25.08.2025, 01:51 ✶
Chciał czy nie, nie mógł powstrzymać parsknięcia po jej krótkim i jakże życiowym rancie na temat tego czego uczono ich w Hogwarcie. Trochę ją rozumiał, wbrew pozorom ale nauka w szkole nijak się miała do tego, co ich czekało w życiu, a przynajmniej z jego doświadczenia tak wychodziło. Może kiedy prowadziło się stateczne życie na wyspach... Chociaż nie, z tego co kojarzył to też.
- Au, nie powinnaś bić rannego, Basilius będzie krzyczał! - oburzył się na palnięcie w głowę, ale cóż nie mógł powstrzymać uśmiechu, który błąkał mu się po ustach. Czuł swego rodzaju radość, że tak stanowczo go zatrzymuje tutaj, co nie zmniejszało poczucia zagubienia. Zaczynał rozumieć jeszcze mniej, tak jakby wczoraj, czy zanim zaczęli rozmawiać rozumiał więcej. Relacje z ludźmi nie były jego mocną stroną, zdecydowanie łatwiej było pisać listy...
- Kot przytulanka spełnia swoje zadanie? - zapytał żartobliwie ale zaraz dodał. - Skłamałbym gdyby powiedział, że nie mam podobnie. Dlatego nie wiem czemu wpadłaś na ten genialny pomysłowy spania na podłodze - mruknął i zaczął grzebać w kieszeni po omacku wyciągając paczkę fajek, zdecydowanie przydałoby mu się zapalić w sumie ostatni raz palił jeszcze wczorajszej nocy. Zawahał się jednak z paczką w ręce. - Nah, to moja supermoc, Nora jej nie będzie miała.
Nie zdążył nic powiedzieć na jej misterny plan, bardzo sprytny plan, bo zniknęła teleportując się poza pokój. Normalnie by brwi zmarszczył, ale obecnie to by żadnego efektu spod bandaży nie dało. Po kolejnym odgłosie teleportacji wrócił do rozmowy.
- Planujesz tak jakbyś już się z nim o coś założyła, zanim w ogóle gra się zaczęła - choć miało to być żartem to trochę się zastanawiał czy tak nie było na rzeczy. Może mu się odgrażała, że go pokona w kartach, albo coś? - Zobaczymy jak to będzie wieczorem. Chociaż najchętniej to już bym zdjął ten jebany bandaż, wszystko mnie swędzi - próbował rozmasować sobie część czoła nie dotykając oczu, wiedział, że nie powinien tego tykać, to jednak uczucie było na tyle nieznośne.
Wbrew pozorom obecna żywiołowość Millie sprawiała, że czuł się lepiej, bez pomocy oczu dawała mu jaśniejszy obraz całej sytuacji. Może mylny, może faktyczny, czas pokaże. To, ze chwycił w przypływie chwili byka za rogi, nie znaczyło ,ze zamierzał się z nim mocować do utraty tchu.
- Wiesz, jak siedzisz w jakimś Peru, Australii czy innym gównie, skąd nie sposób się przeteleteportować na obiadek czy za pomocą kominka, to listy to jedyne co ci zostaje. Choć i one docierają najcześciej po kilku tygodniach.- wzruszył ramionami. Nie miał pojęcia czy jego listy były znośne i czytelne, ale skoro dostawał odpowiedzi, to przynajmniej nie były totalnym dnem nadającym się do rozpałki jedynie.
W tej chwili cieszył się, że jedynie dolna część jego twarzy jest widoczna, łatwiej było naciągnąć maskę bez konieczności angażowania do tego oczu. Choć to był już niemal naturalny odruch dla niego, to jednak teraz się zawahał. Bawiąc się trzymaną paczką fajek, obrał ją w dłoniach nerwowo. Poczuł jak łóżko ugina się tuż obok niego ,a mózg z opóźnieniem rejestruje to co powiedziała.
- Och, wiesz... Pytam bo... Nie chciałbym wam przeszkadzać, gdyby coś. Ja sobie dam radę - wydukał próbując jakoś wytłumaczyć swoja chwilę wścibstwa. Czy zorientowała się, dlaczego zadał pytanie? Miał nadzieję, że jednak nie. Jeszcze by opacznie to zrozumiała, że jej wypomina swoje wyznanie i oczekuje jakichś deklaracji...
Ciekawe kim ty dla niej jesteś
Uszczypliwie przypomniał o sobie głos w głowie, który szybko zagłuszyły słowa Millie. O tym kim jest dla niej będzie się zastanawiał kiedy indziej.
Siedziała tuż obok, co pozwoliło mu uśmiechnąć się, nieco nerwowo, ale za to szczerze. Wszystko to wyglądało jakby jednak niczego nie zniszczył wczoraj, aż mu kamień spadł z serca i kula w żołądku jakoś tak zmniejszyła się momentalnie. Zacisnął mocniej ręce na trzymanej paczce, żeby nie zrobić czegoś głupiego. Chociaż czy to byłoby takie głupie? Złapanie jej za rękę czy proste otoczenie ramieniem, a nie siedzenie jak kłoda.
