Dziennikarka nie była jedyną, która czuła rozczarowanie, bo i Regina zachodziła w głowę, co takiego właśnie próbowało ją zabić. Tajemnica, tajemnicą, ale kiedy ta ma macki, magiczną pieśń i zabija czy to mugoli, czy czarodziejów, to niewiedza nie jest dobra.
— Z Walli, a dokładniej z Cardiff. — odpowiedziała po chwili, bo zaskoczyło ją, że Daisy jest z prasy. — Może twój artykuł sprawi, że ministerstwo przyjrzy się całej tej sprawie. I tak, pojawiłam się tutaj na jego prośbę. Pan Patil, Rashik Patil interesuje się wszystkim tym, co siedzi w morskiej wodzie. Ostatnio zwłaszcza społecznością trytonów na południowozachodnich wybrzeżach.
Wahała się, czy aby to dobre miejsce dla dwóch czarownic, które dopiero co wychynęły z morza, ale klamka zapadła. Panna Lockhart złapała ją za rękę, co było dla Reginy niespodziewanym gestem, jako że stroniła od fizycznego kontaktu z ludźmi, zwłaszcza nieznajomymi, i wciągnęła Olbrzymkę do tawerny.
Kiedy przeszły przez próg oczy wszystkich zwróciły się w ich stronę. Po pierwsze dlatego, że nie były stąd, a w takich miejscach rzadko bywają „obcy”. Po drugie rzadko spotykało się kogoś o podobnej budowie, co Rowle i to też sprawiło, że spojrzenia rybaków utrzymywały się niej i Daisy całą ich drogę do baru.
Za barem stała kobieta o przyprószonych siwizną czarnych włosach, związanych w kok. Ubrana podobnie do wszystkich, wyróżniała się poplamionym białym fartuchem i tym, że stała za ladą. Przed momentem rozmawiała z siedzącym przy barze wąsaczem, ale widząc zbliżające się niecodzienne klientki, przeszła bliżej środka lady.
— Was jeszcze tutaj nie widziałam. Nie jesteście stąd? Nie, na pewno nie. Co podać?
Regina zauważyła, że kobieta jak na domniemany wiek, a oceniła ją na jakieś 50 lat, poruszała się sprężyście i szybko. Jej bezpośredniość była w pewien sposób rozbrajająca i czarownicy zajęło chwilę, nim odnalazła język w gębie.
— Eee… Tak, znaczy nie, nie jesteśmy stąd. Jesteśmy…
Spojrzała na Daisy lekko zdezorientowana, ale na pomoc wcale nie przyszła dziennikarka, a barmanka.
— Przejazdem? Pewnie na własne oczy chcecie zobaczyć tę naszą syrenę? Trochę ostatnio się tutaj takich zleciało, fascynatów legend i bajek.
— To nie są bajki, Margaret! — warknął wąsacz, z którym do niedawna rozmawiała barmanka. — Wszyscy wiemy, że morze wymaga szacunku, a nikt teraz go nie okazuje. Z Londynu leci cały syf, łowiska są wykorzystywane do granic możliwości i…
— Skończże Bernard, bo trzeci raz już to powtarzasz. — ucięła Margaret, stukając w szynkwas. — Wsadź nos w swój kieliszek i odezwij się wtedy, kiedy whisky ci się skończy.
Paru rybaków zaśmiało się, co ewidentnie rozluźniło atmosferę.
— Nie zwracajcie uwagi na niego, to pierwszy bajarz Allhallows. Wracając, co podać kochaniutkie? Kawa, herbata, coś mocniejszego na rozgrzanie, bo wyglądacie na zmarznięte?
— Herbatę poprosimy, a ja też kawę, zwykłą czarną. — powiedziała Regina, siadając na jednym z wolnych miejsc przy barze i zerknęła pytająco na towarzyszkę, czy ta chce zamówić coś jeszcze.