02.09.2025, 16:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.09.2025, 16:48 przez Ambroise Greengrass-Yaxley.)
Obserwował każdy ruch Fenwicka, odnosząc wrażenie, jakby wszystko działo się w zwolnionym tempie, choć nie była to raczej kwestia upływu czasu. To jego ciało działało automatycznie, reagując czystymi instynktami, nie głębokimi analizami. To był ten wyjątkowo osobliwy stan pełnego skupienia, który dostrzegał nie tylko u siebie, lecz także w zachowaniu i wyrazie oczu przeciwnika. Trafił swój na swego. Oboje byli cholernie uparci i wyrachowany, żaden z nich nie zamierzał zrobić nic, co mogłoby skutkować poddaniem walki.
W tej chwili nie było już mowy o technice. Ciało pracowało za niego, adrenalina i zimna kalkulacja splatały się w jedno. Jeżeli mieli skończyć w trawie, Ambroise chciał być tym, który wbija drugiego w ziemię, nie odwrotnie. Jego spojrzenie śledziło przeciwnika, dostrzegając najdrobniejszy urywany oddech, każdy subtelny ruch nóg, każdy moment zwiększenia napięcia w ramionach... ...wszystko, co mogło zdradzić zamiar kolejnego ataku.
Trawa pod butami ustępowała stanowczo zbyt łatwo, ślizgała się w taki sposób, jakby sama chciała ich obu sprowadzić do poziomu, ale Ambroise nie zamierzał dać się tak po prostu zepchnąć w dół razem. Nie w taki sposób, jakiego oczekiwał Fenwick. Poczuł, jak wszystko w nim napina się jednocześnie... ...barki, brzuch, nawet ścięgna w dłoniach... ...skóra na karku piekła go od potu, a oddech przeciwnika mieszał się z jego własnym, gorący i nierówny.
Jego palce zacisnęły się kurczowo na ramionach przeciwnika, ramiona bolały go tak, jakby ktoś wbijał w nie gwoździe, ale nie puścił. Ból był jak sygnał, nie paraliżował, a podsycał gniew, skupiał go w jednym punkcie. Wiedział, że jeśli ten upadek nadejdzie, to razem... ...i wtedy wszystko będzie zależało od tego, kto pierwszy odzyska równowagę.
Napiął się jeszcze bardziej, świadomy, że w tej bliskości nie mieli już jakiegokolwiek marginesu. Każdy ruch był wymuszony, gwałtowny i ostateczny. Zęby miał zaciśnięte, powietrze wyrwało mu się z płuc szorstkim warknięciem. Cały ciężar włożył w mięśnie nóg, w to, by zmusić przeciwnika do ustąpienia choćby o krok.
Złapał mocniej materiał koszulki, zacisnął palce na ramionach Benjy'ego, nie dając tamtemu przestrzeni na oddech. Wiedział, że jeśli spróbuje go odepchnąć, nic z tego nie wyjdzie. Za bardzo się zwarli, stali za blisko siebie, jakby naprawdę byli spleceni w jakiejś brutalnej parodii tańca. Zamiast tego opadł w dół, nagłym szarpnięciem ulegając uderzeniu. Ciężar przeciwnika musiał gdzieś się przechylić.
Kiedy bark Benjy'ego znów wystrzelił w górę, jego ciało samo wybrało właściwy ruch. Odpowiedział dokładnie tym samym, puszczając gwałtownie i napierając na przyjaciela z bara.
AF (◉◉◉○○) - czy mamy tymczasowy impas, czy zaraz się wywalimy (i kto kogo)
Nie miał czasu na namysł, tylko na reakcję. W tej ciasnocie nie było miejsca na ciosy wyprowadzane z rozmachem. Liczył się każdy centymetr, każde drgnięcie. Pchnięcie barkiem, do jakiego posunął się Fenwick miało sens i swoje konkretne zadanie. Wytrącić go z fizycznej równowagi, przesunąć go chociaż o ułamek centymetra, sprawić, by stracił rytm. Ambroise czuł opór przyjaciela, twardy, zaciekły i właśnie ten opór prowokował go najbardziej.
- Masz jaja, ale brak ci rozsądku - zdarzył rzucić półgłosem, bardziej na wydechu niż pełnym warknięciem.