- Rozumiem, wiesz, nie musisz mi tłumaczyć wszystkiego. Ja też mam takie osoby, bez których obecności w życiu zapewne zrobiłbym wiele głupot i nie miałbym okazji cię nawet poznać - odpowiedział miękko i po omacku położył jej dłoń na ramieniu, dobrze wiedział jak to jest mieć kogoś takiego w kim znajduje się oparcie będąc na dnie czy w zwykły normalny dzień.
- Nie martw się o mnie, pamiętaj że mam jeszcze siedem żyć - powiedział żartobliwie. - Skoro Żniwiarz nie zdołał minę stąd zabrać jak miałem szesnaście lat to pewnie będzie mnie trzymać do dziewięćdziesięciu pieprzonych trzech - zakończył z cichym śmiechem. Zaraz jednak ucichł słuchając rozentuzjazmowanej Moody. Kiedy skończyła to roześmiał się, tak szczerze i wesoło. Może i jej nie widziała, ale oczami wyobraźni widział jak opowiada o tym planie jak gestykuluje, zupełnie jak wtedy gdy planowali uwięzienie poltergeista. Pokiwał głową na boki nadal rozbawiony.
- Jak rozumiem jedyne co mogę powiedzieć to zgadzam się? Bo oczywiście to zrobię, brzmi jak zajebista przygoda! Tylko jak uniformy będą ze skóry to nie ma mowy, że je na siebie wcisnę. ale wy proszę bardzo, chętnie popatrzę - powiedział unosząc ostrzegawczo palec w górę. To jak skakali po tematach rozmowy, jak poruszali coraz to nowe wątki, było kojące, dawało powiew normalności zupełnie od ich prywatnych rozterek, jak i kwestii tego, że tam gdzieś za murami Stawu toczy się wojna.
- Może żółty? Bo działamy szybko jak błyskawica! Albo fioletowy, bo... Nie wiem, jest ładny? Czerwony bym pominął, bo wiesz, wolałbym móc rozpoznać nasz kolor, a zielony może im się kojarzyć ze śmierćkami. A podczas zleceń możemy ci pokazywać co i jak, może też podłapiesz bakcyla i będziemy rozwiązywać problemy we trójkę. Poza tym, przy łamania klątw czasami spojrzenie z zewnątrz jest cenniejsze bardziej niż się może wydawać. Logicznie myśleć umiesz, więc zawsze będziesz mogła nam pomóc. Tylko będziesz musiała się nie pchać przed nas i brudną robotę zostawić nam. Nie chcielibyśmy przecież, żeby ta piękna twarz naszej ekipy została poraniona, prawda?
- Au, nie powinnaś bić rannego, Basilius będzie krzyczał! - oburzył się na palnięcie w głowę, ale cóż nie mógł powstrzymać uśmiechu, który błąkał mu się po ustach. Czuł swego rodzaju radość, że tak stanowczo go zatrzymuje tutaj, co nie zmniejszało poczucia zagubienia. Zaczynał rozumieć jeszcze mniej, tak jakby wczoraj, czy zanim zaczęli rozmawiać rozumiał więcej. Relacje z ludźmi nie były jego mocną stroną, zdecydowanie łatwiej było pisać listy...
- Kot przytulanka spełnia swoje zadanie? - zapytał żartobliwie ale zaraz dodał. - Skłamałbym gdyby powiedział, że nie mam podobnie. Dlatego nie wiem czemu wpadłaś na ten genialny pomysłowy spania na podłodze - mruknął i zaczął grzebać w kieszeni po omacku wyciągając paczkę fajek, zdecydowanie przydałoby mu się zapalić w sumie ostatni raz palił jeszcze wczorajszej nocy. Zawahał się jednak z paczką w ręce. - Nah, to moja supermoc, Nora jej nie będzie miała.
Nie zdążył nic powiedzieć na jej misterny plan, bardzo sprytny plan, bo zniknęła teleportując się poza pokój. Normalnie by brwi zmarszczył, ale obecnie to by żadnego efektu spod bandaży nie dało. Po kolejnym odgłosie teleportacji wrócił do rozmowy.
- Planujesz tak jakbyś już się z nim o coś założyła, zanim w ogóle gra się zaczęła - choć miało to być żartem to trochę się zastanawiał czy tak nie było na rzeczy. Może mu się odgrażała, że go pokona w kartach, albo coś? - Zobaczymy jak to będzie wieczorem. Chociaż najchętniej to już bym zdjął ten jebany bandaż, wszystko mnie swędzi - próbował rozmasować sobie część czoła nie dotykając oczu, wiedział, że nie powinien tego tykać, to jednak uczucie było na tyle nieznośne.
