01.09.2025, 20:22 ✶
Nie potrzebował więcej informacji. W zupełności wystarczyło mu to, co powiedziała Geraldine, szczególnie, że i tak spodziewał się niespecjalnie zwracać uwagę na cokolwiek, prócz tego, by udowodnić Benjy'emu swoją rację. Skinął więc głową, stając naprzeciwko oponenta i przyjmując wyczekującą postawę.
Miał już okazję obserwować kolegę w akcji. Co prawda, znacznie bardziej rozwścieczonego niż w tej chwili, a więc również bardziej impulsywnego, jednak bez wątpienia widział, do czego był zdolny Benjy. Razem z Corneliusem, mieli dosyć aktualny ogląd na możliwości zarówno Fenwicka, jak i ich obecnej sędziny. Nie dało się tego nie określić niezłym pokazem, nawet jeśli właściciel mieszkania był wtedy bliski dostania palpitacji serca.
Teraz najwyraźniej oczekiwano od nich dwóch tego samego. Przedstawienia. Yaxleyówna bez wątpienia wyglądała bowiem, jakby nastawiała się na doskonałą zabawę. Wyłożyła się w siedzie na trawie, przez ułamek sekundy rozbawiając go tym cichym komentarzem, na który Fenwick odpowiedział jej w stylu...
...no cóż, siebie. Roise parsknął pod nosem, wywracając oczami. Podduszanie wolał zostawić na nieco inne okoliczności, nawet jeśli pozostawił ten komentarz wyłącznie do własnej wewnętrznej wiadomości, na zewnątrz po prostu wzruszając ramionami.
- Dobra - rzucił na komentarz, że mogli zaczynać.
Nie to, aby potrzebował oficjalnego otwarcia bijatyki. Zamierzał po prostu ruszyć do akcji. Tym bardziej, że zauważył ruch biodra Fenwicka, drgnienie jego barku, ten znajomy sygnał, który przez ułamek sekundy kazał mu pomyśleć o starych schematach przeciwnika. Ambroise prawie dał się nabrać, niemal poszedł za iluzją, lecz coś w rytmie kroku, w naprężeniu łydki i w tym zbyt miękkim ułożeniu ramion przyjaciela sprawiło, że spojrzał niżej. Błysk brązu skóry traperów w trawie, kilka źdźbeł z trawnika wzbijających się spod stopy bruneta... ...i już wiedział.
Nie cofnął się jednak, o nie, nie miał w zwyczaju uciekać. Zamiast tego zaryzykował. Ruszył w przód, zachowując się tak, jakby faktycznie nadstawiał się na uderzenie. W rzeczywistości planował wykorzystywać impet drugiego mężczyzny. Nie zamierzał oddawać pola walki, lecz obrócić pęd przeciwnika przeciwko niemu. Niemal niezauważalnie przeniósł ciężar ciała, odciążając tę nogę, którą tamten chciał podciąć.
Nie czekał. Gdy ich ciała znalazły się tuż obok siebie, jego dłoń poszła naprzód. Nie zwinął jej jednak w pięść, nie zamierzał wyprowadzać pełnego ciosu. Stawiał na twarde pchnięcie podstawą dłoni w krtań Benjy'ego, dokładnie w tym samym momencie, w którym przeciwnik przerzucał ciężar ciała, zamachując się nogą.
Siła ciosu była z pozoru niewielka, lecz skierowana precyzyjnie. Chodziło o to, by zamienić potencjalną obronę w atak, zmusić przeciwnika do cofnięcia się pod naporem własnej inicjatywy. Ambroise wiedział, że jeśli trafi, będzie miał Benjy'ego na ziemi szybciej niż przeciwnik zdąży pomyśleć o kolejnym blefie.
- To ja prowadzę, pamiętasz? - Wysyczał wprost w twarz Fenwicka.
Twarz miał surową, skupioną, oczy przyciemnione gniewem i czymś zimniejszym: wyrachowaną pewnością siebie. Czuł, że ryzykuje, ale poniekąd to właśnie lubił najbardziej. Wchodzić w cios, nie uciekać przed nim, ale uczynić z niego broń. Jeśli uda mu się uderzyć w gardło, przeciwnik będzie musiał albo przerwać atak, albo dokończyć go kosztem własnego oddechu. Ambroise grał ofensywą, bo wiedział, że przyjęcie defensywy już na starcie nie miało go nigdzie zaprowadzić. Robił to zbyt wiele razy, te błędy za dużo go już kosztowały.
