03.09.2025, 19:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.09.2025, 13:32 przez Mona Rowle.)
Początkowo stoi z całą paczką, wita się z przybyłymi. Ściska Mathildę, przedstawia się Lyssie i zagaduje Roberta.
Mona odwzajemniła ciepły uścisk przyjaciółki, przyciągając ją do siebie, aby sam dotyk rozwiał resztki drżącej jeszcze w powietrzu iluzji. W jej spojrzeniu migotały obrazy ze sceny, kiedy to Mathilda jawiła się niczym cień utkany z piór i półmroku, nieludzka oraz urzekająca. Trudno było uwierzyć, że ta sama kobieta stała tuż obok.
— Podobało się to mało powiedziane — kobieta odparła szczerze, a w jej głosie brzmiała duma, której nie kryła. — Nie mogłam oderwać od siebie wzroku. Byłaś nie do poznania i dokładnie taka, jaka powinna być Ambicja. Potem porozmawiamy, idź się baw.
Drobny Artemis podpełzł po jej ramieniu, musnął skórę chłodnym, znajomym dotykiem, dając znać, że tęsknił. Rowle uniosła kąciki ust, widząc, jak Mathilda zajęła się gadzinkiem, ale nie odezwała się już ani słowem, gdy ta zniknęła pośród ludzi.
Cała sala emanowała elegancją, marmurowe posadzki lśniły pod blaskiem kryształowych żyrandoli i nawet dawało się odnieść subtelne wrażenie dystyngowanej hierarchii, która zawsze panowała na takich wydarzeniach. Rozmowy płynęły gładko, śmiechy odbijały się od wysokich ścian zdobionych złotymi sztukateriami, a smyczki orkiestry łagodnie zagłuszały przydługie toasty. Rudowłosa kobieta zatrzymała się przy krawędzi sali i pozwoliła sobie, aby jej wzrok powoli ogarnął przestrzeń. Była częścią tego towarzystwa, a zarazem jej obecność była nie do końca tak bardzo potrzebna. Nosiła na sobie niewidzialną skazę, której żaden jedwab ani żaden sznur pereł nie były w stanie przykryć tego wieczoru.
— Jak wy to robicie, że nie nuży was towarzystwo po zaledwie paru minutach? — bąknęła w stronę Roberta, kiedy gwar rozmów rozproszył się już po sali. Mona nie pamiętała, żeby kiedykolwiek poznała tylu ludzi w tak krótkim momencie. — Tak rzadko was widuję razem, że prawie zapomniałam, że to wasz żywioł — dodała z uśmiechem. Miała na myśli z pewnością dopieszczonego uwagą Hannibala, gromkie przywitanie Jonathana i… cokolwiek Robert robił, a co jak widać, działało. Jak ryby w wodzie. — Proszę wybacz mi bezpośredniość, ale dlaczego to właśnie do starej Mulciberowej się tak wam śpieszy? Jej krąg wydaje się w istocie całkiem odmienny od twojej… niemalże innej szkoła prawa, nieprawdaż? — spytała z wyraźnym zainteresowaniem, a następnie przez moment ciemne oczy Mony raz jeszcze przecięły salę, tym razem już celowo szukając sylwetki Electry. — Jego siostra tu jest.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Mona odwzajemniła ciepły uścisk przyjaciółki, przyciągając ją do siebie, aby sam dotyk rozwiał resztki drżącej jeszcze w powietrzu iluzji. W jej spojrzeniu migotały obrazy ze sceny, kiedy to Mathilda jawiła się niczym cień utkany z piór i półmroku, nieludzka oraz urzekająca. Trudno było uwierzyć, że ta sama kobieta stała tuż obok.
— Podobało się to mało powiedziane — kobieta odparła szczerze, a w jej głosie brzmiała duma, której nie kryła. — Nie mogłam oderwać od siebie wzroku. Byłaś nie do poznania i dokładnie taka, jaka powinna być Ambicja. Potem porozmawiamy, idź się baw.
Drobny Artemis podpełzł po jej ramieniu, musnął skórę chłodnym, znajomym dotykiem, dając znać, że tęsknił. Rowle uniosła kąciki ust, widząc, jak Mathilda zajęła się gadzinkiem, ale nie odezwała się już ani słowem, gdy ta zniknęła pośród ludzi.
Cała sala emanowała elegancją, marmurowe posadzki lśniły pod blaskiem kryształowych żyrandoli i nawet dawało się odnieść subtelne wrażenie dystyngowanej hierarchii, która zawsze panowała na takich wydarzeniach. Rozmowy płynęły gładko, śmiechy odbijały się od wysokich ścian zdobionych złotymi sztukateriami, a smyczki orkiestry łagodnie zagłuszały przydługie toasty. Rudowłosa kobieta zatrzymała się przy krawędzi sali i pozwoliła sobie, aby jej wzrok powoli ogarnął przestrzeń. Była częścią tego towarzystwa, a zarazem jej obecność była nie do końca tak bardzo potrzebna. Nosiła na sobie niewidzialną skazę, której żaden jedwab ani żaden sznur pereł nie były w stanie przykryć tego wieczoru.
— Jak wy to robicie, że nie nuży was towarzystwo po zaledwie paru minutach? — bąknęła w stronę Roberta, kiedy gwar rozmów rozproszył się już po sali. Mona nie pamiętała, żeby kiedykolwiek poznała tylu ludzi w tak krótkim momencie. — Tak rzadko was widuję razem, że prawie zapomniałam, że to wasz żywioł — dodała z uśmiechem. Miała na myśli z pewnością dopieszczonego uwagą Hannibala, gromkie przywitanie Jonathana i… cokolwiek Robert robił, a co jak widać, działało. Jak ryby w wodzie. — Proszę wybacz mi bezpośredniość, ale dlaczego to właśnie do starej Mulciberowej się tak wam śpieszy? Jej krąg wydaje się w istocie całkiem odmienny od twojej… niemalże innej szkoła prawa, nieprawdaż? — spytała z wyraźnym zainteresowaniem, a następnie przez moment ciemne oczy Mony raz jeszcze przecięły salę, tym razem już celowo szukając sylwetki Electry. — Jego siostra tu jest.
nici: przyjaźń (ciepła relacja rodzinna)
jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
wrzucony tu przez diabła