Jego zęby zgrzytnęły, bark go palił, ale w oczach miał tylko ten prosty scenariusz: albo obaj padną, albo on pociągnie Benjy'ego tak, by tamten pierwszy uderzył o ziemię. Nie istniała trzecia opcja.
Percepcja ( ◉◉○○○) - również szykuję się do momentu upadku
W tej chwili nie było już mowy o technice. Ciało pracowało za niego, adrenalina i zimna kalkulacja splatały się w jedno. Jeżeli mieli skończyć w trawie, Ambroise chciał być tym, który wbija drugiego w ziemię, nie odwrotnie. Jego spojrzenie śledziło przeciwnika, dostrzegając najdrobniejszy urywany oddech, każdy subtelny ruch nóg, każdy moment zwiększenia napięcia w ramionach... ...wszystko, co mogło zdradzić zamiar kolejnego ataku.
Trawa pod butami ustępowała stanowczo zbyt łatwo, ślizgała się w taki sposób, jakby sama chciała ich obu sprowadzić do poziomu, ale Ambroise nie zamierzał dać się tak po prostu zepchnąć w dół razem. Nie w taki sposób, jakiego oczekiwał Fenwick. Poczuł, jak wszystko w nim napina się jednocześnie... ...barki, brzuch, nawet ścięgna w dłoniach... ...skóra na karku piekła go od potu, a oddech przeciwnika mieszał się z jego własnym, gorący i nierówny.
Jego palce zacisnęły się kurczowo na ramionach przeciwnika, ramiona bolały go tak, jakby ktoś wbijał w nie gwoździe, ale nie puścił. Ból był jak sygnał, nie paraliżował, a podsycał gniew, skupiał go w jednym punkcie. Wiedział, że jeśli ten upadek nadejdzie, to razem... ...i wtedy wszystko będzie zależało od tego, kto pierwszy odzyska równowagę.
Napiął się jeszcze bardziej, świadomy, że w tej bliskości nie mieli już jakiegokolwiek marginesu. Każdy ruch był wymuszony, gwałtowny i ostateczny. Zęby miał zaciśnięte, powietrze wyrwało mu się z płuc szorstkim warknięciem. Cały ciężar włożył w mięśnie nóg, w to, by zmusić przeciwnika do ustąpienia choćby o krok.
Złapał mocniej materiał koszulki, zacisnął palce na ramionach Benjy'ego, nie dając tamtemu przestrzeni na oddech. Wiedział, że jeśli spróbuje go odepchnąć, nic z tego nie wyjdzie. Za bardzo się zwarli, stali za blisko siebie, jakby naprawdę byli spleceni w jakiejś brutalnej parodii tańca. Zamiast tego opadł w dół, nagłym szarpnięciem ulegając uderzeniu. Ciężar przeciwnika musiał gdzieś się przechylić.
Kiedy bark Benjy'ego znów wystrzelił w górę, jego ciało samo wybrało właściwy ruch. Odpowiedział dokładnie tym samym, puszczając gwałtownie i napierając na przyjaciela z bara.
AF (◉◉◉○○) - czy mamy tymczasowy impas, czy zaraz się wywalimy (i kto kogo)
Rzut Z 1d100 - 60
Sukces!
Sukces!
Nie miał czasu na namysł, tylko na reakcję. W tej ciasnocie nie było miejsca na ciosy wyprowadzane z rozmachem. Liczył się każdy centymetr, każde drgnięcie. Pchnięcie barkiem, do jakiego posunął się Fenwick miało sens i swoje konkretne zadanie. Wytrącić go z fizycznej równowagi, przesunąć go chociaż o ułamek centymetra, sprawić, by stracił rytm. Ambroise czuł opór przyjaciela, twardy, zaciekły i właśnie ten opór prowokował go najbardziej.
- Masz jaja, ale brak ci rozsądku - zdarzył rzucić półgłosem, bardziej na wydechu niż pełnym warknięciem.
Jego zęby zgrzytnęły, bark go palił, ale w oczach miał tylko ten prosty scenariusz: albo obaj padną, albo on pociągnie Benjy'ego tak, by tamten pierwszy uderzył o ziemię. Nie istniała trzecia opcja.
Percepcja ( ◉◉○○○) - również szykuję się do momentu upadku
Rzut N 1d100 - 55
Sukces!
Sukces!
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down