01.09.2025, 12:42 ✶
Nie spałem głęboko - nie tak naprawdę, nauczyłem się już dawno temu, że nawet kiedy zamykasz oczy i starasz się pozwolić sobie na odrobinę wytchnienia, nie można tracić czujności. Drobne zmiany w otoczeniu - krok, oddech, zapach - potrafiły obudzić we mnie instynkt, który nie chciał milknąć, i teraz też nie zawiódł. Wiedziałem, że to ona, zanim jeszcze usiadła, mogła próbować być cicha, ale i tak miałem wrażenie, że jej obecność zmieniała całą przestrzeń. Nawet ściany wydawały się trochę inne, kiedy była obok. Słyszałem, jak starała się być ostrożna - cichy krok, ostrożny ruch, jakby faktycznie wierzyła, że tak mnie uśpiła ta kanapa i kilka godzin względnego spokoju. To nawet było zabawne, bo wielu ludzi próbowało mnie podobnie podejść, i chociaż Prue nie robiła tego z zamiarem niczego złego, sama scena była dla mnie dość wymowna. Nie chciała mnie obudzić. Nie chciała przeszkadzać. Cóż. Mogłem mieć oczy zamknięte, ale od chwili, w której przekroczyła próg, wiedziałem, że tu jest.
- Wiem, sze nie chciałaś. - Mruknąłem, wciąż z zamkniętymi oczami, bo i tak nie potrzebowałem patrzeć, żeby wiedzieć, że to ona. Kroki były jej, dotyk, zapach i głos też. - Ale i tak by ci się nie udało. - Zawsze miałem lekki sen, nigdy nie ufałem miejscom na tyle, by pozwolić sobie na głębokie zaśnięcie. A u niej? Nawet jeżeli czułem się bezpieczniej niż gdziekolwiek indziej w stolicy, to wciąż pozostawało we mnie napięcie, którego nie potrafiłem z siebie wypuścić. Podciągnąłem ramię wyżej, pozwalając jej się wsunąć pod nie wygodniej, wpasowała się obok mnie tak naturalnie, jakby to miejsce od początku na nią czekało - to wyszło naturalnie, bez zastanowienia, nie musiałem kalkulować, czy w ogóle chcę ją obok siebie mieć. Wsunęła się pod moje ramię i przez chwilę, zanim zdążyła się odezwać, poczułem coś, co rzadko się we mnie pojawiało - spokój, może nawet coś w rodzaju ulgi. Po nocy spędzonej na walce z chaosem, w jakim znajdowało się miasto, takie drobiazgi jak bliskość czy czyjeś ciepło działały prawie jak nagroda.
Otworzyłem powieki dopiero wtedy, gdy usłyszałem to jej krótkie „cześć”. Skrzywiłem się lekko w uśmiechu - jednym z tych półśpiących, które nie były ani trochę eleganckie. Na jej pytanie uniosłem brew. Zapytała, czy noc była pracowita. Dostrzegła to, co zrobiłem. Nie potrzebowałem więcej żadnych innych pochwał. Sam fakt, że doceniła, wystarczał. To, że to zauważyła, sprawiało, że moja praca miała sens. Nie chciałem, żeby miała wszystko na głowie, nie po tym, jak wyglądała poprzednim razem, gdy ją widziałem. Zmęczona, napięta, zbyt obciążona rzeczami, którymi nie powinna się zajmować sama. Więc tak, wziąłem się za to, co mogłem. Porządek w miejscu, które tonęło w chaosie, wydawał mi się prostym sposobem, żeby ulżyć jej choć odrobinę.
- Placowita? - Powtórzyłem z odrobiną ironii. - Laszej plowisolyczna. Nie ściągnąłem jednej klątwy. Tam, gdzie byłem, więc tutaj… - Przetarłem dłonią twarz, a potem gestem wskazałem na zaklejone i zabite byle jak okna. - Nie mogłem na to patsześ. Pomyślałem, sze głupio by było, gdyby pszetrwało ogień, a załatwił je deszcz. - Westchnąłem, trochę teatralnie, ale to było szczerze. Nie dodałem, że robiłem to bardziej dla siebie niż dla niej. Nie potrafiłbym usiąść w miejscu, wiedząc, że wystarczy jeden ulewny poranek, żeby całe mieszkanie zmieniło się w bajoro. A skoro już miałem być tymczasowym facetem, cokolwiek to właściwie znaczyło, to logiczne było, że przejmuję część odpowiedzialności. Poza tym… Jakby to wyglądało, gdybym tu przyszedł wcześniej, tylko obejrzał i od razu się rozwalił na kanapie? Facet chyba miał jakieś obowiązki, nie?
- Nie wyszło źle, co? - Zapytałem cicho, chociaż w moim tonie brzmiała bardziej ciekawość niż oczekiwanie na komplement. Nie powiedziałem tego, żeby ją rozczulić czy usłyszeć pochwałę - to była zwykła logika. Gdyby to było moje mieszkanie - chociaż żadnego nie miałem - wolałbym, żeby ktoś tak zrobił dla mnie. Teraz ja mogłem to zrobić dla niej, i tyle. Przesunąłem palcami po jej ramieniu, powieki same mi opadały, a jednocześnie nie chciałem zasypiać znowu, nie teraz, gdy mogłem poczuć ją obok.
