28.08.2025, 00:58 ✶
Opuścili ich Lorien i Aaron, przy barze z Philomeną, Desmondem, Erikiem oraz Norą.
Wieczór kładł na ramionach socjety lekkość swego płaszcza; Elliott czuł ciężkość powiek, stęskniony frywolności włoskiej cytrynówki.
Wyłapał sztuczność śmiechu Lorien, choć nie przypisał mu większego znaczenia - nic na tego typu wydarzeniach nie stało nawet obok szczerości.
- Mowa jest srebrem, a milczenie złotem, zwłaszcza w czasach, gdy mało kto rwie się do faktycznej inicjatywy. Błysk żyrandolu może oślepiać, ale nierozważnym byłoby sugerować, że dla kogoś takiego jak mój ojciec sytuacja kraju nie jest sprawą pierwszorzędną - jego ton nie był upominający, wręcz odwrotnie, brzmiał jakby czytał na głos kolumne 'The Financial Times' przy śniadaniu, gdy na giełdzie nie działo się nic nadzwyczajnego - Miejmy nadzieję, że stronnictwu wystarczy mój komentarz i, że nie jest to dla stronnictwa żadną potwarzą - dokończył i skinąwszy głową Sędzinie jak i Moody'emu, zwrócił swą uwagę ku Pani Mulciber oraz Desmondowi.
Życzył Fortinbrasowi wszystkiego poza zdrowiem, stary Malfoy mógłby zakopać się w dziurze i nigdy nie wychodzić, a żałobą Elliotta byłby fakt, że sam nie zsypywał na jego ciało ziemi z ciężkiej łopaty. Uśmiechnął się delikatnie do Philomeny, gdy odbierał pozdrowienia dla Pana Ojca.
- Dziękuję, definitywnie przekażę - chciał kontynuować rozmowę, choć brnięcie w politykę na teatralnym wydarzeniu, w tak wczesnej cześci wieczora wydawało mu się w złym guście. Na szczęście - lub nieszczęście - pomocną lawinę słów zaoferował Desmond.
- Panie Longbottom - zaczął oficjalnie, choć pomiędzy słowa wkradła się nuta filuterności, sugerująca, iż nie było to przywitanie zbytnio sztywne. Nim kontynuował, zmierzył krótkim, oceniającym spojrzeniem musujący alkohol w szkle Erika. Spojrzenie było ostre i krótkie, jak uderzająca o świeżo ogolony policzek zamrożona kropla deszczu ze śniegiem początkiem listopada; troska była dla Elliotta emocją nienaturalną, wręcz niemożliwa do wyrażenia w cieplejszych gestach. Wyciągnął do Erika rękę, chcąc przypieczętować ich powitanie - Panno Figg, co za miłe zaskoczenie i równie dobrze prezentująca się kreacja.
- Łuski są bardziej odporne na płomienie, a wizja powracającego regularnie samozapłonu, nawet ze zwiastunem odrodzenia, wydaje się dość bolesna - zwłaszcza biorąc pod uwagę wydarzenia z początku miesiąca, dokończył w myślach, choć nie ważył się zakłócać odgraniczonego jaśminem od rzeczywistości arystokratycznego azylu - Smok może polec strawiony własnym ogniem, bez wizji odrodzenia, jest więc bardziej zmotywowany, aby odnaleźć wewnętrzny spokój - wychylił resztę wody z kryształowej szklanki - Was również miło widzieć w dobrym zdrowiu - dodał, zmiękczając ton wypowiedzi.
- Jakie przemyślenia towarzyszyły wam podczas sztuki? - zmienił temat, choć szybko okazało się, że ich rozmowy, bądź sama obecność przyciągnęły uwagę prasy.
Korzystając z okazji, położył Desmondowi dłoń na ramieniu; gest nie był dominujący czy ciężki, miał być delikatnym sygnałem, aby nie dał się ponieść procentom wypitego drinka oraz innym, targającym nim emocjami. Na szczęście nikt nie został zapytany o komentarz, zdjęcie zostało zrobione ich trójce - Philomenie, Desmondowi i Elliottowi. Erik wraz z Norą dostali swoją własną fotografię, jeżeli nie uciekli wystarczająco szybko.
- Założę się, że jeszcze zdążymy być zapytani o wpływ sytuacji politycznej na performance czy inne, pochodne pytanie - odparł neutralnie do każdej z otaczających go osób - Polityka bywa dość niewdzięczną 'kochanką' - uważnie śledził przebieg dyskusji Pani Mulciber i swojego kuzyna, na wypadek, gdyby musiał interweniować.
