24.08.2025, 19:54 ✶
No cóż. Nie było raczej żadnym zaskoczeniem, że sam Ambroise również raczej nie zamierzał odznaczać się na tle towarzystwa jego podejściem do wolności. Jeśli chodziło o preferencje dotyczące starć fizycznych tudzież ogólnego stylu życia, zdecydowanie nie wyłamywał się z grupy. Nie lubił narzucać sobie zbędnych granic, a jeszcze bardziej nie dzierżył, gdy ktoś inny usiłował wciskać go w jakiekolwiek ramy.
W bezpośrednich starciach fizycznych starał się być raczej elastyczny. Stosunkowo szybko dostosowywał się do sytuacji, usiłując nie dać się zaskoczyć i nie wpaść w pułapkę nagłej zmiany okoliczności. Prowadzenie dosyć specyficznego stylu życia rządziło się swoimi prawami, nawet jeśli robił to wyłącznie po części, nie musząc codziennie rozwiązywać problemów przy wykorzystaniu siły fizycznej.
Gdy jednak już musiał się do niej uciekać, wolał znienacka zaskakiwać przeciwnika. Niespecjalnie szanował jakiekolwiek niepisane zasady, był w stanie uciec się do zaatakowania kogoś prosto w plecy, do podcięcia mu nóg, do zmiany strony sojuszu (no, o ile nie był w żadnym sensie emocjonalnie związany z oryginalnie wspieranymi osobami; nie był aż tak zdradziecki i niemoralny), gdy widział w tym wyższy cel, korzyść albo gwarant wyjścia cało z sytuacji.
Nie, nie chciał ani nie potrzebował narzucać sobie sztucznych, wydumanych ograniczeń. Tyle tylko, że to dotyczyło sytuacji innych niż ta teraz. W tym momencie wyłącznie zamierzali rozstrzygnąć towarzyski, braterski spór. Ot, może trochę popisać się przed sobą nawzajem, od nowa ustalić hierarchię w stadzie, zaznaczyć dominację. Ot co. Nie chcieli przy okazji zdemolować całego ogródka.
Nie byli aż tak głupi. Ursula z pewnością nie byłaby szczególnie szczęśliwa, gdyby dowiedziała się, że nie wyznaczyli sobie żadnych granic i postanowili wyjątkowo luźno potraktować przestrzeń, którą pielęgnowała od wielu lat. Co prawda, mieli naprawdę sporą polać terenu, na której nie znajdowało się nic, prócz wypielęgnowanego trawnika. Znajdowali się stosunkowo daleko zarówno od zabudowań, jak i od pierwszych nasadzeń, prócz starodrzewia.
Znał jednak siebie samego, znał też przyjaciela. Może ustalili, że będą używać wyłącznie siły fizycznej, jednak nie określili, do jakiego zakresu zalicza się teleportacja i czy jest dozwolona. Jeśli zatem tego nie zrobili, obaj bardzo świadomie pominęli ten temat. To zaś znaczyło, że ten chwyt był jak najbardziej dozwolony. Z pewnością mieli zacząć z niego korzystać.
Tak, zdecydowanie potrzebowali tych barier. Nie chcieli na koniec dnia skończyć poturbowani nie fizycznie przez siebie nawzajem, a mentalnie przez tyradę na temat szacunku dla czyjejś własności oraz wkładanej w to ciężkiej pracy. Cieszył się, że wszyscy byli raczej zgodni, co do tego, że nie było warto podejmować ryzyka.
- Tak, te krzaki - uśmiechnął się pod nosem, kiwając głową na słowa Geraldine.
Nie czekał dłużej. Nie było, co więcej ustalać. Przynajmniej nie teraz. Ruszył więc w kierunku wspomnianych przez siebie szklarni, by zacząć tworzyć przy nich praktycznie niewidoczną barierę, coś na kształt pola siłowego mającego odepchnąć ich bliżej środka pola walki, jednak bez przesady. Nie chciał, by którykolwiek z nich był miotany niczym piłka.
Kształtowanie (◉◉◉○○) - pole siłowe/bariera przy szklarniach
W bezpośrednich starciach fizycznych starał się być raczej elastyczny. Stosunkowo szybko dostosowywał się do sytuacji, usiłując nie dać się zaskoczyć i nie wpaść w pułapkę nagłej zmiany okoliczności. Prowadzenie dosyć specyficznego stylu życia rządziło się swoimi prawami, nawet jeśli robił to wyłącznie po części, nie musząc codziennie rozwiązywać problemów przy wykorzystaniu siły fizycznej.
Gdy jednak już musiał się do niej uciekać, wolał znienacka zaskakiwać przeciwnika. Niespecjalnie szanował jakiekolwiek niepisane zasady, był w stanie uciec się do zaatakowania kogoś prosto w plecy, do podcięcia mu nóg, do zmiany strony sojuszu (no, o ile nie był w żadnym sensie emocjonalnie związany z oryginalnie wspieranymi osobami; nie był aż tak zdradziecki i niemoralny), gdy widział w tym wyższy cel, korzyść albo gwarant wyjścia cało z sytuacji.
Nie, nie chciał ani nie potrzebował narzucać sobie sztucznych, wydumanych ograniczeń. Tyle tylko, że to dotyczyło sytuacji innych niż ta teraz. W tym momencie wyłącznie zamierzali rozstrzygnąć towarzyski, braterski spór. Ot, może trochę popisać się przed sobą nawzajem, od nowa ustalić hierarchię w stadzie, zaznaczyć dominację. Ot co. Nie chcieli przy okazji zdemolować całego ogródka.
Nie byli aż tak głupi. Ursula z pewnością nie byłaby szczególnie szczęśliwa, gdyby dowiedziała się, że nie wyznaczyli sobie żadnych granic i postanowili wyjątkowo luźno potraktować przestrzeń, którą pielęgnowała od wielu lat. Co prawda, mieli naprawdę sporą polać terenu, na której nie znajdowało się nic, prócz wypielęgnowanego trawnika. Znajdowali się stosunkowo daleko zarówno od zabudowań, jak i od pierwszych nasadzeń, prócz starodrzewia.
Znał jednak siebie samego, znał też przyjaciela. Może ustalili, że będą używać wyłącznie siły fizycznej, jednak nie określili, do jakiego zakresu zalicza się teleportacja i czy jest dozwolona. Jeśli zatem tego nie zrobili, obaj bardzo świadomie pominęli ten temat. To zaś znaczyło, że ten chwyt był jak najbardziej dozwolony. Z pewnością mieli zacząć z niego korzystać.
Tak, zdecydowanie potrzebowali tych barier. Nie chcieli na koniec dnia skończyć poturbowani nie fizycznie przez siebie nawzajem, a mentalnie przez tyradę na temat szacunku dla czyjejś własności oraz wkładanej w to ciężkiej pracy. Cieszył się, że wszyscy byli raczej zgodni, co do tego, że nie było warto podejmować ryzyka.
- Tak, te krzaki - uśmiechnął się pod nosem, kiwając głową na słowa Geraldine.
Nie czekał dłużej. Nie było, co więcej ustalać. Przynajmniej nie teraz. Ruszył więc w kierunku wspomnianych przez siebie szklarni, by zacząć tworzyć przy nich praktycznie niewidoczną barierę, coś na kształt pola siłowego mającego odepchnąć ich bliżej środka pola walki, jednak bez przesady. Nie chciał, by którykolwiek z nich był miotany niczym piłka.
Kształtowanie (◉◉◉○○) - pole siłowe/bariera przy szklarniach
Rzut Z 1d100 - 59
Sukces!
Sukces!
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down