18.02.2023, 11:38 ✶
Szyba pękła z głośnym trzaskiem, ale Cathal nie zdążył ani doczekać momentu upadku napastnika, ani sprawdzić, jak się miewa Rookwood. Świat przed jego oczyma rozmył się.
*
Warunki na pustyni były piekielne. W dzień z nieba lał się nieznośny żar, w nocy panował chłód. Piasek wciskał się wszędzie przez całą dobę. Magia mogła zaradzić na wiele problemów, ale podczas tej wyprawy pracowali ramię w ramię z mugolami i w efekcie musieli stosować zaklęcia bardzo ostrożnie. Nie było mowy o żadnych powiększonych namiotach, chmurkach unoszących się nad głową, by zraszać cię deszczem ani bardziej spektakularnych formach magii. Co najwyżej ukradkiem rzucone aquamenti, by napełnić bukłak chłodną, świeżą wodą albo teleportacja po zmierzchu, do lokalu wynajętego w mieście dla członków ekipy, aby wziąć szybki prysznic. Obliviate, wypowiedziane cichym głosem, gdy któryś z mugoli zrobił się nieco zbyt natrętny…
Mimo to Cathal był – jak na siebie przynajmniej – całkiem szczęśliwi.
Od dawna czekał na odpowiedni moment. Odszyfrowywał inskrypcje. Przygotowywał się do usunięcia run, które z pewnością staną im na drodze. Klątowłamaczka wyprawy zdjęła już jedno, paskudne przekleństwo, wywoływacz duchów uciął sobie pogawędkę z duchem jednego z kapłanów. Wszyscy szykowali się na kolejne przeszkody – byli tak dobrze przygotowani, że Shafiq mógł wyliczyć, co stanie im na drodze. Bariera runiczna, kilka przekleństw, dwa duchy…
Chyba nawet śnił o tym, jak tam wchodzą. W jego pamięci tkwił każdy szczegół tych snów o korytarzach.
Shafiq klęczał w namiocie, przy prowizorycznym stole, zasłanym kartkami. Mapami, obliczeniami, notatkami. Uniósł głowę i uśmiechnął się półgębkiem, gdy zasłonę namiotu uniósł Rookwood. Wciąż ciężko było mu uwierzyć, że gdy opisał Ulyssesowi ich dotychczasowe odkrycia, plany i poprosił o wsparcie przy wyliczeniach dotyczących numerologii oraz astronomii, mężczyzna nie tylko się zgodził, ale przybył do Egiptu. Kiedyś nie wyobrażał sobie tego chłopaka na wykopaliskach, pełnych brudu i niewygód. Ulysses wpasował się jednak w krajobraz tak, jakby zawsze był jego częścią.
- Jeśli dobrze interpretujemy źródła, królowa dysponowała artefaktem, prawdopodobnie ułatwiającym jej korzystanie z magicznych mocy – wyjaśnił Shafiq, podnosząc się. Rozprostowane kolana trzasnęły. Ubranie Cathala było pogniecione, ubrudzone piaskiem, i tak jasne włosy stały się jeszcze jaśniejsze od słońca, a pustynne słońce opaliło jego karnację na ciemny brąz. – Egipcjanie prawdopodobnie wyposażali ją w niego na ostatnią drogę, aby mogła korzystać z jego mocy także w zaświatach… więc tak, są na to całkiem spore szanse. Ale nawet jeżeli nie znajdziemy samego artefaktu, w środku na pewno będą skarby i przedmioty codziennego użytku, a liczę, że wiele z nich będzie magicznych.
Przyjął inskrypcję od Ulyssesa, szybko zapoznał się z zapisem i kiwnął głową z zadowoleniem. Wszystko się zgadzało.
- W takim wypadku… próbujemy za dwa dni – ocenił z zadowoleniem. – A dziś musimy pilnować naszych profesorów z Luwru i całej reszty. Nie jest wykluczone, że żona sprawiła Narmerowi jakiś magiczny prezent i pochowowano go razem z nim.
A w takim wypadku, już pomijając to, że chcieli go pozyskać – by stał się czy to częścią kolekcji w muzeum Shafiqów, czy ich prywatną zdobyczą, czy podarkiem dla magicznego rządu Egiptu, mającego udobruchać tutejszych wobec rabowania – nie mogli dopuścić, aby dostał się w ręce mugoli. Będą musieli albo ukradkiem go zabrać, albo czeka ich późniejsza kradzież… ewentualnie, przyjdzie im rzucić bardzo dużo obliviate.
- Pójdziesz do ich namiotu pierwszy? Zabiorę tylko notatki – powiedział Cathal. Otworzył swoją torbę, specjalną, z dwiema przegrodami, umieszczając w jednej z nich tę część zapisków, których nie powinien zobaczyć żaden mugol.
