Avelina miała jeden, konkretny plan na dziś – chciała spędzić czas na poddaszu z zaklęciami, które miały jakoś ochłodzić jej otoczenie. Zdecydowanie nie lubiła upałów i nie czuła się wtedy zbyt dobrze. Nie lubiła się pocić, nie lubiła, jak puchły jej dłonie od gorąca, że włosy zaczynały bardziej żyć swoim niż jej życiem. Zamiast tego została brutalnie wyciągnięta na marsz praw charłaków. Uważała, że słusznie walczy się o ich prawa – w końcu życie w magicznym Londynie nie było dla takich osób zbyt łatwe. Nie potrafiła sobie wyobrazić życia bez magii i jak miałaby tkwić w tych magicznych uliczkach bez swojej różdżki. A ci ludzie rodzą się wśród czarodziejów, są od dziecka otoczeni magią, ale zostają zepchnięci na margines – zapomniani.
Trzymała się blisko swojej kuzynki wiedząc, że ona jest bardziej skora do uczestniczenia w takich przedsięwzięciach i jakoś ją poprowadzi w tym tłumie. Dziewczyna skandowała razem z tłumem jakieś hasła, ale Avelina tylko kroczyła za nią wspierając ich w milczeniu. Taka już była. Nie lubiła się odzywać. Było nawet przyjemnie. Czuła moc od tych osób, które się tu znajdowały i nawet poszczyciła wszystkich szerokim uśmiechem. Ludzie po pewnym czasie zaczęli się bardziej ściskać, a Avelina straciła z oczu Norę. Zaczęła czuć obawę i delikatny strach, że za chwilę zostanie staranowana. Trafiła akurat wśród ludzi, gdzie było więcej mężczyzn przez, co była miażdżona wręcz. Tłum niósł ją ze sobą, a ona dokładnie nie wiedziała już gdzie była i czy nadal był to marsz w dobrej wierze. Próbowała się wydostać z tłumu, gdyż czuła jak nie mogła już oddychać. Było gorąco, mokro od potu innych osób i głośno. Gdzieś było słychać krzyki, a ona nie za bardzo wiedziała, co się dzieje.
Ave od zawsze była typem osoby, która raczej siedziała w domu i nie brała udziału w takich marszach. Wolała zdecydowanie działać z ukrycia, po cichu, niezauważalna. W tym momencie była zdecydowanie niezauważona, ale teraz jej to nie odpowiadało. Kilka razy krzyknęła imię swojej kuzynki, ale ta zniknęła jej z oczu. Po wyklinała trochę pod nosem próbując wydostać się ze ścisku. Nienawidziła tłumów, a tu miał być tylko spokojny marsz. Zapomniała na co stać ludzi.