26.08.2025, 03:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.08.2025, 03:35 przez Desmond Malfoy.)
Przy barze z Philomeną, Elliottem, Erikiem i Norą
Zaszczycony uśmiechem ze strony sławnego detektywa, odwzajemnił się mu tym samym. Wyraz jego twarzy był uprzejmie pusty, jego oczy zajął cień pogardy i gniewu. Nie wątpił w polityczną kardynalność utrzymywania pozytywnych relacji z rodami wpływowymi (jakkolwiek regresywnymi), jednak nie mógł powstrzymać się od gorzkiego oburzenia, gdy rozpoznał towarzyszącą Longbottomowi kobietę. Nie została mu przestawiona i nie mógł przypomnieć sobie jej imienia, ale wiedział, że nosiła nazwisko Figg. Była brudnokrwistą cukierniczką, więcej niż raz widział w Proroku reklamę jej... "Nory". Dlaczego ją tutaj przyprowadził? Czyżby w ramach kolejnej akcji charytatywnej postanowił cywilizować prostaczków?
Zerwał nieprzyjemnie długi kontakt wzrokowy z Norą, z ulgą powracając spojrzeniem do Pani Philomeny. Gasnący komfort znajomej pogardy wciąż jeszcze łagodził podbijający mu tętno stres. "Czym chciałby mnie pan zainteresować?" - był onieśmielony, nie mógł nie być, nie istniała taka opcja.
- Dziękuję - pomyślał.
Przez ułamek sekundy zawahał się, jakby niepewny tego, czy faktycznie powiedział to na głos.
Później zgubił własne oczy gdzieś w tłumie, znalazł je na dnie szklanki - jego drink zniknął z tego świata błyskawicznie, niby niemowlę w wadliwie połączonym kominku. I niby niemowlę w wadliwie połączonym kominku zostawił po sobie... część. Skórkę pomarańczy tym razem, nie fragment czaszki. Miał nadzieję, że jego świeże, cytrusowe perfumy choć trochę kryły swąd trawionego alkoholu.
- Po pierwsze. - Zassał powietrza. - Po-po-pier-po-powie powiedzieć ch-chciałbym.
Zmarszczył brwi, na dobre rozstając się z ulgą uniesienia moralnym gniewem. Próbował sztucznie wzniecić go raz jeszcze, ale bez powodzenia - nawet gdy starał się myśleć o jeden i siedemnaście setnych raza częstszych błędach lekarskich uzdrowicieli pochodzenia mugolskiego, myślał tylko o błędach swoich własnych, translokacyjnych. One uchodziły mu płazem, zawsze uchodziły mu płazem, i tożsamość obecnego Ministra Magii nie miała na to żadnego wpływu. Postępowań niewszczętych umarzać nie lza.
Jego dłoń odruchowo podążyła do wewnętrznej kieszeni marynarki, ale powstrzymał ją wpół gestu. Dobycie sekretnej piersiówki teraz, przed publicznością, wyglądałoby... zbyt źle. Uśmiechnął się sucho, z bólem, w zamyśle przepraszająco.
- Chciałbym. Powiedzieć. Że jestem. Pod głębokim wrażeniem. Pani odważnego artykułu opublikowanego niedawno w horyzontach. - Unikał dat, unikał pełnych tytułów, później zamierzał też unikać precyzyjnych liczb. Z ostrożności zamierzał udawać, że "Mugofilskiej hegemonii kulturowej i jej owoców" wcale nie mógł cytować na wyrywki, tak samo jak całości ulubionych rozdziałów "Zgnilizny moralnej". - To bardzo. Bardzo istotny tekst w obecnym klimacie politycznym perswazyjny rzetelny przystępny i uderzający zdecydowanie. Odcinający się na tle poziomu dzisiejszej prasy. Uwzględnienie dokładnej statystyki spraw umorzonych wyłącznie dla tych dotyczących błędów lekarskich zupełnie. Zmieniło. Moją perspektywę na kwestię chwiejności niezawisłości sędziowskiej w niepokojąco heterogenicznym społeczeństwie któremu z roku na rok coraz dotkliwiej brakuje wspólnej wizji przyszłości i fundamentów moralności opartej na rzeczywistych imperatywach kategorycznych. Mówiąc krótko jeśli osiemdziesiąt trzy i osiem dziesiątych procenta karygodnych naruszeń dobrostanu pacjenta nie wiąże się z żadnymi znaczącymi konsekwencjami ze względu na status krwi sprawcy. Nasz system zdrowia przestał być godny zaufania w jakimkolwiek stopniu. Czy. Czy byłaby pani zainteresowana dalszym zagłębieniem się w ten temat w najbliższych publikacjach. Z mojej wiedzy wynika że nie wydała pani jeszcze książki pochylającej się nad minutiae zmian w sądownictwie na przestrzeni kadencji mojego wuja leacha oraz jenkins a publiczne przypisanie konkretnych zasług konkretnym sędziowskim nazwiskom byłoby niezwykle korzystne społecznie w świetle niedawnych wydarzeń z naciskiem na osłabienie ogólnej sukcesywności poczynań biura aurorów i brygady uderzeniowej.
