28.08.2025, 21:57 ✶
Czarownica była o wiele mocniej pochłonięta kwestią ptaka, niż mogłaby być tą ewentualną samokrytyką Brenny. Generalnie mało skupiała się na obelgach — kierowanych do niej, kierowanych przez ludzi do siebie samych czy do innych. Dobrze jednak wiedzieć, że już w roku pańskim 1971 Brenna przygotowywała grunt pod godne aresztowanie Helloise pewnego dnia!
Nie oceniała również wiedźma niczyjej miłości do Natury ze względu na stopnień wtajemniczenia ani ilość przemyśleń. Szacunek do przyrody ze strony osób, które nie były po mistrzowsku biegłe w jej dziedzinach, był tym bardziej imponujący, że wynikał z prostych zachwytów niepopartych żadnymi wydumanymi filozofiami.
Gdy Brenna wymieniła koło i cykl, Helloise pokiwała powoli głową, choć skinienie owo bardziej przypominało głowę śpiącego człowieka opadającą na pierś. Wszystko pasowało — i cykl, i koło, i okresy. Wszystko krążyło, umierało i się odradzało.
— Pomyśl o tym, że coś tam… żyje — wymamrotała, gdy Longbottom odrzuciła krainy wiecznych skrajności pogodowych jako miejsce, którego nie wybrałaby sobie za dom. — Życie potrafi być takie silne, a tyle mówią o jego kruchości.
Życie potrafiło wykiełkować na najtwardszych lodowcach i wśród spieczonych piasków pustyni. Przemijało, ale walczyło zawsze do końca o to, aby istnieć jak najdłużej. Do samego końca — a potem powracało do ziemi.
Czarownica spojrzała w dół — czy raczej w dołek, bo memortek nie potrzebował rzeczywiście wiele. Ucieszyła się w imieniu ptaszka, że odnajdzie on swój spokój i rozejdzie się w gruncie, aby ustanowić podstawę dla nowego życia, które wyrośnie na jego mogile. To był dobry koniec, to był ładny dół. Helloise odnajdywała wiele spokoju w tym, że nie magia wyrwała potrzebną grudę ziemi, lecz surowa praca rąk wymagająca wysiłku i cichej refleksji nad momentem przejścia, nawet jeśli nieświadomej.
— Już nic. To była skromna prośba. Nie jest chciwy, zostawi cię w spokoju. A ty pójdziesz dalej z jego ostatnią piosenką. — Hella uśmiechnęła się do Brenny, po czym troskliwie podniosła leciutkie, skulone ptasie ciałko z leśnego poszycia. Wstała i na otwartej dłoni wyciągnęła zwierzątko w stronę Brenny. Jej rolą w tym pogrzebie było jedynie asystować.
Nie oceniała również wiedźma niczyjej miłości do Natury ze względu na stopnień wtajemniczenia ani ilość przemyśleń. Szacunek do przyrody ze strony osób, które nie były po mistrzowsku biegłe w jej dziedzinach, był tym bardziej imponujący, że wynikał z prostych zachwytów niepopartych żadnymi wydumanymi filozofiami.
Gdy Brenna wymieniła koło i cykl, Helloise pokiwała powoli głową, choć skinienie owo bardziej przypominało głowę śpiącego człowieka opadającą na pierś. Wszystko pasowało — i cykl, i koło, i okresy. Wszystko krążyło, umierało i się odradzało.
— Pomyśl o tym, że coś tam… żyje — wymamrotała, gdy Longbottom odrzuciła krainy wiecznych skrajności pogodowych jako miejsce, którego nie wybrałaby sobie za dom. — Życie potrafi być takie silne, a tyle mówią o jego kruchości.
Życie potrafiło wykiełkować na najtwardszych lodowcach i wśród spieczonych piasków pustyni. Przemijało, ale walczyło zawsze do końca o to, aby istnieć jak najdłużej. Do samego końca — a potem powracało do ziemi.
Czarownica spojrzała w dół — czy raczej w dołek, bo memortek nie potrzebował rzeczywiście wiele. Ucieszyła się w imieniu ptaszka, że odnajdzie on swój spokój i rozejdzie się w gruncie, aby ustanowić podstawę dla nowego życia, które wyrośnie na jego mogile. To był dobry koniec, to był ładny dół. Helloise odnajdywała wiele spokoju w tym, że nie magia wyrwała potrzebną grudę ziemi, lecz surowa praca rąk wymagająca wysiłku i cichej refleksji nad momentem przejścia, nawet jeśli nieświadomej.
— Już nic. To była skromna prośba. Nie jest chciwy, zostawi cię w spokoju. A ty pójdziesz dalej z jego ostatnią piosenką. — Hella uśmiechnęła się do Brenny, po czym troskliwie podniosła leciutkie, skulone ptasie ciałko z leśnego poszycia. Wstała i na otwartej dłoni wyciągnęła zwierzątko w stronę Brenny. Jej rolą w tym pogrzebie było jedynie asystować.
dotknij trawy