04.09.2025, 12:06 ✶
Zareagowałem na to wszystko krótkim, trochę bezczelnym uśmiechem - takim, którego nie próbowałem nawet powstrzymywać. To było aż dziwne, jak łatwo przy niej przychodziło mi odpuszczanie czujności. Normalnie nawet bym nie dopuścił do tego, żeby ktoś się nade mną pochylał, by siadał tak blisko, gdy ja leżałbym rozbrojony, półprzytomny, a jednak - była tu ona, byłem ja, nawet nie próbowałem udawać, że coś jest nie tak.
Kiedy wspomniała, że Mabon tuż-tuż i faktycznie miało sens odłożenie tematu klątwy, przytaknąłem bez słów. Rozumiała, że nie chodziło o brak umiejętności, a o właściwy moment, lubiłem to, że nie musiałem jej tego tłumaczyć jak dziecku. Nie wszystko dało się załatwić siłą i nocami bez snu, czasem rozsądniej było poczekać na odpowiedni moment.
Może faktycznie nie miałem własnych czterech ścian, może sam musiałem umieć radzić sobie w byle jakich warunkach, ale to wcale nie znaczyło, że nie potrafiłem zadbać o czyjeś, zwłaszcza o jej. Nie musiałem się nad tym rozwodzić, oboje wiedzieliśmy, że definicje, w jakie się zaplątaliśmy, były dalekie od standardu, ale były nasze, i to wystarczało. Jej stwierdzenie, że powoli zaczyna mieć to ręce i nogi, wywołało u mnie cichy pomruk zadowolenia. Wiedziałem, jak to wyglądało, zanim tu wszedłem - sam bałagan trochę mnie przygniótł, a co dopiero ją, dla której to miejsce naprawdę coś znaczyło, jeśli więc mogłem choć trochę przywrócić jej poczucie kontroli, to było warte każdej przeznaczonej minuty.
Słysząc jej słowa, że nie miałaby nic przeciwko tym kilku chwilom samej w łazience, uśmiechnąłem się szerzej. Widziałem, że walczyła sama ze sobą - to było wewnętrzne starcie między tym, że to dla niej za dużo, a tym, że wcale nie chce tego odrzucać. Dobrze - nie musiała. Kąpiel po ciężkiej nocy potrafiła zmyć z ciała więcej niż brud czy kurz. Potrafiła zmyć napięcie, zostawić po sobie spokój.
- To dobsze. - Powiedziałem wyjątkowo miękko, co u mnie nie zdarzało się często. - W takim lasie nie luszaj palcem. Ja szię tym zajmę. - Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby mówił to ktoś inny, ale ja? Ja, który na co dzień nawet o siebie nie dbałem pod takimi względami, który przywykł do tego, że każdy radzi sobie sam i nie liczy na nikogo. To, że w ogóle chciało mi się to robić, nawet pomyślałem o takich rzeczach - to mówiło samo za siebie, nie podniosłem się jednak jeszcze, by spełnić propozycję, chwilowo było nam tu raczej całkiem wygodnie, nie trzeba było od razu tego zakłócać nadgorliwością.
- Dokładnie, zadbałem o wszystko. - Potwierdziłem spokojnie. Podniosłem brew sugestywnie, chociaż oczy nadal miałem półprzymknięte. - Nawiasem mówiąc… Okno w sypialni tesz jusz zabezpieczyłem. - Powiedziałem to tak, że właściwie nie musiałem dodawać nic więcej. Leniwy uśmiech, od którego nie potrafiłem się powstrzymać, sam załatwił resztę. Wiedziałem, że zrozumie, co mam na myśli. Niby to było tylko stwierdzenie faktu, ale wypowiedziane w taki sposób, że trudno było nie dosłyszeć w tym drugiego dna, i wcale się nie siliłem, żeby to ukryć. Drobna rzecz, taka sama jak w salonie czy w kuchni, ale ton zdradzał, że absolutnie nie chodziło mi wyłącznie o praktyczność. Otworzyłem jedno oko, żeby przyjrzeć się jej twarzy, a potem znowu je przymknąłem, udając, że wcale nie zależy mi na odpowiedzi.
