26.08.2025, 20:05 ✶
Nawet nie próbował powstrzymać się przed wywróceniem oczami. Być może nie była to najwłaściwsza chwila na podobne niewerbalne komentarze, ale z dwojga złego, mógł to skomentować inaczej, nieprawdaż? Wybrał jedną z najłagodniejszych, wręcz pobłażliwych opcji. Głównie dlatego, że znał Geraldine i jej podejście do podobnych spraw. Tak, nie musiał ani przez chwilę zastanawiać się nad tym najbardziej realistycznym scenariuszem. Poniekąd ani on nie musiał jej o to pytać, ani ona nie potrzebowała odpowiadać na jego pytanie. A jednak oboje to zrobili. I teraz musiał, po prostu musiał jakoś skwitować jej nawykowe unikanie uzdrowicieli. Inaczej nie byłby sobą.
- No cóż - rzucił dosyć wymownym tonem, uderzając językiem o podniebienie. - Zechcesz zrobić mi tę przyjemność i dać się przebadać? - Wbrew pozorom, nie było to ironiczne pytanie, no, przynajmniej nie całkiem.
W rzeczy samej, był raczej dosyć pobłażliwie zrezygnowany, przynajmniej jeśli chodziło o tendencję jego dziewczyny...
...narzeczonej. Jego narzeczonej do machania ręką na wszystko, co nie próbowało jej od razu zabić. Omdlenia i duszności? Niekoniecznie sikające krwią rany? Drobne urazy wewnętrzne? Do wesela się zagoi. No cóż, gdyby rzeczywiście postanowili przyspieszyć całą uroczystość, może rzeczywiście to miałoby teraz całkiem sporo sensu, ale...
...no, właśnie. Być może powinni to zrobić? Niby nic nie musieli, a jednak to było całkiem istotne pytanie. Coś, czego nie dało się nie wziąć pod uwagę. Nie w ich sytuacji, nie z jego doświadczeniami. Spróbował nie przełknąć śliny, bo o ile Rina dosyć zdecydowanie i twardo zdążyła już odpowiedzieć na tę cholernie istotną kwestię, o tyle pozostawała jeszcze cała masa innych tematów do poruszenia. A on szczerze nie wiedział, czy jest na nie gotowy. Przynajmniej teraz.
W tym momencie zdecydowanie lepiej było nie myśleć o tym, co jeszcze kilka tygodni wcześniej stanowiło problem niemalże nie do przeskoczenia. Na przełomie ostatnich ostatnich dni wyjątkowo wiele uległo wywróceniu do góry nogami. To bez wątpienia nie była jedna z planowanych zmian, jednakże skoro już miała miejsce, nie pozostawało im nic innego, jak tylko powoli przyjąć ją do wiadomości. Mieli zostać rodzicami.
- Przyjdziesz do mnie czy to ja mam tam podejść? - Spytał wreszcie, znacząco zezując na własne kolana.
Oczywiście, mógł sam poruszyć się, żeby wstać z miejsca. Jak najbardziej mógł przejść te kilka kroków, siadając na podłodze i opierając się o fotel zajmowany przez Geraldine. Być może byłoby to nawet całkiem dramatyczne posunięcie, bardzo teatralny gest padania do stóp narzeczonej i tak dalej, i tak dalej. Tyle tylko, że czy było im to w tej chwili potrzebne? Nie, naprawdę nie sądził.
Jeśli jednak wolała nadal siedzieć tam, gdzie ją zastał, nie chcąc wykonywać zbyt gwałtownych ruchów z powodu osłabienia, mdłości czy bólu głowy, o których jakimś dziwnym trafem zapomniała mu wspomnieć, był jak najbardziej gotowy podnieść się i wepchnąć się na fotel, wtedy już traktowany jak wspólny.