Wieczór kładł na ramionach socjety lekkość swego płaszcza; Elliott czuł ciężkość powiek, stęskniony frywolności włoskiej cytrynówki.
Wyłapał sztuczność śmiechu Lorien, choć nie przypisał mu większego znaczenia - nic na tego typu wydarzeniach nie stało nawet obok szczerości.
- Mowa jest srebrem, a milczenie złotem, zwłaszcza w czasach, gdy mało kto rwie się do faktycznej inicjatywy. Błysk żyrandolu może oślepiać, ale nierozważnym byłoby sugerować, że dla kogoś takiego jak mój ojciec sytuacja kraju nie jest sprawą pierwszorzędną - jego ton nie był upominający, wręcz odwrotnie, brzmiał jakby czytał na głos kolumne 'The Financial Times' przy śniadaniu, gdy na giełdzie nie działo się nic nadzwyczajnego - Miejmy nadzieję, że stronnictwu wystarczy mój komentarz i, że nie jest to dla stronnictwa żadną potwarzą - dokończył i skinąwszy głową Sędzinie jak i Moody'emu, zwrócił swą uwagę ku Pani Mulciber oraz Desmondowi.
Życzył Fortinbrasowi wszystkiego poza zdrowiem, stary Malfoy mógłby zakopać się w dziurze i nigdy nie wychodzić, a żałobą Elliotta byłby fakt, że sam nie zsypywał na jego ciało ziemi z ciężkiej łopaty. Uśmiechnął się delikatnie do Philomeny, gdy odbierał pozdrowienia dla Pana Ojca.
- Dziękuję, definitywnie przekażę - chciał kontynuować rozmowę, choć brnięcie w politykę na teatralnym wydarzeniu, w tak wczesnej cześci wieczora wydawało mu się w złym guście. Na szczęście - lub nieszczęście - pomocną lawinę słów zaoferował Desmond.
- Panie Longbottom - zaczął oficjalnie, choć pomiędzy słowa wkradła się nuta filuterności, sugerująca, iż nie było to przywitanie zbytnio sztywne. Nim kontynuował, zmierzył krótkim, oceniającym spojrzeniem musujący alkohol w szkle Erika. Spojrzenie było ostre i krótkie, jak uderzająca o świeżo ogolony policzek zamrożona kropla deszczu ze śniegiem początkiem listopada; troska była dla Elliotta emocją nienaturalną, wręcz niemożliwa do wyrażenia w cieplejszych gestach. Wyciągnął do Erika rękę, chcąc przypieczętować ich powitanie - Panno Figg, co za miłe zaskoczenie i równie dobrze prezentująca się kreacja.
- Łuski są bardziej odporne na płomienie, a wizja powracającego regularnie samozapłonu, nawet ze zwiastunem odrodzenia, wydaje się dość bolesna - zwłaszcza biorąc pod uwagę wydarzenia z początku miesiąca, dokończył w myślach, choć nie ważył się zakłócać odgraniczonego jaśminem od rzeczywistości arystokratycznego azylu - Smok może polec strawiony własnym ogniem, bez wizji odrodzenia, jest więc bardziej zmotywowany, aby odnaleźć wewnętrzny spokój - wychylił resztę wody z kryształowej szklanki - Was również miło widzieć w dobrym zdrowiu - dodał, zmiękczając ton wypowiedzi.
- Jakie przemyślenia towarzyszyły wam podczas sztuki? - zmienił temat, choć szybko okazało się, że ich rozmowy, bądź sama obecność przyciągnęły uwagę prasy.
Korzystając z okazji, położył Desmondowi dłoń na ramieniu; gest nie był dominujący czy ciężki, miał być delikatnym sygnałem, aby nie dał się ponieść procentom wypitego drinka oraz innym, targającym nim emocjami. Na szczęście nikt nie został zapytany o komentarz, zdjęcie zostało zrobione ich trójce - Philomenie, Desmondowi i Elliottowi. Erik wraz z Norą dostali swoją własną fotografię, jeżeli nie uciekli wystarczająco szybko.
- Założę się, że jeszcze zdążymy być zapytani o wpływ sytuacji politycznej na performance czy inne, pochodne pytanie - odparł neutralnie do każdej z otaczających go osób - Polityka bywa dość niewdzięczną 'kochanką' - uważnie śledził przebieg dyskusji Pani Mulciber i swojego kuzyna, na wypadek, gdyby musiał interweniować.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