*
Warunki na pustyni były piekielne. W dzień z nieba lał się nieznośny żar, w nocy panował chłód. Piasek wciskał się wszędzie przez całą dobę. Magia mogła zaradzić na wiele problemów, ale podczas tej wyprawy pracowali ramię w ramię z mugolami i w efekcie musieli stosować zaklęcia bardzo ostrożnie. Nie było mowy o żadnych powiększonych namiotach, chmurkach unoszących się nad głową, by zraszać cię deszczem ani bardziej spektakularnych formach magii. Co najwyżej ukradkiem rzucone aquamenti, by napełnić bukłak chłodną, świeżą wodą albo teleportacja po zmierzchu, do lokalu wynajętego w mieście dla członków ekipy, aby wziąć szybki prysznic. Obliviate, wypowiedziane cichym głosem, gdy któryś z mugoli zrobił się nieco zbyt natrętny…
Mimo to Cathal był – jak na siebie przynajmniej – całkiem szczęśliwi.
Od dawna czekał na odpowiedni moment. Odszyfrowywał inskrypcje. Przygotowywał się do usunięcia run, które z pewnością staną im na drodze. Klątowłamaczka wyprawy zdjęła już jedno, paskudne przekleństwo, wywoływacz duchów uciął sobie pogawędkę z duchem jednego z kapłanów. Wszyscy szykowali się na kolejne przeszkody – byli tak dobrze przygotowani, że Shafiq mógł wyliczyć, co stanie im na drodze. Bariera runiczna, kilka przekleństw, dwa duchy…
Chyba nawet śnił o tym, jak tam wchodzą. W jego pamięci tkwił każdy szczegół tych snów o korytarzach.
Shafiq klęczał w namiocie, przy prowizorycznym stole, zasłanym kartkami. Mapami, obliczeniami, notatkami. Uniósł głowę i uśmiechnął się półgębkiem, gdy zasłonę namiotu uniósł Rookwood. Wciąż ciężko było mu uwierzyć, że gdy opisał Ulyssesowi ich dotychczasowe odkrycia, plany i poprosił o wsparcie przy wyliczeniach dotyczących numerologii oraz astronomii, mężczyzna nie tylko się zgodził, ale przybył do Egiptu. Kiedyś nie wyobrażał sobie tego chłopaka na wykopaliskach, pełnych brudu i niewygód. Ulysses wpasował się jednak w krajobraz tak, jakby zawsze był jego częścią.
- Jeśli dobrze interpretujemy źródła, królowa dysponowała artefaktem, prawdopodobnie ułatwiającym jej korzystanie z magicznych mocy – wyjaśnił Shafiq, podnosząc się. Rozprostowane kolana trzasnęły. Ubranie Cathala było pogniecione, ubrudzone piaskiem, i tak jasne włosy stały się jeszcze jaśniejsze od słońca, a pustynne słońce opaliło jego karnację na ciemny brąz. – Egipcjanie prawdopodobnie wyposażali ją w niego na ostatnią drogę, aby mogła korzystać z jego mocy także w zaświatach… więc tak, są na to całkiem spore szanse. Ale nawet jeżeli nie znajdziemy samego artefaktu, w środku na pewno będą skarby i przedmioty codziennego użytku, a liczę, że wiele z nich będzie magicznych.
Przyjął inskrypcję od Ulyssesa, szybko zapoznał się z zapisem i kiwnął głową z zadowoleniem. Wszystko się zgadzało.
- W takim wypadku… próbujemy za dwa dni – ocenił z zadowoleniem. – A dziś musimy pilnować naszych profesorów z Luwru i całej reszty. Nie jest wykluczone, że żona sprawiła Narmerowi jakiś magiczny prezent i pochowowano go razem z nim.
A w takim wypadku, już pomijając to, że chcieli go pozyskać – by stał się czy to częścią kolekcji w muzeum Shafiqów, czy ich prywatną zdobyczą, czy podarkiem dla magicznego rządu Egiptu, mającego udobruchać tutejszych wobec rabowania – nie mogli dopuścić, aby dostał się w ręce mugoli. Będą musieli albo ukradkiem go zabrać, albo czeka ich późniejsza kradzież… ewentualnie, przyjdzie im rzucić bardzo dużo obliviate.
- Pójdziesz do ich namiotu pierwszy? Zabiorę tylko notatki – powiedział Cathal. Otworzył swoją torbę, specjalną, z dwiema przegrodami, umieszczając w jednej z nich tę część zapisków, których nie powinien zobaczyć żaden mugol.