• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
[14.09.1972] Thursday like this | Benjy & Prue

[14.09.1972] Thursday like this | Benjy & Prue
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
27.08.2025, 19:14  ✶  
Londyn jeszcze spał. Zwykle miasto budziło się znacznie szybciej, dudniło pierwszymi autobusami, zbyt głośnymi dostawczakami, stukotem skrzynek pełen towarów i wiecznymi kłótniami gołębi. Tym razem jednak - nic. Cisza rozlana po pustych ulicach pachniała spalenizną, tą samą, którą nosiłem w płucach od kilku tygodni. Mgła nie była mgłą, tylko pyłem unoszącym się z ruin, tak gęstym, że każdy krok wydawał się obciążać podeszwy butów. Wszedłem od strony mugolskiej części stolicy - tej, która poradziła sobie znacznie gorzej z pozbywaniem się skutków żywiołu, niż magiczne ulice, w niej w dalszym ciągu zniszczenia były bardzo odczuwalne - idąc szybciej, niż powinienem, z dziwnym uczuciem, że nie tyle zmierzałem do mieszkania Prue, co raczej do jakiegoś miejsca, którego wcale nie znałem, chociaż przecież poznałem je przy początku września.
Zastanawiałem się, dlaczego właściwie dała mi klucz. Ona. Prudence, która zawsze trzymała wszystko przy sobie tak, jakby każdy, nawet najbliższy, mógł pewnego dnia ją zdradzić. Mógłbym przysiąc, że przed wieloma laty wyrwałaby mi cokolwiek, co należało do niej, z dłoni, a potem cisnęłaby tym we mnie, gdybym tylko spróbował za bardzo się zbliżyć. A teraz? Sama dała mi możliwość zjawienia się w jej przytulnym mieszkanku, co przyjąłem, chociaż raczej z podskórnym wrażeniem, że zamierzałem to traktować tak, jakby mówiła mi „sprawdź się”, nie „ufam ci”. No i oto byłem. Z kluczem w kieszeni, wcześnie rano, praktycznie jeszcze w nocy, kilka godzin przed tym, jak miała skończyć dyżur.
Nie chciałem, żeby wracała i zastała katastrofę, którą można było zdusić w zarodku - już wystarczająco się denerwowała - pożary strawiły pół Londynu, a ona tylko raz zdołała zajrzeć do mieszkania, i to na chwilę, pośpiesznie, żeby zabrać najpotrzebniejsze rzeczy. Od tamtej pory nie miała odwagi wrócić, a przynajmniej tak mi się zdawało. Wiedziałem, że w głowie budowała czarne scenariusze, i dlatego  pojawiłem się przed nią. Drzwi otworzyły się łatwo, wnętrze powitało mnie chłodem i kurzem. W pierwszej chwili odetchnąłem z ulgą - nie wyglądało na to, by ktoś się włamał, nie było śladów szabru, żadnych rozrzuconych ubrań, poczucia obcej obecności. Za to… Okna - wszystkie były powybijane - szkło leżało wszędzie, połyskując w resztkach porannego światła, jakby ktoś rozsypał kawałki lodu po podłodze. Na ścianach osiadła sadza, gdzieniegdzie ciągnęły się brudne smugi, ale same meble, chociaż zakurzone i trochę osmalone, stały. Nie było najgorzej, naprawdę, mogło być o wiele gorzej. Najbardziej martwiły mnie szyby - pękły od gorąca, nie wytrzymały, i teraz mieszkanie było otwarte na każdy podmuch wiatru, na strugi deszczu, który jesienią był częstszy, niż rzadszy. Prudence wspominała, że jej brat miał się tym zająć, ale nikt - chyba nawet on sam - nie wiedział, kiedy. Mogło to być jutro, ale mogło i za trzy miesiące. A do tego czasu wystarczy jedna większa ulewa i wszystko pójdzie na marne - jeśli lunie, a jeśli zacznie lać tak, jak bywało o tej porze roku, to woda zaleje wszystko.
Nie było, na co czekać. Nie miałem planu, więc improwizowałem. Skombinowałem kilka desek, kawałek plastikowej płachty - takiej, co zwykle służyła za przykrycie roweru, i trochę taśmy - nie było w tym żadnej elegancji, ani tym bardziej fachowości, ale nie o to chodziło. Najpierw zasłoniłem największe dziury, potem te mniejsze, a na końcu takie, przez które pewnie i tak by nie wiało, ale chciałem mieć wrażenie, że zrobiłem wszystko, potem zabrałem się za szkło - wrzuciłem je do starego wiadra, które znalazłem pod zlewem, chociaż było jasne, że całość i tak wymagała porządnego sprzątania, tyle że nie miałem ani miotły, ani cierpliwości. Z każdą minutą miałem poczucie, że mieszkanie odzyskuje jakiś cień normalności - nie tej codziennej, dawnej, bo na to było zdecydowanie za wcześnie, ale tej, która wystarczyła, by wejść po nocnym dyżurze i nie zwariować od pierwszego kroku. Fachowiec by się ze mnie śmiał, ale nie chodziło o perfekcję. Skrzypiało, trzeszczało, wyglądało byle jak, ale przynajmniej przestało ziać pustką.
Przetarłem też blat stołu i kilka innych płaskich powierzchni, tylko z wierzchu, by zetrzeć warstwę kurzu i pyłu. Nie miałem miotły, więc zrobiłem to, co mogłem - butem, dłonią, po łebkach, ale nie od niechcenia - i nagle całe to miejsce, chociaż wciąż brudne, zaczęło wyglądać odrobinę mniej obco, jakby ktoś tu jednak mieszkał, a nie jak gdyby mieszkanie zostało całkiem porzucone. W końcu usiadłem na kanapie, chcąc przymknąć odetchnąć - no, dobrze - bardziej padłem, niż usiadłem. Plecy miałem wilgotnawe, ręce lekko przyszarzałe od pyłu, którego nie dało się domyć, w gardle czułem chrzęst, jak po połknięciu piachu. Przymknąłem oczy, chciałem tylko chwilę odsapnąć, poczekać, aż Prue wróci, ale nim się zorientowałem, naprawdę przysnąłem.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (4268), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (4311)




