niego wzięcia dodatkowych nocnych dyżurów albo przekroczenia czasu pracy. Już przedtem zdarzały mu się dwudziestki czwórki czy trzydziestki szóstki, najdłużej nie było go przez siedemdziesiąt dwie godziny, podczas gdy jeszcze mieszkali w Whitby. No, nie licząc tamtych niechlubnych pięciu dni, podczas których wkurwiony opuścił wspólne mieszkanie i tak dobrze zajął się interesami, że nieomal wyzionął ducha. O tym jednak wolał nie pamiętać.
Najważniejsze, że gdy wszedł do pomieszczenia, wcale nie czuł się tak, jakby było dla niego ani późno, ani wcześnie. To była raczej ta pośrednia pora, przez wielu mylnie nazywana godziną duchów, co nieco go bawiło. Prawdziwie obeznani z tematem wiedzieli, że trzecia trzydzieści trzy była temu znacznie bliższa.
Nie dało się jednak ukryć, że kiedy spojrzenie jego nieco zamglonych alkoholem oczu napotkało wreszcie sylwetkę Riny, Ambroise zamrugał nie raz, a dwa razy, po czym zmrużył zielone oczy. Teraz być może nieco podkrążone, ale wbite czujnie w fotel, na którym siedziała jego narzeczona. Blada pod letnią opalenizną, to bez wątpienia i zdecydowanie mogąca przez to przypominać zjawę, nawet jeśli całkiem żywo zareagowała na jego powrót, zaczynając od trafnej uwagi dotyczącej powrotu wcześniej niż zamierzał.
- Nie zamierzałem się zasiadywać - początkowo wyłącznie wzruszył ramionami, rozpinając kolejne guziki płaszcza i zsuwając buty bez pochylania się czy siadania na łóżku.
Gładkim, całkiem trzeźwym (chwała mocnej głowie) ruchem odwiesił okrycie wierzchnie na wieszak przy drzwiach, czubkami palców u stóp przesuwając obuwie we właściwe miejsce. Nie padało, nawierzchnia była sucha, więc nie nabrudził na tyle, aby przejmować się pozostawionymi śladami. Miał zupełnie inne sprawy na głowie. Co innego zaprzątało mu teraz myśli.
Geraldine. Być może nie okazywał niepokoju z powodu tego, czego się dowiedział, ale to nie znaczyło, że nie był na alercie. Jako uzdrowiciel, potrafił maskować zaniepokojenie. Poza tym doskonale wiedział, że Rina nigdy nie lubiła być traktowana jak ze szkła. To właśnie dlatego wybrał odpowiedzenie na wszystkie jej pytania, zanim sam spytał ją o samopoczucie. Równowaga, tak?
- Po prawdzie mówiąc, było całkiem miło - stwierdził, unosząc kącik ust i robiąc krok w stronę dziewczyny. - Nora zaprosiła też Erika. Longbottoma - sam nie do końca wiedział, czemu akurat to uznał za istotną informację, jednak gdy te słowa opuściły jego usta, wbrew pozorom, nie brzmiały wcale w taki sposób, jakby to stanowiło powód jego wcześniejszego powrotu.
Nie, najwyraźniej nie tak trudno było im dogadać się ze sobą nawzajem, gdy nie mieli powodów do nieporozumień. To chyba miał na myśli, chcąc dać Geraldine powody do choćby minimalnego zadowolenia z tego, że naprawdę wziął sobie do serca, by nie zachowywać się źle w stosunku do jej przyjaciela, chociaż nie za bardzo analizował własne pobudki. Przynajmniej nie teraz. Jego myśli krążyły wokół zupełnie innych spraw. Tych, odnośnie których postanowił się odezwać.
- Ursula wysłała wiadomość do mnie i do Corneliusa - odparł, nie zamierzając owijać w bawełnę realnego powodu, dla którego znalazł się w rezydencji w minimalnym stanie spożycia. - Jak się czujesz? - Wytężył wzrok, starając się posłać dziewczynie badawcze spojrzenie, mimo półmroku, jaki panował w sypialni.
Zrobił przy tym kolejne dwa kroki w kierunku blondynki, zatrzymując się u skraju fotela, tuż przy parapecie dużego, panoramicznego okna, o który oparł się łokciem, aby nie stać nas dziewczyną.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down