03.09.2025, 22:19 ✶
Gdyby ktoś kiedyś powiedział mu, że świadomie zechce spędzać czas z Prudence Bletchley, wywróciłby oczami i niechybnie wyśmiałby tego człowieka. A teraz mieli wspólne plany. Osobliwe były koleje życia.
- Spójrzmy zatem - kiwnął głową, słysząc słowa Bletchleyówny i praktycznie bez większego namysłu przechodząc do kartkowania kalendarza.
Lubił wiedzieć, co jest na rzeczy. Być może niespecjalnie znał się na astronomii, nie miał zapamiętanych wszelkich dat związanych z wyglądem nieba. Nie był w końcu Blackiem, choć miał kilku w gronie nie aż tak dalekich krewniaków (jak chyba każdy czystokrwisty wywodzący się z rodzin o dosyć konserwatywnych poglądach). Jednakże nie tylko samo słońce, lecz także fazy księżyca liczyły się w kwestiach związanych z ogrodnictwem, a na tych tematach znał się akurat praktycznie profesjonalnie. To oznaczało, że mógł szybko dać Prudence odpowiedzi, których oczekiwała, nawet jeśli jeszcze nie zadała żadnego pytania.
- Trzydziesty stycznia ma pełnię i zaćmienie księżyca - zaczął, bo to też była całkiem przydatna informacja; całkowite przeciwieństwo tego, czego szukali. - Kolejne zaćmienie słońca wraz z nowiem będzie dziesiątego czerwca przyszłego roku. Księżyca wraz z pełnią, hm, dwudziestego szóstego. Też czerwca. Później nic już nie ma. Aż do siedemdziesiątego trzeciego. Czwartego stycznia. Nów i zaćmienie słońca. Osiemnastego stycznia księżyc i pełnia. Co ciekawe, w czerwcu siedemdziesiątego trzeciego kolejność się odwraca. Najpierw, piętnastego, masz zaćmienie księżyca i pełnię, później... ...trzydziestego... ...nów ze słońcem. W lipcu... ...bardzo blisko... ...jest to samo. Piętnasty to pełnia z zaćmieniem księżyca, dwudziesty dziewiąty jest nowiem z zaćmieniem słońca. Grudzień też ma to samo. Dziesiąty i dwudziesty czwarty. Dalej nie ma sensu wybiegać - zakończył, przytrzymując strony brzegiem palca, po czym odchrząkując i wolną ręką sięgając po wodę. - Interesujące, z czego wynika ta zmiana - dodał po zwilżeniu sobie strun głosowych, przez chwilę patrząc na tablicę korkową zawieszoną na ścianie tuż za głową koleżanki.
Być może powinni nieco bardziej zainteresować się astronomią, jako konieczną podstawą dla wielu rytuałów i wzmacniania zaklęć, ale pogoda panująca na zewnątrz raczej nie sprzyjała praktycznej części poznawania nieba. Było zimno i ponuro, nawet jak na drugą część grudnia. Aura, jaką miał ten cały rok też nie należała zresztą do najprzyjemniejszych ani najprostszych do przełknięcia.
O tym jednak raczej nie zamierzali rozmawiać. Byli sojusznikami, nie tworzyli kółka wsparcia, nawet jeśli nie trudno było domyślić się, że każde z nich miało wiele poważnych powodów, aby unikać świątecznej krzątaniny i nie wyrażać zbytnich chęci przyłożenia ręki do sabatowych przygotowań. On nie pytał Prue, czemu tu była. Ona nie pytała jego. Mieli całkiem dobry, wygodny układ. To mu odpowiadało.
Co prawda, nie miał zielonego pojęcia, na jak długo, ale raczej chwilowo o tym nie myślał. Nawet w tej chwili po prostu założył, że mogą wybiec w przód te dwa czy może nawet trzy lata. To, czy rzeczywiście mieli do nich dotrwać, to była już zupełnie inna sprawa.
- A ty? Coś masz? - Spytał po chwili, odbijając wreszcie pytanie o aktualne zajęcia.
