25.08.2025, 10:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.08.2025, 17:56 przez Hannibal Selwyn.
Powód edycji: Nici
)
Stoi z Selwynami i resztą ich towarzystwa -> idzie na parkiet
Hamishu?!
Hannibal ścisnął wzajemnie ramię Electry, wdzięczny za wsparcie.
Alkohol wypity na pusty żołądek rozgrzewał przyjemnie, ale nie tak, jak towarzystwo dwóch pięknych kobiet, obserwujących tę wymianę zdań i intensywna, barwna, niemożliwa do zignorowania obecność Oleandra.
Zaczepił go jeszcze na odchodnem.
- Ach, i Olek… - na jego ustach zagościł lekko złośliwy uśmiech - Flety nastrójcie przed jutrem - jeden fałszuje.
Nie skończył nawet przewracać oczami po tej nienajwyższych lotów utarczce, gdy został obsypany komplementami przez kuzynów oraz towarzyszących im gości. Jonathan, zawsze wspierający. Anthony i Lyssa nieodmiennie na poziomie. Co za miła odmiana.
- Dziękuję, dziękuję - odpowiadał na gratulacje z błyszczącymi oczyma, zachwycony i dopieszczony - To wymagająca rola. W poprzedniej aranżacji wykonywały ją jednocześnie dwie osoby - aktor i tancerz - odstawił pusty kieliszek byle gdzie. Niezależnie od szeroko dyskutowanej wartości “Ekstazy” jako dzieła, wykonanie partii dramatycznych i baletowych przez jednego człowieka było trudne i wycisnęło z Hannibala krew (choć jedynie magiczną), pot i może nawet w pewnym momencie łzy. Podziw po prostu mu się należał!
- Mam nadzieję, że znalazł się też ktoś, kto wyszedł w połowie! - zaśmiał się wraz z Jonathanem - Koniecznie obejrzyjcie dzieła Lyssy. Doskonale dopełniają spektakl - posłał artystce czarujący uśmiech - Są takie dynamiczne, a przecież “Ekstaza” opowiada o przemianach.
Morpheus faktycznie wyglądał inaczej, niż kiedy spotkali się poprzednio, ale wcale nie lepiej i nie chodziło o to, czy bardziej mu do twarzy z brodą, czy bez. Zdawał się być myślami gdzieś bardzo daleko. Selwyn mógł mu zaoferować jedynie powstrzymanie się od krotochwil.
- Łatwiejsza w utrzymaniu, co? - potarł dłonią własny gładko ogolony policzek, a na wróżbę odpowiedział już poważniej - Dziękuję za ostrzeżenie.
O co mogło chodzić? Problem dla Hannibala z przyszłości. Póki co jego największym - szczęśliwie faktycznie krótkotrwałym - kłopotem był pusty żołądek.
Sięgnął po miniaturową kanapeczkę i zbliżył się do Roberta.
- Gdybyś planował rozmawiać ze starą Mulciberową, zabierz mnie ze sobą - poprosił cicho, zerkając w tamtym kierunku - Na pewno ma opinię na temat sztuki o starym kumplu. Plotka głosi, że Merlin zmarł, nie zwróciwszy jej pożyczonej stówy!
Przy drugiej przekąsce rozejrzał się za znajomymi twarzami. Dostrzegł Henry’ego, posłał mu uśmiech, ale fotograf dokładnie w tym momencie uniósł aparat, najwyraźniej dostrzegając coś wartego uwiecznienia. Zawsze oddany pracy.
Kiedy rozbrzmiał następny utwór, wyciągnął zapraszająco rękę do Electry.
- Zatańczymy?
Wprowadził ją z niemal ostentacyjną opiekuńczością na parkiet. Tym razem zaniechał szalonych popisów. Prowadził partnerkę, bezpiecznie lawirując między innymi parami. Brak różnicy wzrostu nadrabiał niezachwianą pewnością siebie i nienaganną techniką.
- Pewnie będziemy musieli pokazać się mojemu ojcu - uprzedził, zamykając jej prawą dłoń w swojej lewej - Poznamy szanowną autorkę sztuki.
Ellie była pełna gracji i niespeszona spojrzeniami gapiów, i Hannibal tańczył z niekłamaną przyjemnością. Poprowadził ją do obrotu, tak sprytnie, że zakończyli go o kilka centymetrów bliżej siebie. W końcu taniec był odwieczną okazją, by doświadczyć wzajemnej bliskości w akceptowalny w towarzystwie sposób.
- Widziałem Henry’ego, ale jest zajęty. Poprzeszkadzamy mu potem, jak się rozkręci impreza? - mruknął przy jej uchu.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Hamishu?!
