01.09.2025, 18:36 ✶
Ambroise stał spokojny na ukos ode mnie, nawet powieka mu nie drgnęła. Nie dał się sprowokować - dokładnie tak, jak przewidywałem - nigdy nie był łatwym przeciwnikiem, nawet kiedy mieliśmy po piętnaście lat. Zawsze robił tylko to, co sam chciał, i nigdy nie dawał się popchnąć do ruchu, jeśli sam nie uznał, że to właściwy moment. Teraz było tak samo. Wiedziałem, że nie rzuci się pierwszy. Musiałbym go naprawdę mocno sprowokować, a tego nie zamierzałem robić.
Geraldine tymczasem rozłożyła się na trawie po turecku, jakby naprawdę szykowała się na przedstawienie. Ambroise podał jej swoją różdżkę, bez chwili zawahania, ja nie - nigdy nie rozbrajałem się z własnej woli. Zamiast tego przełożyłem ją tak, żeby była względnie bezpieczna, z boku, poza zasięgiem przypadkowego ciosu. To i tak nie moja pierwsza - miałem ich już kilka, zbyt często były łamane, gubione, wymieniane, z przyzwyczajenia nie traktowałem żadnej jak świętości. Bywało, że zmieniałem je częściej, niż sam bym chciał.
Dopiero ledwo słyszalny komentarz, że będzie śmiesznie, jak zaczniemy się dusić skomentowałem krótkim, gardłowym śmiechem.
- Śmiesznie dla widza. - Rzuciłem jej spojrzenie kątem oka, po czym wróciłem wzrokiem do Ambroise’a, robiąc kilka kroków, by stanąć naprzeciw niego. - Dla nas tlochę mniej.
Nie zamierzałem niczego wyjaśniać. Ona swoje wiedziała, ja swoje. W końcu się wyprostowała, poprawiła, żeby mieć lepszy widok, i padło: „Chyba możecie już zaczynać.” - najprawdziwsza sędzina, nie ma co. Skinąłem głową, zrobiłem dwa kroki do przodu, spokojnie, nieśpiesznie, jakbym sprawdzał podłoże. Gardę trzymałem luźno, nisko, bez napięcia, na pierwszy rzut oka wyglądałem, jakbym wcale nie planował atakować, tylko czekać, aż on ruszy - nawet oddech miałem równy, twarz spokojną. Nic w mojej postawie nie zdradzało pośpiechu, i właśnie w tej pozornej bierności krył się ruch.
Skręciłem lekko biodra, dając złudzenie, że przygotowuję się do sierpa lewą ręką, mój bark poszedł minimalnie do przodu. Ambroise znał mnie na tyle, by wiedzieć, że to kiedyś było dla mnie klasyczne wejście, ale teraz to była tylko zasłona. Z góry odgrywałem zapowiedź ciosu, z dołu wyprowadzałem właściwy atak. Mój rzeczywisty atak był szybki, sprężysty - ruszyłem się tak, żeby go zaskoczyć, wyrwać z równowagi, zmusić do pierwszej reakcji, której tak nie chciał. Prawa noga poszła błyskawicznie bokiem, nisko, szybkim cięciem w kostki - zamierzałem podciąć go bez ostrzeżenia.
- No to zatańczmy. - Syknąłem półgłosem, już w momencie, gdy trawa szorowała mi pod stopą, a ciężar ciała leciał naprzód.
AF ◉◉◉◉○ - podcięcie
Geraldine tymczasem rozłożyła się na trawie po turecku, jakby naprawdę szykowała się na przedstawienie. Ambroise podał jej swoją różdżkę, bez chwili zawahania, ja nie - nigdy nie rozbrajałem się z własnej woli. Zamiast tego przełożyłem ją tak, żeby była względnie bezpieczna, z boku, poza zasięgiem przypadkowego ciosu. To i tak nie moja pierwsza - miałem ich już kilka, zbyt często były łamane, gubione, wymieniane, z przyzwyczajenia nie traktowałem żadnej jak świętości. Bywało, że zmieniałem je częściej, niż sam bym chciał.
Dopiero ledwo słyszalny komentarz, że będzie śmiesznie, jak zaczniemy się dusić skomentowałem krótkim, gardłowym śmiechem.
- Śmiesznie dla widza. - Rzuciłem jej spojrzenie kątem oka, po czym wróciłem wzrokiem do Ambroise’a, robiąc kilka kroków, by stanąć naprzeciw niego. - Dla nas tlochę mniej.
Nie zamierzałem niczego wyjaśniać. Ona swoje wiedziała, ja swoje. W końcu się wyprostowała, poprawiła, żeby mieć lepszy widok, i padło: „Chyba możecie już zaczynać.” - najprawdziwsza sędzina, nie ma co. Skinąłem głową, zrobiłem dwa kroki do przodu, spokojnie, nieśpiesznie, jakbym sprawdzał podłoże. Gardę trzymałem luźno, nisko, bez napięcia, na pierwszy rzut oka wyglądałem, jakbym wcale nie planował atakować, tylko czekać, aż on ruszy - nawet oddech miałem równy, twarz spokojną. Nic w mojej postawie nie zdradzało pośpiechu, i właśnie w tej pozornej bierności krył się ruch.
Skręciłem lekko biodra, dając złudzenie, że przygotowuję się do sierpa lewą ręką, mój bark poszedł minimalnie do przodu. Ambroise znał mnie na tyle, by wiedzieć, że to kiedyś było dla mnie klasyczne wejście, ale teraz to była tylko zasłona. Z góry odgrywałem zapowiedź ciosu, z dołu wyprowadzałem właściwy atak. Mój rzeczywisty atak był szybki, sprężysty - ruszyłem się tak, żeby go zaskoczyć, wyrwać z równowagi, zmusić do pierwszej reakcji, której tak nie chciał. Prawa noga poszła błyskawicznie bokiem, nisko, szybkim cięciem w kostki - zamierzałem podciąć go bez ostrzeżenia.
- No to zatańczmy. - Syknąłem półgłosem, już w momencie, gdy trawa szorowała mi pod stopą, a ciężar ciała leciał naprzód.
AF ◉◉◉◉○ - podcięcie
Rzut PO 1d100 - 27
Akcja nieudana
Akcja nieudana
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)