- Ty tesz miałaś cięszką noc. - Dodałem po chwili, cicho, bardziej stwierdzając niż pytając. Nie potrzebowałem szczegółów, widziałem zmęczenie w jej oczach, słyszałem je w oddechu. Oparłem się wygodniej, pozwalając, by wtuliła się bardziej. Ciepło jej ciała odciągało moje myśli od wszystkiego, co na zewnątrz - od wojny, obowiązków, wiecznej presji. Wiedziałem, że zaraz znów wciągnie nas rzeczywistość, ale przez te kilka chwil miałem zamiar zostawić ją za drzwiami.
- Wiem, sze nie chciałaś. - Mruknąłem, wciąż z zamkniętymi oczami, bo i tak nie potrzebowałem patrzeć, żeby wiedzieć, że to ona. Kroki były jej, dotyk, zapach i głos też. - Ale i tak by ci się nie udało. - Zawsze miałem lekki sen, nigdy nie ufałem miejscom na tyle, by pozwolić sobie na głębokie zaśnięcie. A u niej? Nawet jeżeli czułem się bezpieczniej niż gdziekolwiek indziej w stolicy, to wciąż pozostawało we mnie napięcie, którego nie potrafiłem z siebie wypuścić. Podciągnąłem ramię wyżej, pozwalając jej się wsunąć pod nie wygodniej, wpasowała się obok mnie tak naturalnie, jakby to miejsce od początku na nią czekało - to wyszło naturalnie, bez zastanowienia, nie musiałem kalkulować, czy w ogóle chcę ją obok siebie mieć. Wsunęła się pod moje ramię i przez chwilę, zanim zdążyła się odezwać, poczułem coś, co rzadko się we mnie pojawiało - spokój, może nawet coś w rodzaju ulgi. Po nocy spędzonej na walce z chaosem, w jakim znajdowało się miasto, takie drobiazgi jak bliskość czy czyjeś ciepło działały prawie jak nagroda.
Otworzyłem powieki dopiero wtedy, gdy usłyszałem to jej krótkie „cześć”. Skrzywiłem się lekko w uśmiechu - jednym z tych półśpiących, które nie były ani trochę eleganckie. Na jej pytanie uniosłem brew. Zapytała, czy noc była pracowita. Dostrzegła to, co zrobiłem. Nie potrzebowałem więcej żadnych innych pochwał. Sam fakt, że doceniła, wystarczał. To, że to zauważyła, sprawiało, że moja praca miała sens. Nie chciałem, żeby miała wszystko na głowie, nie po tym, jak wyglądała poprzednim razem, gdy ją widziałem. Zmęczona, napięta, zbyt obciążona rzeczami, którymi nie powinna się zajmować sama. Więc tak, wziąłem się za to, co mogłem. Porządek w miejscu, które tonęło w chaosie, wydawał mi się prostym sposobem, żeby ulżyć jej choć odrobinę.
- Placowita? - Powtórzyłem z odrobiną ironii. - Laszej plowisolyczna. Nie ściągnąłem jednej klątwy. Tam, gdzie byłem, więc tutaj… - Przetarłem dłonią twarz, a potem gestem wskazałem na zaklejone i zabite byle jak okna. - Nie mogłem na to patsześ. Pomyślałem, sze głupio by było, gdyby pszetrwało ogień, a załatwił je deszcz. - Westchnąłem, trochę teatralnie, ale to było szczerze. Nie dodałem, że robiłem to bardziej dla siebie niż dla niej. Nie potrafiłbym usiąść w miejscu, wiedząc, że wystarczy jeden ulewny poranek, żeby całe mieszkanie zmieniło się w bajoro. A skoro już miałem być tymczasowym facetem, cokolwiek to właściwie znaczyło, to logiczne było, że przejmuję część odpowiedzialności. Poza tym… Jakby to wyglądało, gdybym tu przyszedł wcześniej, tylko obejrzał i od razu się rozwalił na kanapie? Facet chyba miał jakieś obowiązki, nie?
- Nie wyszło źle, co? - Zapytałem cicho, chociaż w moim tonie brzmiała bardziej ciekawość niż oczekiwanie na komplement. Nie powiedziałem tego, żeby ją rozczulić czy usłyszeć pochwałę - to była zwykła logika. Gdyby to było moje mieszkanie - chociaż żadnego nie miałem - wolałbym, żeby ktoś tak zrobił dla mnie. Teraz ja mogłem to zrobić dla niej, i tyle. Przesunąłem palcami po jej ramieniu, powieki same mi opadały, a jednocześnie nie chciałem zasypiać znowu, nie teraz, gdy mogłem poczuć ją obok.
- Ty tesz miałaś cięszką noc. - Dodałem po chwili, cicho, bardziej stwierdzając niż pytając. Nie potrzebowałem szczegółów, widziałem zmęczenie w jej oczach, słyszałem je w oddechu. Oparłem się wygodniej, pozwalając, by wtuliła się bardziej. Ciepło jej ciała odciągało moje myśli od wszystkiego, co na zewnątrz - od wojny, obowiązków, wiecznej presji. Wiedziałem, że zaraz znów wciągnie nas rzeczywistość, ale przez te kilka chwil miałem zamiar zostawić ją za drzwiami.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)