27.08.2025, 15:33 ✶
Niby patrzył na nią, ale było w tym spojrzeniu coś niezwykle rozbieganego, jakby pierwszy raz widział człowieka na oczy. Ogień trzaskający do góry to była jedna rzecz; mógł wbiec do palącego się budynku i próbować ratować z niego Primrose, a potem w normalnych warunkach trochę by się postresował, ale w końcu poklepał sam siebie po ramieniu bo przecież zrobił coś dobrego. Coś ważnego, bo ratowanie cudzego życia właśnie takie było. Ale teraz z jakiego powodu, do jego głowy zakradała się niewygodna myśl, że może w ogóle nie powinien być tego robić.
Lęk wspinał się po kręgosłupie i chwytał za gardło, a umysł pana Botta szukał powodu. Nigdy wcześniej nie uznawał się za osobę strachliwą, a teraz ogień zdawał się wyciągać rozżarzone ręce w jego stronę, nawet jeśli stał w - zdawać by się mogło - całkiem sensownej odległości od jego źródła. Już wcześniej, kiedy popiół zaczął padać, trawiąc część jego gospodarstwa, czuł się nieswojo. Uczucie to utrzymywało się dalej, kiedy biegł przez uliczki Doliny Godryka, wiedziony poczuciem obowiązku, że sąsiadowi jakoś bardziej się ta chałupa pali jak jemu - im więcej rąk do pomocy tym lepiej, prawda? Ale teraz ten niepokój przeobraził się, połknął go w całości i blond główka Bertiego była pewna, że do tej transformacji jakimiś sposobem doszło w środku rezydencji rodziny Lestrange.
Fakt, że Primrose z urodzenia była histeryczką wcale nie pomagał. Przydałby mu się tutaj taki Alastor, albo Millie, którzy wykazaliby nieco więcej pewności siebie, nie musząc dławić własnych instynktów żeby pomóc.
Czując jak łapie go za koszulę, wzdrygnął się wyraźnie, blady jak ściana i chyba nieco nadmiernie pocąc się na czole, ni to od wcześniejszego wysiłku, ni to od stresu, który uderzał mocniej bo adrenalina robiła powoli kroki w tył.
- Herbaty? - zapytał, omijając całą wzmiankę o wolnych łóżkach w lecznicy, bo czuł się jakby tam powinien się właśnie znaleźć. Najlepiej przypięty pasami. - Herbaty. Tak. W lecznicy jest bezpiecznie? Nie pali się aż tak? Nie ma dymu?
Lęk wspinał się po kręgosłupie i chwytał za gardło, a umysł pana Botta szukał powodu. Nigdy wcześniej nie uznawał się za osobę strachliwą, a teraz ogień zdawał się wyciągać rozżarzone ręce w jego stronę, nawet jeśli stał w - zdawać by się mogło - całkiem sensownej odległości od jego źródła. Już wcześniej, kiedy popiół zaczął padać, trawiąc część jego gospodarstwa, czuł się nieswojo. Uczucie to utrzymywało się dalej, kiedy biegł przez uliczki Doliny Godryka, wiedziony poczuciem obowiązku, że sąsiadowi jakoś bardziej się ta chałupa pali jak jemu - im więcej rąk do pomocy tym lepiej, prawda? Ale teraz ten niepokój przeobraził się, połknął go w całości i blond główka Bertiego była pewna, że do tej transformacji jakimiś sposobem doszło w środku rezydencji rodziny Lestrange.
Fakt, że Primrose z urodzenia była histeryczką wcale nie pomagał. Przydałby mu się tutaj taki Alastor, albo Millie, którzy wykazaliby nieco więcej pewności siebie, nie musząc dławić własnych instynktów żeby pomóc.
Czując jak łapie go za koszulę, wzdrygnął się wyraźnie, blady jak ściana i chyba nieco nadmiernie pocąc się na czole, ni to od wcześniejszego wysiłku, ni to od stresu, który uderzał mocniej bo adrenalina robiła powoli kroki w tył.
- Herbaty? - zapytał, omijając całą wzmiankę o wolnych łóżkach w lecznicy, bo czuł się jakby tam powinien się właśnie znaleźć. Najlepiej przypięty pasami. - Herbaty. Tak. W lecznicy jest bezpiecznie? Nie pali się aż tak? Nie ma dymu?