Wbrew pozorom obecna żywiołowość Millie sprawiała, że czuł się lepiej, bez pomocy oczu dawała mu jaśniejszy obraz całej sytuacji. Może mylny, może faktyczny, czas pokaże. To, ze chwycił w przypływie chwili byka za rogi, nie znaczyło ,ze zamierzał się z nim mocować do utraty tchu.
- Wiesz, jak siedzisz w jakimś Peru, Australii czy innym gównie, skąd nie sposób się przeteleteportować na obiadek czy za pomocą kominka, to listy to jedyne co ci zostaje. Choć i one docierają najcześciej po kilku tygodniach.- wzruszył ramionami. Nie miał pojęcia czy jego listy były znośne i czytelne, ale skoro dostawał odpowiedzi, to przynajmniej nie były totalnym dnem nadającym się do rozpałki jedynie.
W tej chwili cieszył się, że jedynie dolna część jego twarzy jest widoczna, łatwiej było naciągnąć maskę bez konieczności angażowania do tego oczu. Choć to był już niemal naturalny odruch dla niego, to jednak teraz się zawahał. Bawiąc się trzymaną paczką fajek, obrał ją w dłoniach nerwowo. Poczuł jak łóżko ugina się tuż obok niego ,a mózg z opóźnieniem rejestruje to co powiedziała.
- Och, wiesz... Pytam bo... Nie chciałbym wam przeszkadzać, gdyby coś. Ja sobie dam radę - wydukał próbując jakoś wytłumaczyć swoja chwilę wścibstwa. Czy zorientowała się, dlaczego zadał pytanie? Miał nadzieję, że jednak nie. Jeszcze by opacznie to zrozumiała, że jej wypomina swoje wyznanie i oczekuje jakichś deklaracji...
Ciekawe kim ty dla niej jesteś
Uszczypliwie przypomniał o sobie głos w głowie, który szybko zagłuszyły słowa Millie. O tym kim jest dla niej będzie się zastanawiał kiedy indziej.
Siedziała tuż obok, co pozwoliło mu uśmiechnąć się, nieco nerwowo, ale za to szczerze. Wszystko to wyglądało jakby jednak niczego nie zniszczył wczoraj, aż mu kamień spadł z serca i kula w żołądku jakoś tak zmniejszyła się momentalnie. Zacisnął mocniej ręce na trzymanej paczce, żeby nie zrobić czegoś głupiego. Chociaż czy to byłoby takie głupie? Złapanie jej za rękę czy proste otoczenie ramieniem, a nie siedzenie jak kłoda.
- Rozumiem, wiesz, nie musisz mi tłumaczyć wszystkiego. Ja też mam takie osoby, bez których obecności w życiu zapewne zrobiłbym wiele głupot i nie miałbym okazji cię nawet poznać - odpowiedział miękko i po omacku położył jej dłoń na ramieniu, dobrze wiedział jak to jest mieć kogoś takiego w kim znajduje się oparcie będąc na dnie czy w zwykły normalny dzień.
- Nie martw się o mnie, pamiętaj że mam jeszcze siedem żyć - powiedział żartobliwie. - Skoro Żniwiarz nie zdołał minę stąd zabrać jak miałem szesnaście lat to pewnie będzie mnie trzymać do dziewięćdziesięciu pieprzonych trzech - zakończył z cichym śmiechem. Zaraz jednak ucichł słuchając rozentuzjazmowanej Moody. Kiedy skończyła to roześmiał się, tak szczerze i wesoło. Może i jej nie widziała, ale oczami wyobraźni widział jak opowiada o tym planie jak gestykuluje, zupełnie jak wtedy gdy planowali uwięzienie poltergeista. Pokiwał głową na boki nadal rozbawiony.
- Jak rozumiem jedyne co mogę powiedzieć to zgadzam się? Bo oczywiście to zrobię, brzmi jak zajebista przygoda! Tylko jak uniformy będą ze skóry to nie ma mowy, że je na siebie wcisnę. ale wy proszę bardzo, chętnie popatrzę - powiedział unosząc ostrzegawczo palec w górę. To jak skakali po tematach rozmowy, jak poruszali coraz to nowe wątki, było kojące, dawało powiew normalności zupełnie od ich prywatnych rozterek, jak i kwestii tego, że tam gdzieś za murami Stawu toczy się wojna.
- Może żółty? Bo działamy szybko jak błyskawica! Albo fioletowy, bo... Nie wiem, jest ładny? Czerwony bym pominął, bo wiesz, wolałbym móc rozpoznać nasz kolor, a zielony może im się kojarzyć ze śmierćkami. A podczas zleceń możemy ci pokazywać co i jak, może też podłapiesz bakcyla i będziemy rozwiązywać problemy we trójkę. Poza tym, przy łamania klątw czasami spojrzenie z zewnątrz jest cenniejsze bardziej niż się może wydawać. Logicznie myśleć umiesz, więc zawsze będziesz mogła nam pomóc. Tylko będziesz musiała się nie pchać przed nas i brudną robotę zostawić nam. Nie chcielibyśmy przecież, żeby ta piękna twarz naszej ekipy została poraniona, prawda?