26.08.2025, 18:09 ✶
- Wlószyłaś z Gleenglassem? - Zapytałem, unosząc lekko brwi, bo choć nie powinno mnie to szczególnie dziwić, to jednak dziwiło. Z ich dwójki każde miało swoje przyzwyczajenia, nawyki, specyficzne ścieżki, ale i tak gdzieś na dźwięk tego zestawienia zmarszczyłem czoło - nie tyle z dezaprobatą, co raczej z mieszaniną zdumienia i ciekawości. Słuchałem jej dalej, przyjmując to, co mówiła, a gdy zaraz potem dorzuciła, że chętnie potowarzyszy mi w kuchni, nawet jeśli nie będzie ze mną jadła, uśmiech sam pojawił się na moich ustach. To było coś tak prostego, a przy tym… Cholernie dobrego - normalne chwile, spokojne, bez napięcia i chaosu, które zwykle wdzierały się do mojego życia zbyt często. Myśl, że będzie siedzieć gdzieś obok, gdy ja w końcu się czymś posilę, była dziwnie kojąca. Powinienem ruszyć w stronę łazienki, zmyć z siebie całą tę wilgoć, brud i ciężar ostatnich godzin, a potem pójść do kuchni - to był dobry plan, logiczny i rozsądny. Tyle że wystarczyło jedno spojrzenie na jej usta i cały ten plan poszedł w cholerę.
Wiedziałem, dokąd to wszystko zmierzało - czułem to we własnej skórze, w sposobie, w jaki moje ciało reagowało na jej bliskość, na ciepło jej oddechu i na to, jak odpowiadała na każdy pocałunek. Ona też musiała to widzieć - tego nie dało się zamaskować, gdy byliśmy tak cholernie blisko siebie. Wszystko we mnie krzyczało, żeby pociągnąć to dalej, żeby zaciągnąć ją do łóżka, przygnieść ciężarem, całować bez opamiętania i wreszcie doprowadzić do tego, do czego oboje pragnęliśmy, ale rozsądek, ten pieprzony głos, którego najchętniej bym nie słuchał, dopominał się o swoje. Byłem przemoczony do suchej nitki, wciąż czułem chłód deszczu w kościach, a ubranie kleiło mi się do skóry, jak druga, niechciana warstwa. Z głowy sączyło się tępe ćmienie - pamiątka po guzie, którego nawet nie obejrzałem, każdy ruch przypominał, że tam jest, a chociaż próbowałem to zignorować, to nie mogłem udawać, że nie istnieje. Każde nachylenie karku przypominało mi, że to jeszcze nie czas na lekkomyślność. To nie była chwila, którą chciałem zmarnować na półśrodki, rozkojarzony dyskomfortem i myślą, że wyglądam jak ktoś, kogo właśnie wyłowiono z kanału. Wciągnąłem powietrze, jakbym chciał ochłonąć, chociaż wcale nie miałem na to ochoty.
- Melinie… - Wymsknęło mi się półgłosem, nim odsunąłem czoło od jej skroni, a moje ręce poluzowały uścisk na jej talii. Spojrzałem na nią z czymś, co mogło wyglądać jak przeprosiny, chociaż sam wolałbym, żeby sytuacja wymagała czegokolwiek innego niż rozsądku. Uniosłem kącik ust w wyrazie, który miał przypominać uśmiech, choć wyszło bardziej gorzko niż chciałem. Poczułem, jak zawód ściska mi gardło, bo wszystko we mnie wciąż rwało się, żeby nie przestawać, ale musiałem. Pogładziłem ją krótko po plecach, jakbym tym dotykiem również chciał przeprosić za to, że się wycofałem. O guzie nie wspomniałem - nie było sensu. Włosy skutecznie go zakrywały, a ona i tak nie miała szans go dostrzec, skoro sięgała mi ledwie do ramion. To naprawdę nic wielkiego, zresztą nie pierwszy raz obrywałem.
