02.09.2025, 17:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.09.2025, 19:00 przez Ambroise Greengrass-Yaxley.)
Percepcja ( ◉◉○○○) - dostrzeżenie zamiarów Benjy'ego
AF (◉◉◉○○) - unik
Był gotowy na zderzenie z ziemią, jednak nie do końca wywarzył własną siłę, gdy postanowił zderzyć się z Fenwickiem zamiast usiłował umknąć mu gdzieś w bok. Wpadł na przyjaciela z takim impetem, że w zaledwie kilka sekund obaj wylądowali na ziemi w niemal synchronizowanym upadku. Trawnik przyjął ich z nieprzyjemnym szelestem. Szczęście w nieszczęściu, to Benjy wzięł na siebie większość siły uderzenia.
Ambroise padł ciężko na przyjaciela, słysząc jak kumpel syczy przez zęby, gdy odjęło mu dech w piersiach. Sam też to poczuł, ten nieprzyjemny uścisk w klatce piersiowej trwający przez krótki moment, w którym jego własny oddech odmówił mu posłuszeństwa. Ale wystarczyło jedno spojrzenie w dół, na znajome oczy, w których błyszczał ten charakterystyczny upór, by adrenalina pchnęła go dalej.
Benjy nie leżał biernie. Ambroise widział, że tamten nie zamierzał tylko kopać na oślep i liczyć, że ciężar zniknie. Ruch jego ciała był inny, bardziej skupiony, napięty. Fenwick nie zamierzał się poddawać. Ramiona Benjy'ego naprężyły się pod jego dłońmi, nogi drgnęły jak sprężyny, a potem Roise dostrzegł ten mikroskopijny znak... ...głowa bruneta cofnęła się lekko w tył, kark napiął się jak cięciwa.
Ambroise znał ten manewr.
Brudny ruch, typowy dla ulicznej bijatyki, pasował idealnie do brutalnej wymiany zagrywek, którą teraz prowadzili. Instynkt Greengrassa ponownie zadziałał szybciej niż jego myśl. Odgiął głowę, odchylając plecy do tyłu, podczas gdy czoło Benjy'ego niemal w tej samej chwili przecięło powietrze tuż obok jego twarzy. Poczuł jak cudze włosy przy skroni muskają mu policzek, ale nie dał się trafić.
Zwierzęcy odruch pchnął go do kontrataku. Lewy łokieć, zgięty i przyciśnięty do boku, wyrwał się ku górze w krótkim, brutalnym pchnięciu. Celował tam, gdzie musiała być twarz kumpla albo co najmniej jego gardło. Nie widział dobrze, nie miał przestrzeni na precyzję, ale liczył, że uda mu się trafić choćby we fragment policzka, nosa, czegokolwiek, co należało do Fenwicka i czego ból miał zatrzymać przeciwnika nawet na moment.
Było to chaotyczne jak cała ta szarpanina. Roise nie myślał w tej sekundzie o elegancji ani o kontroli. To nie był sparing z ustalonymi zasadami. To była walka, w której decydowała szybkość instynktu.
AF (◉◉◉○○) - uderzenie z łokcia
Z siłą
Odkryj wiadomość pozafabularną
Rzut N 1d100 - 79
Sukces!
Sukces!
AF (◉◉◉○○) - unik
Rzut Z 1d100 - 17
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Był gotowy na zderzenie z ziemią, jednak nie do końca wywarzył własną siłę, gdy postanowił zderzyć się z Fenwickiem zamiast usiłował umknąć mu gdzieś w bok. Wpadł na przyjaciela z takim impetem, że w zaledwie kilka sekund obaj wylądowali na ziemi w niemal synchronizowanym upadku. Trawnik przyjął ich z nieprzyjemnym szelestem. Szczęście w nieszczęściu, to Benjy wzięł na siebie większość siły uderzenia.
Ambroise padł ciężko na przyjaciela, słysząc jak kumpel syczy przez zęby, gdy odjęło mu dech w piersiach. Sam też to poczuł, ten nieprzyjemny uścisk w klatce piersiowej trwający przez krótki moment, w którym jego własny oddech odmówił mu posłuszeństwa. Ale wystarczyło jedno spojrzenie w dół, na znajome oczy, w których błyszczał ten charakterystyczny upór, by adrenalina pchnęła go dalej.
Benjy nie leżał biernie. Ambroise widział, że tamten nie zamierzał tylko kopać na oślep i liczyć, że ciężar zniknie. Ruch jego ciała był inny, bardziej skupiony, napięty. Fenwick nie zamierzał się poddawać. Ramiona Benjy'ego naprężyły się pod jego dłońmi, nogi drgnęły jak sprężyny, a potem Roise dostrzegł ten mikroskopijny znak... ...głowa bruneta cofnęła się lekko w tył, kark napiął się jak cięciwa.
Ambroise znał ten manewr.
Brudny ruch, typowy dla ulicznej bijatyki, pasował idealnie do brutalnej wymiany zagrywek, którą teraz prowadzili. Instynkt Greengrassa ponownie zadziałał szybciej niż jego myśl. Odgiął głowę, odchylając plecy do tyłu, podczas gdy czoło Benjy'ego niemal w tej samej chwili przecięło powietrze tuż obok jego twarzy. Poczuł jak cudze włosy przy skroni muskają mu policzek, ale nie dał się trafić.
Zwierzęcy odruch pchnął go do kontrataku. Lewy łokieć, zgięty i przyciśnięty do boku, wyrwał się ku górze w krótkim, brutalnym pchnięciu. Celował tam, gdzie musiała być twarz kumpla albo co najmniej jego gardło. Nie widział dobrze, nie miał przestrzeni na precyzję, ale liczył, że uda mu się trafić choćby we fragment policzka, nosa, czegokolwiek, co należało do Fenwicka i czego ból miał zatrzymać przeciwnika nawet na moment.
Było to chaotyczne jak cała ta szarpanina. Roise nie myślał w tej sekundzie o elegancji ani o kontroli. To nie był sparing z ustalonymi zasadami. To była walka, w której decydowała szybkość instynktu.
AF (◉◉◉○○) - uderzenie z łokcia
Rzut Z 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!
Z siłą
Rzut 1d10 - 10
Zepsute rzuty po edycji. Pierwotnie było:
Percepcja 80
AF na unik 79
Percepcja 80
AF na unik 79
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down