Zdecydowanie nie był to bowiem koniec ich rozmowy. Jedynie wypadało, by przestali siedzieć na przeciwko siebie, jakby znajdowali się na jakiejś absurdalnej wersji terapii przedmałżeńskiej. Dużo prościej było, aby na powrót znaleźli się blisko siebie. Podskórnie wiedział, że każde z nich mogło tego cholernie mocno potrzebować. Nie zamierzał udawać, że jest inaczej. To nie była już chwila na oferowanie wyciągniętej dłoni. Chciał ją po prostu objąć, zwyczajnie przytulić, może nie zapewniając jej, że od teraz wszystko będzie dobrze, ale mieli dać radę, prawda? Mieli dać radę.
- No cóż - rzucił dosyć wymownym tonem, uderzając językiem o podniebienie. - Zechcesz zrobić mi tę przyjemność i dać się przebadać? - Wbrew pozorom, nie było to ironiczne pytanie, no, przynajmniej nie całkiem.
W rzeczy samej, był raczej dosyć pobłażliwie zrezygnowany, przynajmniej jeśli chodziło o tendencję jego dziewczyny...
...narzeczonej. Jego narzeczonej do machania ręką na wszystko, co nie próbowało jej od razu zabić. Omdlenia i duszności? Niekoniecznie sikające krwią rany? Drobne urazy wewnętrzne? Do wesela się zagoi. No cóż, gdyby rzeczywiście postanowili przyspieszyć całą uroczystość, może rzeczywiście to miałoby teraz całkiem sporo sensu, ale...
...no, właśnie. Być może powinni to zrobić? Niby nic nie musieli, a jednak to było całkiem istotne pytanie. Coś, czego nie dało się nie wziąć pod uwagę. Nie w ich sytuacji, nie z jego doświadczeniami. Spróbował nie przełknąć śliny, bo o ile Rina dosyć zdecydowanie i twardo zdążyła już odpowiedzieć na tę cholernie istotną kwestię, o tyle pozostawała jeszcze cała masa innych tematów do poruszenia. A on szczerze nie wiedział, czy jest na nie gotowy. Przynajmniej teraz.
W tym momencie zdecydowanie lepiej było nie myśleć o tym, co jeszcze kilka tygodni wcześniej stanowiło problem niemalże nie do przeskoczenia. Na przełomie ostatnich ostatnich dni wyjątkowo wiele uległo wywróceniu do góry nogami. To bez wątpienia nie była jedna z planowanych zmian, jednakże skoro już miała miejsce, nie pozostawało im nic innego, jak tylko powoli przyjąć ją do wiadomości. Mieli zostać rodzicami.
- Przyjdziesz do mnie czy to ja mam tam podejść? - Spytał wreszcie, znacząco zezując na własne kolana.
Oczywiście, mógł sam poruszyć się, żeby wstać z miejsca. Jak najbardziej mógł przejść te kilka kroków, siadając na podłodze i opierając się o fotel zajmowany przez Geraldine. Być może byłoby to nawet całkiem dramatyczne posunięcie, bardzo teatralny gest padania do stóp narzeczonej i tak dalej, i tak dalej. Tyle tylko, że czy było im to w tej chwili potrzebne? Nie, naprawdę nie sądził.
Jeśli jednak wolała nadal siedzieć tam, gdzie ją zastał, nie chcąc wykonywać zbyt gwałtownych ruchów z powodu osłabienia, mdłości czy bólu głowy, o których jakimś dziwnym trafem zapomniała mu wspomnieć, był jak najbardziej gotowy podnieść się i wepchnąć się na fotel, wtedy już traktowany jak wspólny.
Zdecydowanie nie był to bowiem koniec ich rozmowy. Jedynie wypadało, by przestali siedzieć na przeciwko siebie, jakby znajdowali się na jakiejś absurdalnej wersji terapii przedmałżeńskiej. Dużo prościej było, aby na powrót znaleźli się blisko siebie. Podskórnie wiedział, że każde z nich mogło tego cholernie mocno potrzebować. Nie zamierzał udawać, że jest inaczej. To nie była już chwila na oferowanie wyciągniętej dłoni. Chciał ją po prostu objąć, zwyczajnie przytulić, może nie zapewniając jej, że od teraz wszystko będzie dobrze, ale mieli dać radę, prawda? Mieli dać radę.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down