-Pół butelki z białym mydłem, pół butelki, jak coś zostanie - mruknął, kiwając powoli głową, ani trochę niezawiedziony faktem, że tej cholernej farby nie byliby w stanie pozbyć się starymi, mugolskimi sposobami.
Czy nie byłoby to zabawne, gdyby to właśnie w ten sposób można było pozbyć się czerwieni i innych kolorów, którymi jacyś szaleńcy postanowili przyozdobić panikujących i pomagających innym ocalałym czarodziejów? Magiczna farba, coś, co zawierało pierwiastek dostępny tylko dla niektórych, miałaby schodzić dzięki metodom tych, którzy tego pierwiastka nie posiadali.
-Hm... Niestety, nie wypatrzą - powiedział z delikatnym, trochę wymuszonym uśmiechem, bo w niejednej sytuacji ten szczegół uprzykrzał mu życie.
W tym momencie było to odrobinę zabawne, że obaj nie widzieli tej jednej barwy, farba, którą ubrudzony był Anthony, miała ten konkretny kolor i to właśnie Jasper miał pomóc mu pozbyć się jej. W pewien sposób było to nawet pocieszające.
Pokiwał głową i poszedł za wujem.
-Myślę, że taki list by ją bardzo ucieszył - powiedział. -Oddzieliła się ode mnie i Theo, kiedy czekaliśmy na mamę w Ministerstwie. Musiała coś sprawdzić, a potem... nie rozmawialiśmy za dużo. Na pewno się o wuja martwi.
Otworzył usta i w pierwszej chwili chciał zaprotestować, gdy Anthony zaczął mówić o swojej ekipie rzemieślników, których trzeba by specjalnie ściągać, co oznaczało dodatkowe koszty, ale ostatecznie nie powiedział nic. Wciąż przecież nie wiedział, w jakim stanie było mieszkanie i jak kosztowna ostatecznie byłaby jego odbudowa. To, niestety, nie było coś, na co można było machnąć ręką i powiedzieć "E tam, nie trzeba. Coś się wymyśli", jakby chodziło o naprawienie stołu albo usunięcie jakiejś ciężkiej plamy z dywanu.
Resztę drogi do sypialni Anthony'ego milczeli, a w głowie Jaspera pojawiło się kolejne pytanie, które nawet chciał zadać wujowi, bo ostatnim razem, gdy je zadał, nie uzyskał żadnej odpowiedzi.
-Jest jeszcze coś, o co chciałbym cię zapytać, wuju - powiedział, rozglądając się powoli po sypialni, zdominowanej przez tak przyjemne dla oczu barwy, niezłamanej przez dzielone przez nich zaburzenie. -Wiesz może, co działo się wczorajszej nocy z Morpheusem? Jonathan i Rita nie byli w stanie mi cokolwiek powiedzieć, a wątpię, żeby Theo i mama wiedzieli cokolwiek więcej, skoro Theo był w bibliotece, a mama w pracy, a potem w banku - gdzie wykłócała się z goblinami, czego właściwie można było się po niej spodziewać.
Nie usiadł na wskazanym fotelu, jedynie do niego podszedł i zerknął na tytuł, leżący na stoliku. I czekał, aż Anthony wróci ze swojej łazienki.