Poprzednim razem, kiedy tu byłem, jeszcze jako kompletnie obcy jej człowiek, nie miałem w ogóle okazji obejrzeć tego miejsca, nie chodziłem po kątach, nie otwierałem drzwi, nie zaglądałem do środka. Nie moja sprawa, nie moje ściany, nie moja prywatność, teraz też nie szwendałem się bez sensu, nie naruszałem przestrzeni, która nie należała do mnie, zrobiłem, co trzeba, i nic więcej. Szkło, kurz i pył, okna - tyle, ale jeśli już tak się złożyło, że dostałem klucze, skoro wpuściła mnie do siebie tak na serio, to nie miałbym nic przeciwko… Małemu oprowadzeniu. Oficjalnemu, ale bez tej całej chaotycznej części z pokazywaniem kwiatków na balkonie. Na słowa o odpoczynku, parsknąłem pod nosem, bez kpiny, raczej z czymś na kształt rozbawienia.
- Ze mną jest inaczej. - Odpowiedziałem od razu. - Ja potlafię odpocząś, kiedy chcę. Wystalczy, sze zamknę oczy na pięś minut. - Mogłem być niewyspany, mogłem czuć to wszystko w karku i w powiekach, ale cholera, byłem czujny aż nadto - i bardziej niż świadomy, co właśnie powiedziałem - były rzeczy ważne i ważniejsze. A tu i teraz nic nie było ważniejsze od faktu, że pierwszy raz zostaliśmy zupełnie sami, poza Exmoor, bez czujnych spojrzeń, niczyjego oddechu za plecami. Pierwszy raz mieliśmy przestrzeń tylko dla siebie. Naturalne było więc, że myśli uciekały mi w bardzo konkretnym kierunku. Nie siliłem się nawet, żeby je zatrzymać.
- Odpoczywam, pszeciesz widzisz. - Dodałem, przyciągając ją bliżej, tak żeby poczuła ciężar mojego ramienia mocniej, bardziej otulająco.
!Strach przed imieniem
Kiedy wspomniała, że Mabon tuż-tuż i faktycznie miało sens odłożenie tematu klątwy, przytaknąłem bez słów. Rozumiała, że nie chodziło o brak umiejętności, a o właściwy moment, lubiłem to, że nie musiałem jej tego tłumaczyć jak dziecku. Nie wszystko dało się załatwić siłą i nocami bez snu, czasem rozsądniej było poczekać na odpowiedni moment.
Może faktycznie nie miałem własnych czterech ścian, może sam musiałem umieć radzić sobie w byle jakich warunkach, ale to wcale nie znaczyło, że nie potrafiłem zadbać o czyjeś, zwłaszcza o jej. Nie musiałem się nad tym rozwodzić, oboje wiedzieliśmy, że definicje, w jakie się zaplątaliśmy, były dalekie od standardu, ale były nasze, i to wystarczało. Jej stwierdzenie, że powoli zaczyna mieć to ręce i nogi, wywołało u mnie cichy pomruk zadowolenia. Wiedziałem, jak to wyglądało, zanim tu wszedłem - sam bałagan trochę mnie przygniótł, a co dopiero ją, dla której to miejsce naprawdę coś znaczyło, jeśli więc mogłem choć trochę przywrócić jej poczucie kontroli, to było warte każdej przeznaczonej minuty.
Słysząc jej słowa, że nie miałaby nic przeciwko tym kilku chwilom samej w łazience, uśmiechnąłem się szerzej. Widziałem, że walczyła sama ze sobą - to było wewnętrzne starcie między tym, że to dla niej za dużo, a tym, że wcale nie chce tego odrzucać. Dobrze - nie musiała. Kąpiel po ciężkiej nocy potrafiła zmyć z ciała więcej niż brud czy kurz. Potrafiła zmyć napięcie, zostawić po sobie spokój.
