29.08.2025, 10:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.08.2025, 11:05 przez Rodolphus Lestrange.)
Borgin mógł się produkować ile wlezie - próbować mu dokuczyć, spróbować zezłościć czy nawet robić przytyki w stronę jego diety, która być może i nie była tajemnicą, ale w sumie jakoś naturalnie wyszło to, że od dłuższego czasu nie jadł mięsa. Lestrange nie został wyprowadzony z równowagi, bo wszystko to, co mówił Stanley, spływało po nim jak woda po kaczce. Uśmiechnął się jednak kącikiem ust, doceniając tę próbę.
- Pochlebia mi, że tak uważasz - odpowiedział na ten balsam do rąk, przekładając kartę z lewa na prawą. - Całe życie staram się, by ludzie tak mnie postrzegali. Twoje słowa to miód na moje spękane serce.
Uniósł wzrok, by wlepić go w Stanleya. W jego szarych tęczówkach tańczyły iskierki rozbawienia. Nie czuł potrzeby, by mu odpowiadać, że nie, wcale tak nie było - bo jeżeli chciałeś, żeby coś zostało zrobione dobrze, to musiałeś zrobić to sam. Tyczyło się to również sprzątania. Zaklęcia zaklęciami, ale ręczne ścieranie kurzy z płaskich powierzchni w promieniach wschodzącego słońca, wpadających przez czyste okno, było dla Rodolphusa terapeutyczne. Dla starego Staszka, Roberta, również, ale tym bardziej nie chciał mu tego mówić. - Kanapki dzieciakom zabierał Rabastan i Trix.
Odpowiedział lekkim tonem, zezując na wieżę. Zastanawiał się chwilę, bo coś mu nie pasowało.
- Albo spadnie z wysokości - mruknął, przerywając swój tok rozumowania na chwilę.
Dementorek jakby na potwierdzenie tych słów zeskoczył ze Staneyowej głowy. Zaczął się przechadzać między kartami, ale szczerze zainteresował go list do Alexandra. Usiadł przy nim i zaczął go czytać, pukając kościstymi łapkami w papier. Czy te stworzenia w ogóle potrafiły czytać? Bo figurki to nie, ale prawdziwi dementorzy? Będzie musiał zapytać Lorien.
- Zdefiniuj czym jest dla ciebie żądza mordu - odpowiedział, wyciągając kolejną kartę. - Walczymy w słusznej sprawie, ale nie oznacza to, że nie prowadzę jednocześnie swoich badań.
Pamiętał znaczenie tej karty.
Piątka Mieczy mówi o człowieku, który zawsze musi mieć rację, który zawsze musi odnosić zwycięstwo, nie okazując żadnej łaski pokonanemu. Opiera się on przede wszystkim na prymitywnych i dzikich instynktach, które nim kierują i sprawiają, że poczucie wygranej sprawia mu przyjemność. Sama idea zwycięstwa jest dla niego ważniejsza niż to, co może dzięki wygranej osiągnąć.
Oczywistym było, że karta nie odnosiła się do niego.
- Karta twojego starego - na usta Rodolphusa wpełznął złośliwy uśmieszek. - Ale odpowiadając na twoje pytanie - to nie żądza mordu. To głód wiedzy. Robiąc to, co robię, obserwuję jak zachowują się obiekty, doprowadzone do skraju wytrzymałości. Zapamiętuję obserwacje i później badam poszczególne obszary mózgu w podobnych, ale sztucznych warunkach. Opierając się wyłącznie na sztucznym środowisku, które tworzymy w Departamencie Tajemnic, nietrudno o błąd. Potrzebuję więc potwierdzenia, przeprowadzonego w naturalnych warunkach.
Nie wspomniał o tym, że w Walii robił to samo, tylko poza wzrokiem postronnych. I dużo bardziej... brutalnie, niż Stanley miał okazję widzieć.
