• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence

[19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#24
23.08.2025, 10:33  ✶  
Wywróciłem oczami - zwyczajnie, ostentacyjnie, jakbym chciał podkreślić, że cała ta sytuacja - od ciężkiej kłótni po to nagłe zejście na lżejszy ton - była dla mnie równie dziwna, co przewrotna. Jeszcze chwilę temu staliśmy naprzeciwko siebie w pełnym napięciu, a teraz robiło się między nami normalniej, swobodniej, może jeszcze nie tak jak przedtem, ale na tyle, że byłem w stanie pozwolić sobie na cień rozbawienia - nie mogłem poradzić nic na to, że jej deklaracja mnie bawiła.
- Jesteś najczalniejszym z czalnowidzów, m’kay. - Powiedziałem całkowicie serio, chociaż kącik ust wciąż mi drgnął. - A jak jusz zdasza ci szię byś tym plomyczkiem, to tesz księszyca. Nie słońca. Mamy to ustalone.
Ale to był tylko moment lekkości, po którym soważniałem niemal od razu, kiedy przeszliśmy dalej, bo temat był cięższy i nie dawał się łatwo zamieść pod dywan. Chciałem, żeby to było proste - by wystarczyło zapewnienie, że nie zniknę bez słowa, będę obok, można mi zaufać. Tylko że to nigdy nie było takie proste. Nawet jeśli byłem z nią szczery - a byłem - to przecież miałem swoje sekrety. Rzeczy, o których nie mówiłem jej całkiem wprost. Nie robiłem z nich tajemnicy, ale i nie rozkładałem ich przed nią na stół. A teraz, kiedy ujęła to w taki sposób, nie potrafiłem już udawać, że tego nie ma. Wiedziałem, że ona i tak z pewnością się ich domyśla - może wiedziała od samego początku - nie chciałem, żeby to nad nami wisiało.
- Jeśli o to chodzi. - Odezwałem się spokojnie, ale z wyraźną powagą w głosie. - Tutaj, w Wielkiej Blytanii… Ja nie tylko łamię klątwy i nakładam zabezpieczenia. Wiesz to, tak? - Przeniosłem na nią wzrok, twardszy niż zwykle, jakbym sprawdzał, czy rzeczywiście chciała to usłyszeć do końca. - To dokładnie to, co mówiłem ci wtedy, w Londynie, podczas poszalów. Pamiętasz? - Oczywiście, że pamiętała, lecz kontynuowałem. - Kiedy jeszcze sądziliśmy, sze jesteśmy dla siebie tylko nieznajomymi, któszy jusz nigdy szię nie spotkają. Nazwałem szię wtedy najemnikiem, i to nie był szalt. - Przełknąłem ślinę, przesuwając kciukiem po jej dłoni, jakbym próbował w ten sposób złagodzić ostrość własnych słów. - Piszesz szię na związek z dosłownym przeciwieństwem człowieka, s któlym byłaś zalęczona. - Nie mówiłem tego, żeby ją zranić - wręcz przeciwnie - chciałem, żebyśmy to mieli już całkowicie z głowy, i by nie wisiało między nami nic niedopowiedzianego. Byłem pewien, że ona wie, o co mi chodzi, że już dawno sobie to ułożyła w głowie, ale musiałem powiedzieć to na głos. - Nie chcę, szebyś kiedykolwiek czuła szię w tym niekomfoltowo. - Dodałem cicho, wzruszając ramionami. - Tylko tyle. Asz tyle. - Patrzyłem na nią z powagą, bez żadnej kpiny, bez maski. Pierwszy raz od dawna nie grałem żadnej roli. Byłem tylko ja.
Wyjaśniliśmy sobie wiele tej nocy. Rozmowa nie należała do najprostszych, ale miałem wrażenie, że oboje tego potrzebowaliśmy, tkwiliśmy w zawieszeniu, w półprawdach, niedopowiedzeniach, w poczuciu, że coś wisi w powietrzu, i dopiero to wyrzucenie z siebie wszystkiego, co zalegało, pozwoliło nam w końcu oddychać pełniej. Odnosiłem wrażenie, że każde zdanie, które padało, otwierało kolejne drzwi, a za nimi kryły się następne pytania, wspomnienia i rzeczy, które trzeba było w końcu nazwać. Może właśnie tego potrzebowaliśmy - by rozgrzebać to, co w nas zalegało i pozwolić znaleźć temu ujście.  Nie wiedzieliśmy, co dalej, bo przecież nawet teraz nie potrafiliśmy tego określić, ale ta szczerość, czasem bolesna, czasem niezręczna, sprawiła, że coś w nas pękło, a napięcie, które jeszcze niedawno było niemal namacalne, powoli się rozchodziło. Nie wiedzieliśmy, co będzie dalej, nie potrafiliśmy nazwać tego, co właściwie między nami było, ale samo to, że powiedzieliśmy sobie prawdę, dawało dziwną ulgę. Czułem, jak zdenerwowanie ustępuje, rozchodzi się po kościach i znika, zostawiając miejsce na coś lżejszego. Burza za oknem dalej szalała, jakby nie miała zamiaru odpuścić, ale nasza własna burza najwyraźniej już przeszła - znowu mogliśmy zejść na lżejszy ton, mogłem żartować, dotknąć jej, przyciągnąć ją do siebie.
