02.09.2025, 17:33 ✶
W takich chwilach nie było już mowy o technice, nie liczyły się żadne eleganckie chwyty. Tu chodziło o brutalny instynkt i o to, kto wytrzyma dłużej. Otworzyłem oczy szerzej, zobaczyłem błysk w jego - ten sam, który znałem od lat, kiedy szliśmy łeb w łeb. Tak - trafił swój na swego. A potem zderzyliśmy się barkami, przez co zupełnie zignorowałem jego słowną zaczepkę, nie miałem na nią czasu, bo wreszcie przechyliła się szala naszej fizycznej równowagi, niestety, na moją niekorzyść.
Upadek - chociaż byłem na niego gotowy - wybił mi powietrze z płuc, ziemia była twarda pod plecami, a trawa wilgotna i śliska. Ambroise przydusił mnie ciężarem, mocno, zdecydowanie, wreszcie dostał to, czego chciał od początku - kontrolę. Czułem jego łapy wpięte w moje ramiona, palce jak stalowe imadła. Zęby miał zaciśnięte, oddech prawie dosłownie parzył mi twarz.
Nie lubię być na dole w sytuacjach innych, niż seksualne, a to zdecydowanie takie nie było. Nie zamierzałem czerpać satysfakcji z bycia podduszanym. Moje ciało również zdziałało samo, nie potrzebowało planu - biodra szarpnęły w bok, noga poszła wysoko, możliwie jak najwyżej - szukałem kąta, żeby wytrącić go z tej jego cholernie wygodnej pozycji, w której zacząłem robić za jego poduszkę.
Usiłowałem podnieść głowę gwałtownie i walnąć go prosto z baniaka - tak, by czoło uderzyło w jego twarz z tępym trzaskiem. Krew poczułem szybciej niż ból, nie od razu wiedziałem, czy jego, czy moją własną. To był ruch brudny, pewnie bardziej pasujący do ulicznej bójki niż sparingu w ogrodzie Ursuli, ale takie właśnie miałem nawyki. Nie przyszło mi nawet do głowy, żeby się powstrzymać.
Nie obchodziło mnie, czy Geraldine uzna to za „dozwolone”, ani czy na ślubie ktoś pojawi się z rozbitym nosem - w tej sekundzie liczyło się tylko to, żeby pokazać mu, że nie da się mnie po prostu przygnieść i trzymać.
AF ◉◉◉◉○ - uderzenie z główki
jeśli się udało, to siła uderzenia - 10 największe, 1 najmniejsze
Upadek - chociaż byłem na niego gotowy - wybił mi powietrze z płuc, ziemia była twarda pod plecami, a trawa wilgotna i śliska. Ambroise przydusił mnie ciężarem, mocno, zdecydowanie, wreszcie dostał to, czego chciał od początku - kontrolę. Czułem jego łapy wpięte w moje ramiona, palce jak stalowe imadła. Zęby miał zaciśnięte, oddech prawie dosłownie parzył mi twarz.
Nie lubię być na dole w sytuacjach innych, niż seksualne, a to zdecydowanie takie nie było. Nie zamierzałem czerpać satysfakcji z bycia podduszanym. Moje ciało również zdziałało samo, nie potrzebowało planu - biodra szarpnęły w bok, noga poszła wysoko, możliwie jak najwyżej - szukałem kąta, żeby wytrącić go z tej jego cholernie wygodnej pozycji, w której zacząłem robić za jego poduszkę.
Usiłowałem podnieść głowę gwałtownie i walnąć go prosto z baniaka - tak, by czoło uderzyło w jego twarz z tępym trzaskiem. Krew poczułem szybciej niż ból, nie od razu wiedziałem, czy jego, czy moją własną. To był ruch brudny, pewnie bardziej pasujący do ulicznej bójki niż sparingu w ogrodzie Ursuli, ale takie właśnie miałem nawyki. Nie przyszło mi nawet do głowy, żeby się powstrzymać.
Nie obchodziło mnie, czy Geraldine uzna to za „dozwolone”, ani czy na ślubie ktoś pojawi się z rozbitym nosem - w tej sekundzie liczyło się tylko to, żeby pokazać mu, że nie da się mnie po prostu przygnieść i trzymać.
AF ◉◉◉◉○ - uderzenie z główki
Rzut PO 1d100 - 79
Sukces!
Sukces!
jeśli się udało, to siła uderzenia - 10 największe, 1 najmniejsze
Rzut 1d10 - 7
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)