27.08.2025, 14:14 ✶
— Może… — mruknęła ewidentnie niezbyt entuzjastyczna wobec pomysłu zbierania ludzi. Marszcząc brwi, spuściła wzrok na dłonie i zaczęła z chrzęstem wyłamywać palce jeden po drugim, dumając nad rozwiązaniem tej kwestii. — Może Kowen mógłby pomóc coś zorganizować? Coś ogłosić. Wiem, wiem, Dolina a Londyn — wzruszyła ramionami — ale tylu tam się kręciło ludzi spoza Doliny, że może zawołanie powinno być szersze. Percival rozumie, jak ważna jest Natura. — Nawet jeśli pomysł nawoływania o Kniei z ambon Whitecroft miał jakieś podstawy, czarownica wyraźnie próbowała po prostu zrzucić z siebie konieczność podpisania się osobiście pod taką inicjatywą i puszczenia jej w świat. Nie uśmiechało jej się prosić tak otwarcie przed byle kim.
Co nieco o życiu konia galopującego w przepaść zapewne Helloise potrafiłaby powiedzieć i nie trzeba było sięgać daleko w jej przeszłość. Wystarczających powodów do wysunięcia w jej stronę podobnych oskarżeń dostarczały wpychane do ust podejrzane, zupełnie nieznane kwiaty.
— Pryskają? — Przełknęła różę, krzywiąc się z nagłym niesmakiem. Gorsze od sztucznych nawozów (czyli niewytworzonych bezpośrednio ze smoczej kupy bądź niestworzonych przez nią) były tylko te przeklęte opryski. — I elfy się na to godzą? Nie dobrały się jeszcze za to Lestrange’om do skóry?
Do ludzi Hella wyciągała ręce tak samo jak do każdej innej istoty — żywej czy martwej — napotkanej na swojej drodze. Tak jak szurała paznokciami o korę, przesuwała między palcami jagody czy wsadzała nos w mokre mchy, tak samo łapała dłonie, głaskała twarze czy plątała się w cudze włosy. W pierwszej kolejności zazwyczaj była to wyłącznie czysta chęć poznawania przedmiotu i obcowania z nim najpełniej, jak to możliwe, a dopiero gdy trafiała na podatny grunt, zmieniała zabarwienie.
— Nie zaprzątaj sobie tym głowy. Jeśli coś będzie nie tak, mam u siebie świetne krople na żołądek — zapewniła, zbywając całą sytuację machnięciem ręki. Nie byłby to bynajmniej pierwszy raz, gdy dokuczały jej nudności, zważywszy na to, z jaką pasją przyjmowała niezalecane substancje. Mam jakąś tam tolerkę, izi, wal śmiało. — I wiesz na pewno, że kupili to na tym kontynencie? — Pokazała dłonią gdzieś w dół, na niewidzialnej mapie odnajdując niewidzialną Europę. — Dziesiątki lat? Jak dawno? — Mało brakowało, a zapytałaby, czy może zna ten konkretny statek, na którym płynęli, bo przecież jako żeglarz powinien znać wszystkie statki na świecie.
Był to już jednak niezaprzeczalnie jakiś punkt zaczepienia. Informacje o historycznych katastrofach morskich musiały być gdzieś rejestrowane.
Co nieco o życiu konia galopującego w przepaść zapewne Helloise potrafiłaby powiedzieć i nie trzeba było sięgać daleko w jej przeszłość. Wystarczających powodów do wysunięcia w jej stronę podobnych oskarżeń dostarczały wpychane do ust podejrzane, zupełnie nieznane kwiaty.
— Pryskają? — Przełknęła różę, krzywiąc się z nagłym niesmakiem. Gorsze od sztucznych nawozów (czyli niewytworzonych bezpośrednio ze smoczej kupy bądź niestworzonych przez nią) były tylko te przeklęte opryski. — I elfy się na to godzą? Nie dobrały się jeszcze za to Lestrange’om do skóry?
Do ludzi Hella wyciągała ręce tak samo jak do każdej innej istoty — żywej czy martwej — napotkanej na swojej drodze. Tak jak szurała paznokciami o korę, przesuwała między palcami jagody czy wsadzała nos w mokre mchy, tak samo łapała dłonie, głaskała twarze czy plątała się w cudze włosy. W pierwszej kolejności zazwyczaj była to wyłącznie czysta chęć poznawania przedmiotu i obcowania z nim najpełniej, jak to możliwe, a dopiero gdy trafiała na podatny grunt, zmieniała zabarwienie.
— Nie zaprzątaj sobie tym głowy. Jeśli coś będzie nie tak, mam u siebie świetne krople na żołądek — zapewniła, zbywając całą sytuację machnięciem ręki. Nie byłby to bynajmniej pierwszy raz, gdy dokuczały jej nudności, zważywszy na to, z jaką pasją przyjmowała niezalecane substancje. Mam jakąś tam tolerkę, izi, wal śmiało. — I wiesz na pewno, że kupili to na tym kontynencie? — Pokazała dłonią gdzieś w dół, na niewidzialnej mapie odnajdując niewidzialną Europę. — Dziesiątki lat? Jak dawno? — Mało brakowało, a zapytałaby, czy może zna ten konkretny statek, na którym płynęli, bo przecież jako żeglarz powinien znać wszystkie statki na świecie.
Był to już jednak niezaprzeczalnie jakiś punkt zaczepienia. Informacje o historycznych katastrofach morskich musiały być gdzieś rejestrowane.
dotknij trawy