- Plawie lobi lósznicę. - Odparłem bez mrugnięcia okiem, tonem przesadnie zgorszonym, chociaż tylko dla efektu. Zresztą doskonale wiedzieliśmy, że żadne z nas nie było mistrzem w budowaniu podobnych relacji. Obijaliśmy się o siebie, testowaliśmy granice, a mimo to i tak wszystko wychodziło naturalniej, niżbym przypuszczał. Było w tym coś niebezpiecznie wygodnego, naturalnego, jakbyśmy faktycznie byli razem od lat, a nie od ledwie kilku dni. Czułem to w głębi ducha - nie było sensu się zastanawiać, dlaczego to działa - po prostu działało. - Nawet nie wiesz, ile tludu kosztowało mnie to, szebyś mogła się czuś tak upszywilejowana. - Potrząsnąłem głową, teatralnie wzdychając, po czym zaraz złagodniałem, bo i tak przecież wiedziałem, że miała rację. - Hm. - Wydałem z siebie  dźwięk, który trudno było sklasyfikować, coś pomiędzy śmiechem a westchnieniem. - Dluga młodość bszmi lepiej, ale ostszegam, jeśli szeszywiście pszechodzę dlugą młodość, to bęsie ze mną jeszcze tludniej. - Uśmiechnąłem się krótko. Patrzyłem na nią, czekając, aż zrozumie, że moje słowa nie są groźbą ani sugestią, lecz pewnością. Pewnością, że będziemy mieli czas, by to sprawdzić. To - jak i wszystko inne. No, może bez tego fragmentu z kolegami.
- Nie tak łatwo cię wystlaszyś, hm? - Uniosłem brwi. - To szię okasze, jak kiedykolwiek zobaczysz Ambloise’a wkuszonego na selio, bo zdecydowanie go takiego nie widziałaś. - Mimo że powiedziałem to spokojnie, ton zdradzał, iż nie był to pusty komentarz. - Ale fakt, jakoś sobie s nimi ladzisz. Nawet Colnelius wygląda, jakby odpuścił ci więcej, nisz innym. - Zauważyłem, nie bez ukrytej aprobaty. To było całkiem spore osiągnięcie, nie dało się tego ukryć.
- Wiesz. - Zacząłem powoli, bo lubiłem rozkładać pewne rzeczy na czynniki pierwsze, zwłaszcza gdy była blisko - Ten ślub nie jest wielki. Nie będzie takim widowiskiem, jakie zazwyczaj usządzają czystokrwiści, tym olbrzymim balem, gdzie wszystko błyszczy i kaszdy luch musi byś wystudiowany. Na całe szczęście. - Powiedziałem to bez złośliwości - w moim tonie była ulga. Nie chciałem, żeby czuła presję, myślała, że musi udawać kogoś, kim nie jest. - Nadal jednak - stwierdziłem - to niemała sprawa. - Wiedziałem, że nie mieliśmy dużo czasu. Nie brzmiało to jak wymówka, raczej jak fakt zapisany cienką, nieuchronną kreską w kalendarzu. Przesunąłem ciężar ciała, ale nie nachalnie, nie obejmując Prue bardziej niż już ją obejmowałem. Uśmiechnąłem się szerzej, zupełnie beztrosko, bo lubiłem, gdy rzeczy stawały się proste, a tu akurat zdecydowanie mogły takie być. - Na pewno znajdziesz coś odpowiedniego. U Losielów, jeśli zechcesz, albo gdziekolwiek indziej, gdzie ci szię spodoba. Nie będę ci mówił, co dokładnie wyblaś, tutaj byłoby lepiej, gdybyś zasięgnęła lady na przykład jednej z Lestlange’ówn. - Dodałem po chwili. - Ale mogę cię zapewniś, sze znajdziesz coś, co cię zachwyci. Nie przejmuj szię czasem ani ceną, jaka s niego wynika, w tym wypadku nie gla loli. Niech wszystko będzie po plostu… Twoje. - Rzekłem, jakby to była najprostsza rzecz pod słońcem. - Płacę. I nie maludź, bo będę upieldliwy. - Dodałem z półuśmiechem, wiedząc, że mówiłem to z tej miękkiej części siebie, którą rzadko komu pokazywałem. Podałem jej to jak oczywistość - coś, co nie wymagało rozważania, chciałem, żeby to było lekkie, ale nie popełniałem błędu mylenia tego z brakiem szacunku. Policzyłem to w myślach bez konieczności przeliczania galeonów. Dla mnie - przy obecnej sytuacji z natężeniem pracy po pożarach - to był drobiazg, prywatny sektor rządził się innymi prawami, niż stałe stawki na umowie w pracy dla Ministerstwa. Czasami bywało lepiej, czasami gorzej, w tym wypadku - zdecydowanie nie miało mnie to ruszyć, mentalnie również nie, w końcu miałem doświadczenia z tym środowiskiem i stylem życia, i tak wychodziłem na swoje, chociażby tym, czego nie dawało się kupić za pieniądze - jej obecnością, uwagą, wspólnie spędzanymi dniami. To było bezcenne.
