26.08.2025, 23:26 ✶
Słońce znowu wychyliło się zza chmur, rzucając kilka ciepłych promieni w trawę, i przez chwilę w ogrodzie zapachniało jak późne lato, a nie jesień. Nie zajęło to długo, każdy z nas postawił swój fragment sprawnie, tak jak się umawialiśmy. Nim się obejrzałem, prawa ściana była gotowa. Testowo nacisnąłem dłonią - pole ustąpiło milimetr i odepchnęło mnie z powrotem - w sam raz, żeby zwrócić pęd i nie połamać żeber. Proste, czytelne granice, jak ring, tylko większy. Przeszedłem kilka kroków do środka, wciągnąłem powietrze i odchrząknąłem.
- Tak, wszystko załatwione. - Rzuciłem w stronę Geraldine, obserwując kątem oka, jak odchodziła, by usiąść po turecku na boku. Ja sam stanąłem w miejscu, od którego zaczęliśmy. Mogłem na tym poprzestać. Nie musiałem nic więcej robić - doskonale wiedziałem, że nie było sensu szukać tu żadnych dodatkowych zasad - walka to walka, a kończy się, kiedy jedna ze stron nie wstaje, ale Gerda, skoro uparła się być sędzią, miała prawo pobawić się w wyznaczanie reguł. Nie potrzebowałem nikomu czynić grzeczności, tym bardziej, że doskonale wiedziałem, jak będzie wyglądać starcie - pójdziemy na całego i tyle, żadne słowa nie zatrzymają ruchu, kiedy już pójdzie, a jednak zerknąłem na nią i przechyliłem głowę.
- Chcesz wyznaczyś jakieś zasady? Choćby, co oznacza koniec walki, szebyśmy potem nie musieli szię kłóciś, czyje było zwycięstwo? - Nie zaszkodziło zapytać - niech sobie poczuje, że ma coś do powiedzenia. Nie potrzebowałem odpowiedzi, żeby wiedzieć, że i tak zrobimy po swojemu, ale kurtuazja nie bolała, a ona chwilę wcześniej wyglądała, jakby dobrze się bawiła, dłubiąc tym nożem w ziemi i udając arbitra. Poza tym, jeśli chciała, by to wyglądało jak coś więcej niż dwóch facetów próbujących udowodnić sobie, kto komu potrafi szybciej przypierdolić, to czemu nie.
- Spokojnie. - Odezwałem się miękko, aż nazbyt uprzejmie. Spojrzałem na nią jeszcze sekundę, a potem wolno przeniosłem spojrzenie na Ambroise’a - zmierzyłem go wzrokiem od góry do dołu, łypiąc spod brwi, jak przed ciosem, którego jeszcze nie wyprowadziłem. Uśmiechnąłem się szeroko, prowokacyjnie, jakbym chciał powiedzieć: „No dalej, spróbuj.” - Postalam szię nie pokieleszowaś ci męszusia. - Na końcówce wypowiedzi uśmiechnąłem się jeszcze mocniej, pokazując zęby w sposób, który nijak nie miał w sobie obietnicy delikatności.
- Tak, wszystko załatwione. - Rzuciłem w stronę Geraldine, obserwując kątem oka, jak odchodziła, by usiąść po turecku na boku. Ja sam stanąłem w miejscu, od którego zaczęliśmy. Mogłem na tym poprzestać. Nie musiałem nic więcej robić - doskonale wiedziałem, że nie było sensu szukać tu żadnych dodatkowych zasad - walka to walka, a kończy się, kiedy jedna ze stron nie wstaje, ale Gerda, skoro uparła się być sędzią, miała prawo pobawić się w wyznaczanie reguł. Nie potrzebowałem nikomu czynić grzeczności, tym bardziej, że doskonale wiedziałem, jak będzie wyglądać starcie - pójdziemy na całego i tyle, żadne słowa nie zatrzymają ruchu, kiedy już pójdzie, a jednak zerknąłem na nią i przechyliłem głowę.
- Chcesz wyznaczyś jakieś zasady? Choćby, co oznacza koniec walki, szebyśmy potem nie musieli szię kłóciś, czyje było zwycięstwo? - Nie zaszkodziło zapytać - niech sobie poczuje, że ma coś do powiedzenia. Nie potrzebowałem odpowiedzi, żeby wiedzieć, że i tak zrobimy po swojemu, ale kurtuazja nie bolała, a ona chwilę wcześniej wyglądała, jakby dobrze się bawiła, dłubiąc tym nożem w ziemi i udając arbitra. Poza tym, jeśli chciała, by to wyglądało jak coś więcej niż dwóch facetów próbujących udowodnić sobie, kto komu potrafi szybciej przypierdolić, to czemu nie.
- Spokojnie. - Odezwałem się miękko, aż nazbyt uprzejmie. Spojrzałem na nią jeszcze sekundę, a potem wolno przeniosłem spojrzenie na Ambroise’a - zmierzyłem go wzrokiem od góry do dołu, łypiąc spod brwi, jak przed ciosem, którego jeszcze nie wyprowadziłem. Uśmiechnąłem się szeroko, prowokacyjnie, jakbym chciał powiedzieć: „No dalej, spróbuj.” - Postalam szię nie pokieleszowaś ci męszusia. - Na końcówce wypowiedzi uśmiechnąłem się jeszcze mocniej, pokazując zęby w sposób, który nijak nie miał w sobie obietnicy delikatności.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)