Hannibal ścisnął wzajemnie ramię Electry, wdzięczny za wsparcie.
Alkohol wypity na pusty żołądek rozgrzewał przyjemnie, ale nie tak, jak towarzystwo dwóch pięknych kobiet, obserwujących tę wymianę zdań i intensywna, barwna, niemożliwa do zignorowania obecność Oleandra.
Zaczepił go jeszcze na odchodnem.
- Ach, i Olek… - na jego ustach zagościł lekko złośliwy uśmiech - Flety nastrójcie przed jutrem - jeden fałszuje.
Nie skończył nawet przewracać oczami po tej nienajwyższych lotów utarczce, gdy został obsypany komplementami przez kuzynów oraz towarzyszących im gości. Jonathan, zawsze wspierający. Anthony i Lyssa nieodmiennie na poziomie. Co za miła odmiana.
- Dziękuję, dziękuję - odpowiadał na gratulacje z błyszczącymi oczyma, zachwycony i dopieszczony - To wymagająca rola. W poprzedniej aranżacji wykonywały ją jednocześnie dwie osoby - aktor i tancerz - odstawił pusty kieliszek byle gdzie. Niezależnie od szeroko dyskutowanej wartości “Ekstazy” jako dzieła, wykonanie partii dramatycznych i baletowych przez jednego człowieka było trudne i wycisnęło z Hannibala krew (choć jedynie magiczną), pot i może nawet w pewnym momencie łzy. Podziw po prostu mu się należał!
- Mam nadzieję, że znalazł się też ktoś, kto wyszedł w połowie! - zaśmiał się wraz z Jonathanem - Koniecznie obejrzyjcie dzieła Lyssy. Doskonale dopełniają spektakl - posłał artystce czarujący uśmiech - Są takie dynamiczne, a przecież “Ekstaza” opowiada o przemianach.
Morpheus faktycznie wyglądał inaczej, niż kiedy spotkali się poprzednio, ale wcale nie lepiej i nie chodziło o to, czy bardziej mu do twarzy z brodą, czy bez. Zdawał się być myślami gdzieś bardzo daleko. Selwyn mógł mu zaoferować jedynie powstrzymanie się od krotochwil.
- Łatwiejsza w utrzymaniu, co? - potarł dłonią własny gładko ogolony policzek, a na wróżbę odpowiedział już poważniej - Dziękuję za ostrzeżenie.
O co mogło chodzić? Problem dla Hannibala z przyszłości. Póki co jego największym - szczęśliwie faktycznie krótkotrwałym - kłopotem był pusty żołądek.
Sięgnął po miniaturową kanapeczkę i zbliżył się do Roberta.
- Gdybyś planował rozmawiać ze starą Mulciberową, zabierz mnie ze sobą - poprosił cicho, zerkając w tamtym kierunku - Na pewno ma opinię na temat sztuki o starym kumplu. Plotka głosi, że Merlin zmarł, nie zwróciwszy jej pożyczonej stówy!
Przy drugiej przekąsce rozejrzał się za znajomymi twarzami. Dostrzegł Henry’ego, posłał mu uśmiech, ale fotograf dokładnie w tym momencie uniósł aparat, najwyraźniej dostrzegając coś wartego uwiecznienia. Zawsze oddany pracy.
Kiedy rozbrzmiał następny utwór, wyciągnął zapraszająco rękę do Electry.
- Zatańczymy?
Wprowadził ją z niemal ostentacyjną opiekuńczością na parkiet. Tym razem zaniechał szalonych popisów. Prowadził partnerkę, bezpiecznie lawirując między innymi parami. Brak różnicy wzrostu nadrabiał niezachwianą pewnością siebie i nienaganną techniką.
- Pewnie będziemy musieli pokazać się mojemu ojcu - uprzedził, zamykając jej prawą dłoń w swojej lewej - Poznamy szanowną autorkę sztuki.
Ellie była pełna gracji i niespeszona spojrzeniami gapiów, i Hannibal tańczył z niekłamaną przyjemnością. Poprowadził ją do obrotu, tak sprytnie, że zakończyli go o kilka centymetrów bliżej siebie. W końcu taniec był odwieczną okazją, by doświadczyć wzajemnej bliskości w akceptowalny w towarzystwie sposób.
- Widziałem Henry’ego, ale jest zajęty. Poprzeszkadzamy mu potem, jak się rozkręci impreza? - mruknął przy jej uchu.
Nici: intensywna zieleń, mieszająca się z mniejszą ilością wciąż wyraźnej czerwieni.