Wiadomości w tym wątku
[14.09.1972] Thursday like this | Benjy & Prue - przez Prudence Fenwick - 27.08.2025, 00:03
RE: [14.09.1972] Thursday like this | Benjy & Prue - przez Benjy Fenwick - 27.08.2025, 19:14
RE: [14.09.1972] Thursday like this | Benjy & Prue - przez Prudence Fenwick - 28.08.2025, 18:47
RE: [14.09.1972] Thursday like this | Benjy & Prue - przez Benjy Fenwick - 29.08.2025, 10:47
RE: [14.09.1972] Thursday like this | Benjy & Prue - przez Prudence Fenwick - 29.08.2025, 19:19
RE: [14.09.1972] Thursday like this | Benjy & Prue - przez Benjy Fenwick - 01.09.2025, 12:42
RE: [14.09.1972] Thursday like this | Benjy & Prue - przez Prudence Fenwick - 01.09.2025, 22:54
RE: [14.09.1972] Thursday like this | Benjy & Prue - przez Benjy Fenwick - 02.09.2025, 13:05
RE: [14.09.1972] Thursday like this | Benjy & Prue - przez Prudence Fenwick - 03.09.2025, 11:05
RE: [14.09.1972] Thursday like this | Benjy & Prue - przez Benjy Fenwick - 04.09.2025, 12:06
RE: [14.09.1972] Thursday like this | Benjy & Prue - przez Pan Losu - 04.09.2025, 12:06
RE: [14.09.1972] Thursday like this | Benjy & Prue - przez Prudence Fenwick - 04.09.2025, 22:51
RE: [14.09.1972] Thursday like this | Benjy & Prue - przez Benjy Fenwick - 06.09.2025, 12:44
RE: [14.09.1972] Thursday like this | Benjy & Prue - przez Prudence Fenwick - 07.09.2025, 21:31

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa