27.08.2025, 15:01 ✶
Było coś w Matyldzie niezwykle drażniącego. Niechęć do innych osób, kiedy nawet się ich jeszcze nie znało, nie była dla Lyssy niczym nowym - oddychała wręcz tym uczuciem, bo było tak podstawową dla niej czynnością. Quirrel była niczym senna zjawa, ale z tego rodzaju ułudy, gdzie człowiek próbuje biec przed siebie i odkrywa, że albo stoi w miejscu albo robi to cholernie wolno. Były w tym pewne znajome nuty, co Dolohov przyznawała zwyczajnie niechętnie, może nawet tym bardziej że absolutnie nie chciała być do nikogo takiego podobna, albo może i z prostego powodu, że nie była w stanie w tak przytłumiony sposób odbierać świata. Dla niej wszystko wyraźne, intensywne i miało ostre krawędzie, które wbijały się systematycznie w umysł.
Lyssa więc stała i patrzyła. Po ustach wciąż błąkał się grzeczny, umiarkowanie zainteresowany uśmiech, ale w głowie krzyczała i pomstowała do nieba zadając pytanie dlaczego w The Globe nie ma ani jednej kompetentnej osoby. Co natomiast kolejnego powiedziała Mathilda, nie spodobało się jej wyraźnie - rysując się znaczącą zmarszczką między brwiami.
- Nie - powiedziała krótko. - Widzę, że nie wiesz o czym mówisz - i to było jej zdaniem tyle. Trafiła jej się stuknięta, oszołomiona kobieta, którą ktoś z jakiegoś powodu postanowił pchnąć do jednej z głównych ról w sztuce. Spojrzenie młodej malarki przesunęło się więc już ostentacyjnie, od stóp do głów stojącej przed nią kobiety, jakby chciała ocenić ile ktoś dał pieniędzy pod stołem, żeby zainwestować w jej karierę. Może i na parkiecie była kimś innym, kimś niesamowicie olśniewającym o czarujących ruchach, ale były pewne granice tego co można było ugrać bez jakiegoś obycia. Jeśli jednak tak nie było... cóż, najwyraźniej poprzeczka do czegokolwiek w Londynie leżała na ziemi. - Bo jeśli dyrektor The Globe postanawia nie dotrzymywać terminów wyznaczonych przez samego siebie, to ta instytucja nie jest warta złamanego grosza - niezadowolenie z twarzy nie znikło, ale w głosie zamiast niego pobrzękiwała chłodna neutralność, jakby nagle przestało jej w ogóle zależeć na tym projekcie. - Ambicja? Bardzo ładnie. Na pierwszy rzut oka wydaje się pasować do ciebie. W końcu wydajesz się osobą, która pół życia goni za czyimś ogonem, próbując go nieudolnie podgryzać, mylę się? Myślisz, że gdyby Ambicja była równie ważna co Ekstaza, to też dostałabyś tę rolę czy może zaoferowaliby Lauretcie granie obu ról, niczym w Jeziorze Łabędzim? - Dolohov przekrzywiła lekko głowę, z pewnym zainteresowaniem i już brakiem złości. Nie znała ani Mathildy ani tym bardziej Lauretty, ale obracała się na tyle długo w artystycznym świecie i wśród zazdrosnych koleżanek, by rozumieć podstawy społeczeństwa. Ambitni zawsze dusili w sobie coś więcej. Jeśli nie byli na szczycie, coś w nich skręcało się, kiedy patrzyli na plecy stojących przed nimi. A prawda była taka, ze to Lauretta grała główną żeńską rolę w tym spektaklu. Lyssa więc przeprowadzała staranną wiwisekcję, opartą na tym co znała i obyciu w świecie; mogła być momentami krok za innymi, nieobecnym spojrzeniem patrząc przed siebie, ale kiedy budziła się z tego marazmu, starała się nadrabiać kroku i szło jej to zwyczajnie dobrze. Nie miało już nawet znaczenia czy miała rację w swoich oskarżeniach - chodziło o zasady.
- Oczywiście, że się na nim pojawię. I mam nadzieję, że na scenie zmieniasz się w zupełnie inną osobę. Wiesz, wartą uwagi - w jakiś dziwny sposób brzmiało to niemal jak komplement.
Lyssa więc stała i patrzyła. Po ustach wciąż błąkał się grzeczny, umiarkowanie zainteresowany uśmiech, ale w głowie krzyczała i pomstowała do nieba zadając pytanie dlaczego w The Globe nie ma ani jednej kompetentnej osoby. Co natomiast kolejnego powiedziała Mathilda, nie spodobało się jej wyraźnie - rysując się znaczącą zmarszczką między brwiami.
- Nie - powiedziała krótko. - Widzę, że nie wiesz o czym mówisz - i to było jej zdaniem tyle. Trafiła jej się stuknięta, oszołomiona kobieta, którą ktoś z jakiegoś powodu postanowił pchnąć do jednej z głównych ról w sztuce. Spojrzenie młodej malarki przesunęło się więc już ostentacyjnie, od stóp do głów stojącej przed nią kobiety, jakby chciała ocenić ile ktoś dał pieniędzy pod stołem, żeby zainwestować w jej karierę. Może i na parkiecie była kimś innym, kimś niesamowicie olśniewającym o czarujących ruchach, ale były pewne granice tego co można było ugrać bez jakiegoś obycia. Jeśli jednak tak nie było... cóż, najwyraźniej poprzeczka do czegokolwiek w Londynie leżała na ziemi. - Bo jeśli dyrektor The Globe postanawia nie dotrzymywać terminów wyznaczonych przez samego siebie, to ta instytucja nie jest warta złamanego grosza - niezadowolenie z twarzy nie znikło, ale w głosie zamiast niego pobrzękiwała chłodna neutralność, jakby nagle przestało jej w ogóle zależeć na tym projekcie. - Ambicja? Bardzo ładnie. Na pierwszy rzut oka wydaje się pasować do ciebie. W końcu wydajesz się osobą, która pół życia goni za czyimś ogonem, próbując go nieudolnie podgryzać, mylę się? Myślisz, że gdyby Ambicja była równie ważna co Ekstaza, to też dostałabyś tę rolę czy może zaoferowaliby Lauretcie granie obu ról, niczym w Jeziorze Łabędzim? - Dolohov przekrzywiła lekko głowę, z pewnym zainteresowaniem i już brakiem złości. Nie znała ani Mathildy ani tym bardziej Lauretty, ale obracała się na tyle długo w artystycznym świecie i wśród zazdrosnych koleżanek, by rozumieć podstawy społeczeństwa. Ambitni zawsze dusili w sobie coś więcej. Jeśli nie byli na szczycie, coś w nich skręcało się, kiedy patrzyli na plecy stojących przed nimi. A prawda była taka, ze to Lauretta grała główną żeńską rolę w tym spektaklu. Lyssa więc przeprowadzała staranną wiwisekcję, opartą na tym co znała i obyciu w świecie; mogła być momentami krok za innymi, nieobecnym spojrzeniem patrząc przed siebie, ale kiedy budziła się z tego marazmu, starała się nadrabiać kroku i szło jej to zwyczajnie dobrze. Nie miało już nawet znaczenia czy miała rację w swoich oskarżeniach - chodziło o zasady.
- Oczywiście, że się na nim pojawię. I mam nadzieję, że na scenie zmieniasz się w zupełnie inną osobę. Wiesz, wartą uwagi - w jakiś dziwny sposób brzmiało to niemal jak komplement.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.