Nie widzieli się w końcu przez kilka dni. Ba, może bliżej tygodnia? Półtora? Trochę stracił rachubę czasu, ostatnio tak miał.
- Spójrzmy zatem - kiwnął głową, słysząc słowa Bletchleyówny i praktycznie bez większego namysłu przechodząc do kartkowania kalendarza.
Lubił wiedzieć, co jest na rzeczy. Być może niespecjalnie znał się na astronomii, nie miał zapamiętanych wszelkich dat związanych z wyglądem nieba. Nie był w końcu Blackiem, choć miał kilku w gronie nie aż tak dalekich krewniaków (jak chyba każdy czystokrwisty wywodzący się z rodzin o dosyć konserwatywnych poglądach). Jednakże nie tylko samo słońce, lecz także fazy księżyca liczyły się w kwestiach związanych z ogrodnictwem, a na tych tematach znał się akurat praktycznie profesjonalnie. To oznaczało, że mógł szybko dać Prudence odpowiedzi, których oczekiwała, nawet jeśli jeszcze nie zadała żadnego pytania.
- Trzydziesty stycznia ma pełnię i zaćmienie księżyca - zaczął, bo to też była całkiem przydatna informacja; całkowite przeciwieństwo tego, czego szukali. - Kolejne zaćmienie słońca wraz z nowiem będzie dziesiątego czerwca przyszłego roku. Księżyca wraz z pełnią, hm, dwudziestego szóstego. Też czerwca. Później nic już nie ma. Aż do siedemdziesiątego trzeciego. Czwartego stycznia. Nów i zaćmienie słońca. Osiemnastego stycznia księżyc i pełnia. Co ciekawe, w czerwcu siedemdziesiątego trzeciego kolejność się odwraca. Najpierw, piętnastego, masz zaćmienie księżyca i pełnię, później... ...trzydziestego... ...nów ze słońcem. W lipcu... ...bardzo blisko... ...jest to samo. Piętnasty to pełnia z zaćmieniem księżyca, dwudziesty dziewiąty jest nowiem z zaćmieniem słońca. Grudzień też ma to samo. Dziesiąty i dwudziesty czwarty. Dalej nie ma sensu wybiegać - zakończył, przytrzymując strony brzegiem palca, po czym odchrząkując i wolną ręką sięgając po wodę. - Interesujące, z czego wynika ta zmiana - dodał po zwilżeniu sobie strun głosowych, przez chwilę patrząc na tablicę korkową zawieszoną na ścianie tuż za głową koleżanki.
Być może powinni nieco bardziej zainteresować się astronomią, jako konieczną podstawą dla wielu rytuałów i wzmacniania zaklęć, ale pogoda panująca na zewnątrz raczej nie sprzyjała praktycznej części poznawania nieba. Było zimno i ponuro, nawet jak na drugą część grudnia. Aura, jaką miał ten cały rok też nie należała zresztą do najprzyjemniejszych ani najprostszych do przełknięcia.
O tym jednak raczej nie zamierzali rozmawiać. Byli sojusznikami, nie tworzyli kółka wsparcia, nawet jeśli nie trudno było domyślić się, że każde z nich miało wiele poważnych powodów, aby unikać świątecznej krzątaniny i nie wyrażać zbytnich chęci przyłożenia ręki do sabatowych przygotowań. On nie pytał Prue, czemu tu była. Ona nie pytała jego. Mieli całkiem dobry, wygodny układ. To mu odpowiadało.
Co prawda, nie miał zielonego pojęcia, na jak długo, ale raczej chwilowo o tym nie myślał. Nawet w tej chwili po prostu założył, że mogą wybiec w przód te dwa czy może nawet trzy lata. To, czy rzeczywiście mieli do nich dotrwać, to była już zupełnie inna sprawa.
- A ty? Coś masz? - Spytał po chwili, odbijając wreszcie pytanie o aktualne zajęcia.
Nie widzieli się w końcu przez kilka dni. Ba, może bliżej tygodnia? Półtora? Trochę stracił rachubę czasu, ostatnio tak miał.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down