02.09.2025, 11:38 ✶
Poniekąd spodziewał się, że Bletchleyówna akurat tego dnia postanowi nawiedzić ich dziuplę. Pogoda na zewnątrz zdecydowanie nie zachęcała do spacerów, a spędzanie czasu na nicnierobieniu w czterech ścianach własnego mieszkania nie było tak atrakcyjne jak zgłębianie wiedzy. Nie mówiąc już nic o sąsiadach, którzy z pewnością mieli być znacznie bardziej męczący o tej porze roku. Zwłaszcza z uwagi na zbliżający się sabat.
Uniósł głowę znad zapisanych gęsto notatek, pozwalając, by atrament wysychał powoli na krawędziach pergaminu. Oczy miał jeszcze rozognione od lektury, źrenice rozszerzone w skupieniu. Nie odpowiedział od razu, jedynie kiwając głową na powitanie, bo nie lubił, gdy ktoś wyrywał go z tego rodzaju transu. Dopiero po chwili odłożył własne notatki i ciężką księgę, przesuwając dłonią po jej skórzanej oprawie.
Pióro wciąż tkwiło między jego palcami, ale dłoń zamarła w bezruchu. Na chwilę przeciągnął spojrzeniem po sylwetce dziewczyny. Kącik jego ust drgnął, lecz nie był to uśmiech, raczej cień czegoś w rodzaju samozadowolenia. Oparł się nieco wygodniej o krzesło, stukając paznokciem o krawędź stołu.
- Traktat o zmienności energii zaklęć pod wpływem faz księżyca - odparł spokojnie, bez zająknięcia, jakby mówił o czymś tak zwyczajnym, jak poradnik zielarski. - Zadziwiająco wielu twórców klątw zapomina wspomnieć, że ich moc nie jest stała. Że księżyc potrafi ją wzmocnić albo osłabić, czasem niemal do granicy bezużyteczności. - Kącik jego ust uniósł się nieznacznie, jakby podobała mu się sama myśl, że coś tak subtelnego jak światło księżyca mogło decydować o życiu albo śmierci; w istocie, dokładnie tak było, lubił poznawać te drobne szczegóły. - Podejrzewam, że to właśnie dlatego ta ostatnia próba niespecjalnie nam wyszła. Pełnia nie zawsze działa intensyfikująco. - Wskazał krótki dopisek na marginesie nie notatek a książki, który sam naniósł przed chwilą.
Niektóre rzeczy były warte odnotowania na tekstach źródłowych, przynajmniej dla niego. Nigdy niespecjalnie przejmował się dodawaniem dopisków tam, gdzie inni chcieliby wiedzieć czysty papier. To była jego własność. No, w tym wypadku wspólna, ale poniekąd w dalszym ciągu jego. Mógł z nią robić dokładnie to, co chciał.
Uniósł głowę znad zapisanych gęsto notatek, pozwalając, by atrament wysychał powoli na krawędziach pergaminu. Oczy miał jeszcze rozognione od lektury, źrenice rozszerzone w skupieniu. Nie odpowiedział od razu, jedynie kiwając głową na powitanie, bo nie lubił, gdy ktoś wyrywał go z tego rodzaju transu. Dopiero po chwili odłożył własne notatki i ciężką księgę, przesuwając dłonią po jej skórzanej oprawie.
Pióro wciąż tkwiło między jego palcami, ale dłoń zamarła w bezruchu. Na chwilę przeciągnął spojrzeniem po sylwetce dziewczyny. Kącik jego ust drgnął, lecz nie był to uśmiech, raczej cień czegoś w rodzaju samozadowolenia. Oparł się nieco wygodniej o krzesło, stukając paznokciem o krawędź stołu.
- Traktat o zmienności energii zaklęć pod wpływem faz księżyca - odparł spokojnie, bez zająknięcia, jakby mówił o czymś tak zwyczajnym, jak poradnik zielarski. - Zadziwiająco wielu twórców klątw zapomina wspomnieć, że ich moc nie jest stała. Że księżyc potrafi ją wzmocnić albo osłabić, czasem niemal do granicy bezużyteczności. - Kącik jego ust uniósł się nieznacznie, jakby podobała mu się sama myśl, że coś tak subtelnego jak światło księżyca mogło decydować o życiu albo śmierci; w istocie, dokładnie tak było, lubił poznawać te drobne szczegóły. - Podejrzewam, że to właśnie dlatego ta ostatnia próba niespecjalnie nam wyszła. Pełnia nie zawsze działa intensyfikująco. - Wskazał krótki dopisek na marginesie nie notatek a książki, który sam naniósł przed chwilą.
Niektóre rzeczy były warte odnotowania na tekstach źródłowych, przynajmniej dla niego. Nigdy niespecjalnie przejmował się dodawaniem dopisków tam, gdzie inni chcieliby wiedzieć czysty papier. To była jego własność. No, w tym wypadku wspólna, ale poniekąd w dalszym ciągu jego. Mógł z nią robić dokładnie to, co chciał.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down