- Tak, miałem. No i potszebuję plysznisa. - Powiedziałem w końcu, zniżając głos, chciałem, żeby to zabrzmiało bardziej jak obietnica powrotu niż wymówka. - Chociasz szybkiego. - Uśmiechnąłem się pod nosem, bez przekonania, ale na tyle, by rozładować napięcie, mimo to wciąż nie mogłem jej puścić. Dłonie dalej tkwiły na jej biodrach, trzymały ją blisko, jakby sama odległość, która nas dzieliła, była czymś nie do zniesienia. Odsunąłem się tylko o tyle, by nie kusiło mnie, żeby znów zagarnąć jej usta, chociaż wcale nie czułem się przez to spokojniejszy.
Wiedziałem, dokąd to wszystko zmierzało - czułem to we własnej skórze, w sposobie, w jaki moje ciało reagowało na jej bliskość, na ciepło jej oddechu i na to, jak odpowiadała na każdy pocałunek. Ona też musiała to widzieć - tego nie dało się zamaskować, gdy byliśmy tak cholernie blisko siebie. Wszystko we mnie krzyczało, żeby pociągnąć to dalej, żeby zaciągnąć ją do łóżka, przygnieść ciężarem, całować bez opamiętania i wreszcie doprowadzić do tego, do czego oboje pragnęliśmy, ale rozsądek, ten pieprzony głos, którego najchętniej bym nie słuchał, dopominał się o swoje. Byłem przemoczony do suchej nitki, wciąż czułem chłód deszczu w kościach, a ubranie kleiło mi się do skóry, jak druga, niechciana warstwa. Z głowy sączyło się tępe ćmienie - pamiątka po guzie, którego nawet nie obejrzałem, każdy ruch przypominał, że tam jest, a chociaż próbowałem to zignorować, to nie mogłem udawać, że nie istnieje. Każde nachylenie karku przypominało mi, że to jeszcze nie czas na lekkomyślność. To nie była chwila, którą chciałem zmarnować na półśrodki, rozkojarzony dyskomfortem i myślą, że wyglądam jak ktoś, kogo właśnie wyłowiono z kanału. Wciągnąłem powietrze, jakbym chciał ochłonąć, chociaż wcale nie miałem na to ochoty.
- Melinie… - Wymsknęło mi się półgłosem, nim odsunąłem czoło od jej skroni, a moje ręce poluzowały uścisk na jej talii. Spojrzałem na nią z czymś, co mogło wyglądać jak przeprosiny, chociaż sam wolałbym, żeby sytuacja wymagała czegokolwiek innego niż rozsądku. Uniosłem kącik ust w wyrazie, który miał przypominać uśmiech, choć wyszło bardziej gorzko niż chciałem. Poczułem, jak zawód ściska mi gardło, bo wszystko we mnie wciąż rwało się, żeby nie przestawać, ale musiałem. Pogładziłem ją krótko po plecach, jakbym tym dotykiem również chciał przeprosić za to, że się wycofałem. O guzie nie wspomniałem - nie było sensu. Włosy skutecznie go zakrywały, a ona i tak nie miała szans go dostrzec, skoro sięgała mi ledwie do ramion. To naprawdę nic wielkiego, zresztą nie pierwszy raz obrywałem.
- Tak, miałem. No i potszebuję plysznisa. - Powiedziałem w końcu, zniżając głos, chciałem, żeby to zabrzmiało bardziej jak obietnica powrotu niż wymówka. - Chociasz szybkiego. - Uśmiechnąłem się pod nosem, bez przekonania, ale na tyle, by rozładować napięcie, mimo to wciąż nie mogłem jej puścić. Dłonie dalej tkwiły na jej biodrach, trzymały ją blisko, jakby sama odległość, która nas dzieliła, była czymś nie do zniesienia. Odsunąłem się tylko o tyle, by nie kusiło mnie, żeby znów zagarnąć jej usta, chociaż wcale nie czułem się przez to spokojniejszy.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)