04.09.2025, 13:57 ✶
Hestia została wysłana do patrolowania mugolskiego Londynu tak na wszelki wypadek gdyby albo zaplątał się tutaj jakiś czarodziej, a przecież nie kazdy mieszkał w typowych magicznych lokalizacjach, albo, co gorsza, gdyby ktoś magiczny postanowił również aktywnie siać zamęt i tutaj.
Na razie jednak sytuacja nie miała się gorzej niż podczas całej tej nocy. To znaczy było okropnie, naprawdę okropnie, ale nikt nie wpadł na pomysł, aby uczynić tę całą sytuacją jeszcze okropniejszą.
I nagle w tym wszystkich usłyszała głos, którego nie spodziewała się dzisiaj usłyszeć.
– Henry? – wydusił z siebie, odwzajemniając uścisk, jednocześnie uważając na rękę Lockharta. – Na Merlina, Henry, jak się cieszę, że cię widzę. Nic ci nie jest? To znaczy no... Poza... Ten. Co ci się stało w rękę? – Może powinni zabrać go do jakiegoś lekarza? Nie znała się za bardzo na poważnych ramach, ale ten temblak raczej wyglądał na prowizoryczny, a to nie mogło być dobrze.
– Tak mam się dobrze, a... – I wtedy do niej dotarło. Ona miała się dobrze. Wszyscy wokoł niej byli jakoś poturbowani, zaatakowani, a ona chociaż działo się naprawdę strasznie dużo, miała może co najwyzej jakiegoś siniaka o którym nie wiedziała.
Świat wokół niej płonął, a jej było absolutnie nic.
Przełknęła ślinę.
– Tak, ja... Moi rodzice mają się chyba dobrze, ale Alice... Tata mówił, że poraniło ją szkło. No i nie wiem jak mój dom. – Ale nie miała złamanej ręki. W jej ciele nie tkwiły szklane odłamki, ani nikt nie próbował bezpośrednio zaatakować jej na ulicy jak to miało miejsce w przypadku Atreusa. – A jak... Jak ty się czujesz? Może zabiorę cię do Munga?
Na razie jednak sytuacja nie miała się gorzej niż podczas całej tej nocy. To znaczy było okropnie, naprawdę okropnie, ale nikt nie wpadł na pomysł, aby uczynić tę całą sytuacją jeszcze okropniejszą.
I nagle w tym wszystkich usłyszała głos, którego nie spodziewała się dzisiaj usłyszeć.
– Henry? – wydusił z siebie, odwzajemniając uścisk, jednocześnie uważając na rękę Lockharta. – Na Merlina, Henry, jak się cieszę, że cię widzę. Nic ci nie jest? To znaczy no... Poza... Ten. Co ci się stało w rękę? – Może powinni zabrać go do jakiegoś lekarza? Nie znała się za bardzo na poważnych ramach, ale ten temblak raczej wyglądał na prowizoryczny, a to nie mogło być dobrze.
– Tak mam się dobrze, a... – I wtedy do niej dotarło. Ona miała się dobrze. Wszyscy wokoł niej byli jakoś poturbowani, zaatakowani, a ona chociaż działo się naprawdę strasznie dużo, miała może co najwyzej jakiegoś siniaka o którym nie wiedziała.
Świat wokół niej płonął, a jej było absolutnie nic.
Przełknęła ślinę.
– Tak, ja... Moi rodzice mają się chyba dobrze, ale Alice... Tata mówił, że poraniło ją szkło. No i nie wiem jak mój dom. – Ale nie miała złamanej ręki. W jej ciele nie tkwiły szklane odłamki, ani nikt nie próbował bezpośrednio zaatakować jej na ulicy jak to miało miejsce w przypadku Atreusa. – A jak... Jak ty się czujesz? Może zabiorę cię do Munga?