- Poza tym za moich czasów w Hogwarcie karmili lepiej, niż salcesonem i mortadelą - cmoknął ze współczuciem. - Jeżeli ludzi w twoim wieku karmili takim ścierwem, to nic dziwnego, że wśród naszych jest pełno zgorzkniałych dorosłych pokroju Alexandra Mulcibera. Hogwart taką kuchnią przysłużył się sprawie, może by wysłać do nich kartkę z podziękowaniami?
- Pochlebia mi, że tak uważasz - odpowiedział na ten balsam do rąk, przekładając kartę z lewa na prawą. - Całe życie staram się, by ludzie tak mnie postrzegali. Twoje słowa to miód na moje spękane serce.
Uniósł wzrok, by wlepić go w Stanleya. W jego szarych tęczówkach tańczyły iskierki rozbawienia. Nie czuł potrzeby, by mu odpowiadać, że nie, wcale tak nie było - bo jeżeli chciałeś, żeby coś zostało zrobione dobrze, to musiałeś zrobić to sam. Tyczyło się to również sprzątania. Zaklęcia zaklęciami, ale ręczne ścieranie kurzy z płaskich powierzchni w promieniach wschodzącego słońca, wpadających przez czyste okno, było dla Rodolphusa terapeutyczne. Dla starego Staszka, Roberta, również, ale tym bardziej nie chciał mu tego mówić. - Kanapki dzieciakom zabierał Rabastan i Trix.
Odpowiedział lekkim tonem, zezując na wieżę. Zastanawiał się chwilę, bo coś mu nie pasowało.
- Albo spadnie z wysokości - mruknął, przerywając swój tok rozumowania na chwilę.
Dementorek jakby na potwierdzenie tych słów zeskoczył ze Staneyowej głowy. Zaczął się przechadzać między kartami, ale szczerze zainteresował go list do Alexandra. Usiadł przy nim i zaczął go czytać, pukając kościstymi łapkami w papier. Czy te stworzenia w ogóle potrafiły czytać? Bo figurki to nie, ale prawdziwi dementorzy? Będzie musiał zapytać Lorien.
- Zdefiniuj czym jest dla ciebie żądza mordu - odpowiedział, wyciągając kolejną kartę. - Walczymy w słusznej sprawie, ale nie oznacza to, że nie prowadzę jednocześnie swoich badań.
Rzut Tarot 1d78 - 61
Piątka Mieczy
Piątka Mieczy
Pamiętał znaczenie tej karty.
Piątka Mieczy mówi o człowieku, który zawsze musi mieć rację, który zawsze musi odnosić zwycięstwo, nie okazując żadnej łaski pokonanemu. Opiera się on przede wszystkim na prymitywnych i dzikich instynktach, które nim kierują i sprawiają, że poczucie wygranej sprawia mu przyjemność. Sama idea zwycięstwa jest dla niego ważniejsza niż to, co może dzięki wygranej osiągnąć.
Oczywistym było, że karta nie odnosiła się do niego.
- Karta twojego starego - na usta Rodolphusa wpełznął złośliwy uśmieszek. - Ale odpowiadając na twoje pytanie - to nie żądza mordu. To głód wiedzy. Robiąc to, co robię, obserwuję jak zachowują się obiekty, doprowadzone do skraju wytrzymałości. Zapamiętuję obserwacje i później badam poszczególne obszary mózgu w podobnych, ale sztucznych warunkach. Opierając się wyłącznie na sztucznym środowisku, które tworzymy w Departamencie Tajemnic, nietrudno o błąd. Potrzebuję więc potwierdzenia, przeprowadzonego w naturalnych warunkach.
Nie wspomniał o tym, że w Walii robił to samo, tylko poza wzrokiem postronnych. I dużo bardziej... brutalnie, niż Stanley miał okazję widzieć.
- Poza tym za moich czasów w Hogwarcie karmili lepiej, niż salcesonem i mortadelą - cmoknął ze współczuciem. - Jeżeli ludzi w twoim wieku karmili takim ścierwem, to nic dziwnego, że wśród naszych jest pełno zgorzkniałych dorosłych pokroju Alexandra Mulcibera. Hogwart taką kuchnią przysłużył się sprawie, może by wysłać do nich kartkę z podziękowaniami?