23.08.2025, 10:36 ✶
- Nie chciałem cię przestraszyć - powiedział, wciąż przytulony, a kiedy go puściła, dodał:
- Przykro mi z powodu Florence - pogłaskał ją współczująco po ramieniu. Nie znał kuzynki Electry, ale słyszał, że zginęła jak bohaterka. Że na jej pogrzeb tłumnie przybyli krewni i znajomi, by oddać jej hołd. Tego się obawiał, dla siebie, dla swojej rodziny, dla przyjaciół. Można było teoretyzować o tym, jak ważne było życie oddane w słusznej sprawie, jak chwalebna była bohaterska śmierć, ale kiedy stawała się rzeczywistością, bolała jakoś wcale nie mniej, niż każda inna.
Nie chciałby wyjść na kogoś, kto lekceważy sobie czyjąś tragedię, ale skoro Ellie chciała rozmawiać o czymś weselszym, był do tego doskonale przygotowany. Z zadowoleniem poprawił na sobie marynarkę, słysząc komplement i ruchem głowy odrzucił niesforne kosmyki z twarzy.
- Te akurat - babci - uśmiechnął się -Ale oddała dobrowolnie. I tak, od kiedy dostałem eliksiry na kaszel, a oparzenia przestały boleć, mam się całkiem dobrze - powiedział nonszalancko, jakby przyjęcie ognistego ataku na klatę to nie było nic takiego, a on sam nie leżał pod bramą The Globe, przekonany, że umiera.
- Zresztą, teatr nie zostawia mi ostatnio wiele czasu na myślenie. I Henry. Wiesz, pozwolił mi zostać u siebie, póki nie doprowadzę mieszkania do porządku, czyli pewnie gdzieś do Mabon.
Hannibal mógł twierdzić, że czuje się dobrze, że pozbierał się po Spalonej Nocy do kupy, że przecież nie ucierpiał tak bardzo, ale… dobrze było nie wracać do pustego domu. Nie spędzać samotnie wieczorów, rozpamiętując - o tej porze wychodziłem z teatru - o tej byłem już w Ministerstwie - o tej zostawiłem Henry’ego na ulicy. Nasłuchując, czy krzyki na zewnątrz nie rozlegają się od nowa.
- Jak w ogóle radzisz sobie na… no, z dala od Londynu? - w ostatniej chwili powstrzymał się od powiedzenia “na zadupiu”, bo raz, że w zasięgu słuchu mogła być pani domu, a dwa, że samej Ellie mogło się nie spodobać obrażanie jej domu rodzinnego - Chciałem cię wyciągnąć do Londynu, kiedy już będziesz w nastroju na wyjścia.