Uprzejmie nie spojrzał na stojącego nieopodal detektywa.
Zaszczycony uśmiechem ze strony sławnego detektywa, odwzajemnił się mu tym samym. Wyraz jego twarzy był uprzejmie pusty, jego oczy zajął cień pogardy i gniewu. Nie wątpił w polityczną kardynalność utrzymywania pozytywnych relacji z rodami wpływowymi (jakkolwiek regresywnymi), jednak nie mógł powstrzymać się od gorzkiego oburzenia, gdy rozpoznał towarzyszącą Longbottomowi kobietę. Nie została mu przestawiona i nie mógł przypomnieć sobie jej imienia, ale wiedział, że nosiła nazwisko Figg. Była brudnokrwistą cukierniczką, więcej niż raz widział w Proroku reklamę jej... "Nory". Dlaczego ją tutaj przyprowadził? Czyżby w ramach kolejnej akcji charytatywnej postanowił cywilizować prostaczków?
Zerwał nieprzyjemnie długi kontakt wzrokowy z Norą, z ulgą powracając spojrzeniem do Pani Philomeny. Gasnący komfort znajomej pogardy wciąż jeszcze łagodził podbijający mu tętno stres. "Czym chciałby mnie pan zainteresować?" - był onieśmielony, nie mógł nie być, nie istniała taka opcja.
- Dziękuję - pomyślał.
Przez ułamek sekundy zawahał się, jakby niepewny tego, czy faktycznie powiedział to na głos.
Później zgubił własne oczy gdzieś w tłumie, znalazł je na dnie szklanki - jego drink zniknął z tego świata błyskawicznie, niby niemowlę w wadliwie połączonym kominku. I niby niemowlę w wadliwie połączonym kominku zostawił po sobie... część. Skórkę pomarańczy tym razem, nie fragment czaszki. Miał nadzieję, że jego świeże, cytrusowe perfumy choć trochę kryły swąd trawionego alkoholu.
- Po pierwsze. - Zassał powietrza. - Po-po-pier-po-powie powiedzieć ch-chciałbym.
Zmarszczył brwi, na dobre rozstając się z ulgą uniesienia moralnym gniewem. Próbował sztucznie wzniecić go raz jeszcze, ale bez powodzenia - nawet gdy starał się myśleć o jeden i siedemnaście setnych raza częstszych błędach lekarskich uzdrowicieli pochodzenia mugolskiego, myślał tylko o błędach swoich własnych, translokacyjnych. One uchodziły mu płazem, zawsze uchodziły mu płazem, i tożsamość obecnego Ministra Magii nie miała na to żadnego wpływu. Postępowań niewszczętych umarzać nie lza.
Jego dłoń odruchowo podążyła do wewnętrznej kieszeni marynarki, ale powstrzymał ją wpół gestu. Dobycie sekretnej piersiówki teraz, przed publicznością, wyglądałoby... zbyt źle. Uśmiechnął się sucho, z bólem, w zamyśle przepraszająco.
- Chciałbym. Powiedzieć. Że jestem. Pod głębokim wrażeniem. Pani odważnego artykułu opublikowanego niedawno w horyzontach. - Unikał dat, unikał pełnych tytułów, później zamierzał też unikać precyzyjnych liczb. Z ostrożności zamierzał udawać, że "Mugofilskiej hegemonii kulturowej i jej owoców" wcale nie mógł cytować na wyrywki, tak samo jak całości ulubionych rozdziałów "Zgnilizny moralnej". - To bardzo. Bardzo istotny tekst w obecnym klimacie politycznym perswazyjny rzetelny przystępny i uderzający zdecydowanie. Odcinający się na tle poziomu dzisiejszej prasy. Uwzględnienie dokładnej statystyki spraw umorzonych wyłącznie dla tych dotyczących błędów lekarskich zupełnie. Zmieniło. Moją perspektywę na kwestię chwiejności niezawisłości sędziowskiej w niepokojąco heterogenicznym społeczeństwie któremu z roku na rok coraz dotkliwiej brakuje wspólnej wizji przyszłości i fundamentów moralności opartej na rzeczywistych imperatywach kategorycznych. Mówiąc krótko jeśli osiemdziesiąt trzy i osiem dziesiątych procenta karygodnych naruszeń dobrostanu pacjenta nie wiąże się z żadnymi znaczącymi konsekwencjami ze względu na status krwi sprawcy. Nasz system zdrowia przestał być godny zaufania w jakimkolwiek stopniu. Czy. Czy byłaby pani zainteresowana dalszym zagłębieniem się w ten temat w najbliższych publikacjach. Z mojej wiedzy wynika że nie wydała pani jeszcze książki pochylającej się nad minutiae zmian w sądownictwie na przestrzeni kadencji mojego wuja leacha oraz jenkins a publiczne przypisanie konkretnych zasług konkretnym sędziowskim nazwiskom byłoby niezwykle korzystne społecznie w świetle niedawnych wydarzeń z naciskiem na osłabienie ogólnej sukcesywności poczynań biura aurorów i brygady uderzeniowej.
Uprzejmie nie spojrzał na stojącego nieopodal detektywa.