- To dobsze. - Powiedziałem wyjątkowo miękko, co u mnie nie zdarzało się często. - W takim lasie nie luszaj palcem. Ja szię tym zajmę. - Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby mówił to ktoś inny, ale ja? Ja, który na co dzień nawet o siebie nie dbałem pod takimi względami, który przywykł do tego, że każdy radzi sobie sam i nie liczy na nikogo. To, że w ogóle chciało mi się to robić, nawet pomyślałem o takich rzeczach - to mówiło samo za siebie, nie podniosłem się jednak jeszcze, by spełnić propozycję, chwilowo było nam tu raczej całkiem wygodnie, nie trzeba było od razu tego zakłócać nadgorliwością.
- Dokładnie, zadbałem o wszystko. - Potwierdziłem spokojnie. Podniosłem brew sugestywnie, chociaż oczy nadal miałem półprzymknięte. - Nawiasem mówiąc… Okno w sypialni tesz jusz zabezpieczyłem. - Powiedziałem to tak, że właściwie nie musiałem dodawać nic więcej. Leniwy uśmiech, od którego nie potrafiłem się powstrzymać, sam załatwił resztę. Wiedziałem, że zrozumie, co mam na myśli. Niby to było tylko stwierdzenie faktu, ale wypowiedziane w taki sposób, że trudno było nie dosłyszeć w tym drugiego dna, i wcale się nie siliłem, żeby to ukryć. Drobna rzecz, taka sama jak w salonie czy w kuchni, ale ton zdradzał, że absolutnie nie chodziło mi wyłącznie o praktyczność. Otworzyłem jedno oko, żeby przyjrzeć się jej twarzy, a potem znowu je przymknąłem, udając, że wcale nie zależy mi na odpowiedzi.
Poprzednim razem, kiedy tu byłem, jeszcze jako kompletnie obcy jej człowiek, nie miałem w ogóle okazji obejrzeć tego miejsca, nie chodziłem po kątach, nie otwierałem drzwi, nie zaglądałem do środka. Nie moja sprawa, nie moje ściany, nie moja prywatność, teraz też nie szwendałem się bez sensu, nie naruszałem przestrzeni, która nie należała do mnie, zrobiłem, co trzeba, i nic więcej. Szkło, kurz i pył, okna - tyle, ale jeśli już tak się złożyło, że dostałem klucze, skoro wpuściła mnie do siebie tak na serio, to nie miałbym nic przeciwko… Małemu oprowadzeniu. Oficjalnemu, ale bez tej całej chaotycznej części z pokazywaniem kwiatków na balkonie. Na słowa o odpoczynku, parsknąłem pod nosem, bez kpiny, raczej z czymś na kształt rozbawienia.
- Ze mną jest inaczej. - Odpowiedziałem od razu. - Ja potlafię odpocząś, kiedy chcę. Wystalczy, sze zamknę oczy na pięś minut. - Mogłem być niewyspany, mogłem czuć to wszystko w karku i w powiekach, ale cholera, byłem czujny aż nadto - i bardziej niż świadomy, co właśnie powiedziałem - były rzeczy ważne i ważniejsze. A tu i teraz nic nie było ważniejsze od faktu, że pierwszy raz zostaliśmy zupełnie sami, poza Exmoor, bez czujnych spojrzeń, niczyjego oddechu za plecami. Pierwszy raz mieliśmy przestrzeń tylko dla siebie. Naturalne było więc, że myśli uciekały mi w bardzo konkretnym kierunku. Nie siliłem się nawet, żeby je zatrzymać.
- Odpoczywam, pszeciesz widzisz. - Dodałem, przyciągając ją bliżej, tak żeby poczuła ciężar mojego ramienia mocniej, bardziej otulająco.
!Strach przed imieniem
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)