25.08.2025, 22:36 ✶
Jest mendą też dla Electry, odpowiada Jonathanowi i Robertowi oraz żegna się z Hannibalem odpowiedzią o flecie. Skupia się na Mathildzie, robi wpłatę 'na cegiełkę', znajduje wzrokiem Desmonda oraz Philomenę, rozmawia z Mathildą, stoją przy przekąskach.
Był człowiekiem głośno wypowiadanych myśli, szept zostawiał uciechom ukrytych między zmarszczkami satynowej pościeli. Szeroki uśmiech rozciągnął się na młodej, przysypanej piegami twarzy; ich gwiazdozbiory zdawały się zmieniać każdego dnia, formując nowe mity. Trzymając pod rękę Mathildę, czując chłodny dotyk jej palców nawet przez materiał marynarki, czuł jej gotowość do odejścia, zaklinała jego własne ruchy, aby ukrócić wymianę zdań, ale Crouch nie powstrzymał się przed słodyczą trucizny na języku.
Zmierzył Hannibala i Electrę spojrzeniem. Był zaskoczony tym, ile przyjaciółka wkładała zaangażowania emocjonalnego, aby przypodobać się Selwynowi.
- Często się odwiedzacie, rozumiem? Zapewne poznał wszystkie twoje zakamarki? Myślałem, że przyjaźń jest droższa od sezonowej mody - westchnął teatralnie - A skoro o niej, ta sukienka to personalny wybór, czy nie chciałaś przyćmić kolegi gwiazdy? - odpowiedział Electrze, nie oszczędzając również jej, pokazując, że jest nią zawiedziony i, pomimo jej innych znajomości, spodziewał się neutralności i głośno wypowiedzianego komplementu, bowiem sztuka winna być doceniana ponad podziałami.
Skinął głową Robertowi oraz Jonathanowi.
- Dziękuję Panowie, niezmiernie mi miło, że muzyka mogła dopełnić i dopieścić doznania - lubił komplementy, więc jego twarz rozjaśniła się przebłyskiem różu w tęczówkach jak i jaśniejszego spodu włosów.
- Bez ciebie strojenie fletów nie będzie takie same - mrugnął do Selwyna nie wkładajac w wypowiedź tyle wyrafinowania, ile w poprzednie, ale jego przekorna natura nie mogła pozwolić komukolwiek innemu mieć ostatniego słowa.
Rozmowę Mathildy z nieznajomą sobie kobieta słyszał, choć był tak skupiony na swoim własnym, zadartym nosie, że większość wymiany zdań doń nie dotarła. Zorientował się jedynie, że do ich towarzystwa dołączył wąż.
- Umawialiście się na tę biel? - dopytał Mathildy, gdy oddalili się od grupki osób, jak i Hannibala z Electrą. Był ciekaw czy był to tylko prześmieszny zbieg okoliczności - Jakby postanowił zostać ci na ramieniu byłby naprawdę urokliwa bransoletą - skomentował węża, kontynuując rozmowę na temat ubioru i licząc na kontynuację tematu o gadzie.
Podszedł, aby zrobić wpłatę, dołożył swoją cegiełkę, do tych już ułożonych.
- Ciekawe byłoby znowu zobaczyć cię na parkiecie, zamierzasz coś wpłacić? - zapytał bezwstydnie, choć bez nacisku. Pytanie nie miało na celu ośmieszyć czy wykpić kobiety, Crouch był zwyczajnie ciekaw.
Rozglądał się tez, próbując wyłapać w tłumie znajomy odcień blondu. Długo to nie zajęło, Desmond był oczywiście przy barze, aktualnie rozmawiając z Philomeną Mulciber. Oleander nie był zaskoczony, nie chciał też przerywać przyjacielowi w rozmowie, która zdawała się go bardzo wciągać, przynajmniej na następnych paręnaście minut.
Stali przy przekąskach, Oleander taksował je spojrzeniem - wyglądały zachęcająco, choć on nie odczuwał głodu, przynajmniej nie tego związanego z jedzeniem. Był spragniony uwagi, miłości i pochwał, komplementów i oklasków, cudzych spojrzeń i kontrowersji. To on powinien być najlepiej wyglądającą przekąską, po którą wszyscy sięgają.
Był człowiekiem głośno wypowiadanych myśli, szept zostawiał uciechom ukrytych między zmarszczkami satynowej pościeli. Szeroki uśmiech rozciągnął się na młodej, przysypanej piegami twarzy; ich gwiazdozbiory zdawały się zmieniać każdego dnia, formując nowe mity. Trzymając pod rękę Mathildę, czując chłodny dotyk jej palców nawet przez materiał marynarki, czuł jej gotowość do odejścia, zaklinała jego własne ruchy, aby ukrócić wymianę zdań, ale Crouch nie powstrzymał się przed słodyczą trucizny na języku.
Zmierzył Hannibala i Electrę spojrzeniem. Był zaskoczony tym, ile przyjaciółka wkładała zaangażowania emocjonalnego, aby przypodobać się Selwynowi.
- Często się odwiedzacie, rozumiem? Zapewne poznał wszystkie twoje zakamarki? Myślałem, że przyjaźń jest droższa od sezonowej mody - westchnął teatralnie - A skoro o niej, ta sukienka to personalny wybór, czy nie chciałaś przyćmić kolegi gwiazdy? - odpowiedział Electrze, nie oszczędzając również jej, pokazując, że jest nią zawiedziony i, pomimo jej innych znajomości, spodziewał się neutralności i głośno wypowiedzianego komplementu, bowiem sztuka winna być doceniana ponad podziałami.
Skinął głową Robertowi oraz Jonathanowi.
- Dziękuję Panowie, niezmiernie mi miło, że muzyka mogła dopełnić i dopieścić doznania - lubił komplementy, więc jego twarz rozjaśniła się przebłyskiem różu w tęczówkach jak i jaśniejszego spodu włosów.
- Bez ciebie strojenie fletów nie będzie takie same - mrugnął do Selwyna nie wkładajac w wypowiedź tyle wyrafinowania, ile w poprzednie, ale jego przekorna natura nie mogła pozwolić komukolwiek innemu mieć ostatniego słowa.
Rozmowę Mathildy z nieznajomą sobie kobieta słyszał, choć był tak skupiony na swoim własnym, zadartym nosie, że większość wymiany zdań doń nie dotarła. Zorientował się jedynie, że do ich towarzystwa dołączył wąż.
- Umawialiście się na tę biel? - dopytał Mathildy, gdy oddalili się od grupki osób, jak i Hannibala z Electrą. Był ciekaw czy był to tylko prześmieszny zbieg okoliczności - Jakby postanowił zostać ci na ramieniu byłby naprawdę urokliwa bransoletą - skomentował węża, kontynuując rozmowę na temat ubioru i licząc na kontynuację tematu o gadzie.
Podszedł, aby zrobić wpłatę, dołożył swoją cegiełkę, do tych już ułożonych.
- Ciekawe byłoby znowu zobaczyć cię na parkiecie, zamierzasz coś wpłacić? - zapytał bezwstydnie, choć bez nacisku. Pytanie nie miało na celu ośmieszyć czy wykpić kobiety, Crouch był zwyczajnie ciekaw.
Rozglądał się tez, próbując wyłapać w tłumie znajomy odcień blondu. Długo to nie zajęło, Desmond był oczywiście przy barze, aktualnie rozmawiając z Philomeną Mulciber. Oleander nie był zaskoczony, nie chciał też przerywać przyjacielowi w rozmowie, która zdawała się go bardzo wciągać, przynajmniej na następnych paręnaście minut.
Stali przy przekąskach, Oleander taksował je spojrzeniem - wyglądały zachęcająco, choć on nie odczuwał głodu, przynajmniej nie tego związanego z jedzeniem. Był spragniony uwagi, miłości i pochwał, komplementów i oklasków, cudzych spojrzeń i kontrowersji. To on powinien być najlepiej wyglądającą przekąską, po którą wszyscy sięgają.
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