- W sumie… Powinnaś pomyśleś o dwóch sukienkach. - Dodałem, tonem lekko żartobliwym, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie. - Jedna na ślub, dluga na zmianę na kolejny dzień. - Nie musiałem tego mówić na głos, żeby wydźwięk był jasny. Byłem swobodny - tak, ale nie w znaczeniu lekceważenia. Nie zamierzałem przyjmować odmowy, nie dlatego, że byłem despotą, lecz dlatego, że oferowałem jej tym to, co uważałem za konieczne - spokój, wsparcie, gotowość do działania. Wychowałem się z pięcioma siostrami - znałem realia, wiedziałem, ile może kosztować kreacja, fryzjer, makijaż, dodatki - od cholery i jeszcze w kurwę, wykurwiście dużo, a potem jeszcze więcej, gdy wydarzały się nieoczekiwane okoliczności. Znałem mechanikę tego wszystkiego - przymiarki, wizyty u fryzjera, drobne katastrofy typu pęknięty guzik w najmniej odpowiednim momencie. Znałem też siebie, swoje podejście i tę jedną, niewypowiedzianą prawdę - to nie miały być kreacje na lata.
Tym razem naprawdę się roześmiałem, nie mogąc się powstrzymać.
- To chyba najłagodniejsze okleślenie, jakie słyszałem na jego temat, ale dziękuję, sze nie siliłaś szię na eufemizmy. - Powiedziałem z prawdziwym rozbawieniem, bo ten kontrast, bawił mnie niezmiernie. - Wcale nie. - Zaprzeczyłem od razu. - Jest masa szeczy, w któlych jestem beznadziejny. Po plostu nie pasują do bajely, jaką ci spszedaję. - Zamrugałem lekko i swobodnie, nie za bardzo zastanawiając się nad całą resztą.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (18292), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (16099)




Wiadomości w tym wątku
[19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 17.08.2025, 17:56
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Pan Losu - 17.08.2025, 17:56
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 17.08.2025, 22:59
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 18.08.2025, 15:34
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 18.08.2025, 22:03
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.08.2025, 00:11
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.08.2025, 11:11
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.08.2025, 13:29
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.08.2025, 16:10
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.08.2025, 18:18
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.08.2025, 21:48
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 20.08.2025, 00:05
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.08.2025, 10:33
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 20.08.2025, 13:01
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.08.2025, 22:50
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 21.08.2025, 13:04
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 21.08.2025, 14:44
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 21.08.2025, 18:32
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 21.08.2025, 21:52
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 22.08.2025, 12:09
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 22.08.2025, 13:43
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 22.08.2025, 18:09
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 22.08.2025, 22:31
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 23.08.2025, 10:33
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 23.08.2025, 23:15
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 24.08.2025, 00:21
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 24.08.2025, 00:58
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 24.08.2025, 14:07
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 25.08.2025, 08:56
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 26.08.2025, 18:09
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 26.08.2025, 20:35
RE: [19/09/1972] Something good comes with the bad | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 26.08.2025, 23:28

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa