— Więc postanowiłeś odciągnąć go, trafiając do szpitala? — jedna z bujnych brwi powędrowała w górę. — Wybacz, słaby żart. Po prostu nie potrafię pojąć, jak to się stało, że znalazłeś się tak blisko przedmiotu, nad którym pracował licencjonowany klątwołamacz.
Regina zaczęła już podejrzewać, że Fergus jest dłużnikiem Castiela lub ów przedmiot należał właśnie do Ollivandera juniora i okazał się bardziej niebezpieczny, niż zatrudniony przez niego klątwołamacz uważał. Jeżeli pójdziemy tą drogą, to skąd Fergus w ogóle miał ten przedmiot? Nieudany zakup u Borgina i Burkesa?
— Nic konkretnego, po prostu nie chciałabym pewnego dnia usłyszeć, że wyrobnik różdżek postanowił się przebranżowić na łamanie klątw nie magią, a własnym ciałem. Tym bardziej nie chciałabym usłyszeć, że Flint zmusił cię do sprawdzenia, jak bardzo niebezpieczne jest to coś.
Tego by jeszcze brakowało, by Fergus nawet nie z własnej woli, ale na czyjeś polecenie lub prośbę sprawdzał jakieś niebezpieczne magiczne przedmioty. Potarła skroń, nadal zastanawiając się nad przyczyną całego tego zdarzenia i podniosła wzrok na Ollivandera. Widząc jego czerwieniejące poliki i szerzej niż zwykle rozwarte oczy, od razu spytała, pochylając się w jego stronę:
— Wszystko w porządku? Czujesz się gorzej Fergusie? Mam zawołać lekarza? Coś z ręką? Gorączka? Może naprawdę zawołam lekarza?