Percepcja ( ◉◉○○○) - wyczucie momentu ataku
AF (◉◉◉○○) - uderzenie w krtań Benjy'ego
Miał już okazję obserwować kolegę w akcji. Co prawda, znacznie bardziej rozwścieczonego niż w tej chwili, a więc również bardziej impulsywnego, jednak bez wątpienia widział, do czego był zdolny Benjy. Razem z Corneliusem, mieli dosyć aktualny ogląd na możliwości zarówno Fenwicka, jak i ich obecnej sędziny. Nie dało się tego nie określić niezłym pokazem, nawet jeśli właściciel mieszkania był wtedy bliski dostania palpitacji serca.
Teraz najwyraźniej oczekiwano od nich dwóch tego samego. Przedstawienia. Yaxleyówna bez wątpienia wyglądała bowiem, jakby nastawiała się na doskonałą zabawę. Wyłożyła się w siedzie na trawie, przez ułamek sekundy rozbawiając go tym cichym komentarzem, na który Fenwick odpowiedział jej w stylu...
...no cóż, siebie. Roise parsknął pod nosem, wywracając oczami. Podduszanie wolał zostawić na nieco inne okoliczności, nawet jeśli pozostawił ten komentarz wyłącznie do własnej wewnętrznej wiadomości, na zewnątrz po prostu wzruszając ramionami.
- Dobra - rzucił na komentarz, że mogli zaczynać.
Nie to, aby potrzebował oficjalnego otwarcia bijatyki. Zamierzał po prostu ruszyć do akcji. Tym bardziej, że zauważył ruch biodra Fenwicka, drgnienie jego barku, ten znajomy sygnał, który przez ułamek sekundy kazał mu pomyśleć o starych schematach przeciwnika. Ambroise prawie dał się nabrać, niemal poszedł za iluzją, lecz coś w rytmie kroku, w naprężeniu łydki i w tym zbyt miękkim ułożeniu ramion przyjaciela sprawiło, że spojrzał niżej. Błysk brązu skóry traperów w trawie, kilka źdźbeł z trawnika wzbijających się spod stopy bruneta... ...i już wiedział.
Nie cofnął się jednak, o nie, nie miał w zwyczaju uciekać. Zamiast tego zaryzykował. Ruszył w przód, zachowując się tak, jakby faktycznie nadstawiał się na uderzenie. W rzeczywistości planował wykorzystywać impet drugiego mężczyzny. Nie zamierzał oddawać pola walki, lecz obrócić pęd przeciwnika przeciwko niemu. Niemal niezauważalnie przeniósł ciężar ciała, odciążając tę nogę, którą tamten chciał podciąć.
Nie czekał. Gdy ich ciała znalazły się tuż obok siebie, jego dłoń poszła naprzód. Nie zwinął jej jednak w pięść, nie zamierzał wyprowadzać pełnego ciosu. Stawiał na twarde pchnięcie podstawą dłoni w krtań Benjy'ego, dokładnie w tym samym momencie, w którym przeciwnik przerzucał ciężar ciała, zamachując się nogą.
Siła ciosu była z pozoru niewielka, lecz skierowana precyzyjnie. Chodziło o to, by zamienić potencjalną obronę w atak, zmusić przeciwnika do cofnięcia się pod naporem własnej inicjatywy. Ambroise wiedział, że jeśli trafi, będzie miał Benjy'ego na ziemi szybciej niż przeciwnik zdąży pomyśleć o kolejnym blefie.
- To ja prowadzę, pamiętasz? - Wysyczał wprost w twarz Fenwicka.
Twarz miał surową, skupioną, oczy przyciemnione gniewem i czymś zimniejszym: wyrachowaną pewnością siebie. Czuł, że ryzykuje, ale poniekąd to właśnie lubił najbardziej. Wchodzić w cios, nie uciekać przed nim, ale uczynić z niego broń. Jeśli uda mu się uderzyć w gardło, przeciwnik będzie musiał albo przerwać atak, albo dokończyć go kosztem własnego oddechu. Ambroise grał ofensywą, bo wiedział, że przyjęcie defensywy już na starcie nie miało go nigdzie zaprowadzić. Robił to zbyt wiele razy, te błędy za dużo go już kosztowały.
Percepcja ( ◉◉○○○) - wyczucie momentu ataku
Rzut N 1d100 - 95
Sukces!
Sukces!
AF (◉◉◉○○) - uderzenie w krtań Benjy'ego
Rzut Z 1d100 - 46
Sukces!
Sukces!
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down