04.09.2025, 15:22 ✶
Helloise była tamtej nocy tylko obserwatorem. Oglądała, jak ogień i popiół wystawiają tuż przed jej nosem intensywną sztukę o śmierci i zniszczeniu, w której czarownica mogła współuczestniczyć. Nie miała przy tym żadnego planu ani celu, poza tym jednym, aby przed nastaniem poranka stawić się tam, gdzie zaprosił ją zaprzyjaźniony Śmierciożerca. Świtu nie było widać jeszcze na horyzoncie, miała więc godziny dla siebie i mogła wędrować po Londynie tam, gdzie ją niósł los. Nie było powodów, aby nie powędrować zatem za Scarlett do jej domu, skoro ta złożyła taką propozycję; Helloise przystała na to milcząco, ruszając za dziewczyną.
Nie była podczas tej przechadzki nadto rozmowna. Przytłoczona ilością spływających zewsząd intensywnych wrażeń i do pewnego stopnia ogłupiona opium, całkowicie oddała się obserwacji. Od czasu do czasu krótkimi pomrukami przestrzegała jedynie na wszelki wypadek przed tą czy inną zalegającą na ich drodze przeszkodą bądź drobnym niebezpieczeństwem.
Dojrzała znajomą blond czuprynę, jeszcze nim Baldwin zdecydował się odezwać, lecz nie zdradziła się z tym, gotowa minąć go i iść tam, gdzie ją poprowadzi Scarlett. Tymczasem ta — ku zdziwieniu Heli — poprowadziła je prosto do Malfoya, który jakże zgrabnie w swoim opłakanym stanie wpasowywał się w krajobraz. Mimo krwi, nie sprawiał wrażenia krytycznie rannego.
Gdy wymienił pierwsze czułe powitania z jej nową koleżanką, Helloise pozdrowiła go z taką samą lekkością, z jaką witała jego i Lorraine, przechodząc między kowenowymi ławami:
— Chwała niech będzie Matce, że wciąż kroczysz żyw przez tę noc, Baldwinie.
Do koszyczka zajrzeć było ciężko, ponieważ wiklinowe klapy opuszczono. Dekolt natomiast stanowił mniejsze wyzwanie: wcięcie było dość głębokie, a materiał lekki i płynący. Zbyt lekki jak na wrześniowe wieczory; płaszcz — jak dobra chrześcijanka — czarownica zdjęła z grzbietu i oddała wcześniej potrzebującej. Aura Londynu tchnęła jednakże takim gorącem, że gdyby Hela potrzebowała się ogrzać, z pewnością znalazłaby ciepły kąt.
— Nie przedstawiłeś mi nigdy wcześniej Scarlett. — Nie tyle patrzyła wprost na Baldwina, a bardziej snuła spojrzeniem po tej dwójce, zwiedzając bezwstydnie ich zażyłość, czułe gesty i słowa. — Znalazłam ją dziś, gdy… heroicznie… wyszła sama przeciwko trzem rozbójnikom w obronie kobiety. Ciebie też — uniosła wzrok na jego nos — natchnęło poczucie rycerskości?
Helloise także uzdrowicielem z prawdziwego zdarzenia nie była, lecz jako farmaceutka plasowała się już nieco bliżej medyka od spirytystki i obiecującej prawniczki. Wiedziała, co należy podawać, na jakie dolegliwości i… na oko umiała ocenić czasem odpowiednią dawkę.
— Mogę pomóc z bólem i krwią — uchyliła klapę koszyczka, aby przejrzeć swoje zasoby — ale obawiam się, że nie dałabym rady poskładać go prosto.
Nie była podczas tej przechadzki nadto rozmowna. Przytłoczona ilością spływających zewsząd intensywnych wrażeń i do pewnego stopnia ogłupiona opium, całkowicie oddała się obserwacji. Od czasu do czasu krótkimi pomrukami przestrzegała jedynie na wszelki wypadek przed tą czy inną zalegającą na ich drodze przeszkodą bądź drobnym niebezpieczeństwem.
Dojrzała znajomą blond czuprynę, jeszcze nim Baldwin zdecydował się odezwać, lecz nie zdradziła się z tym, gotowa minąć go i iść tam, gdzie ją poprowadzi Scarlett. Tymczasem ta — ku zdziwieniu Heli — poprowadziła je prosto do Malfoya, który jakże zgrabnie w swoim opłakanym stanie wpasowywał się w krajobraz. Mimo krwi, nie sprawiał wrażenia krytycznie rannego.
Gdy wymienił pierwsze czułe powitania z jej nową koleżanką, Helloise pozdrowiła go z taką samą lekkością, z jaką witała jego i Lorraine, przechodząc między kowenowymi ławami:
— Chwała niech będzie Matce, że wciąż kroczysz żyw przez tę noc, Baldwinie.
Do koszyczka zajrzeć było ciężko, ponieważ wiklinowe klapy opuszczono. Dekolt natomiast stanowił mniejsze wyzwanie: wcięcie było dość głębokie, a materiał lekki i płynący. Zbyt lekki jak na wrześniowe wieczory; płaszcz — jak dobra chrześcijanka — czarownica zdjęła z grzbietu i oddała wcześniej potrzebującej. Aura Londynu tchnęła jednakże takim gorącem, że gdyby Hela potrzebowała się ogrzać, z pewnością znalazłaby ciepły kąt.
— Nie przedstawiłeś mi nigdy wcześniej Scarlett. — Nie tyle patrzyła wprost na Baldwina, a bardziej snuła spojrzeniem po tej dwójce, zwiedzając bezwstydnie ich zażyłość, czułe gesty i słowa. — Znalazłam ją dziś, gdy… heroicznie… wyszła sama przeciwko trzem rozbójnikom w obronie kobiety. Ciebie też — uniosła wzrok na jego nos — natchnęło poczucie rycerskości?
Helloise także uzdrowicielem z prawdziwego zdarzenia nie była, lecz jako farmaceutka plasowała się już nieco bliżej medyka od spirytystki i obiecującej prawniczki. Wiedziała, co należy podawać, na jakie dolegliwości i… na oko umiała ocenić czasem odpowiednią dawkę.
— Mogę pomóc z bólem i krwią — uchyliła klapę koszyczka, aby przejrzeć swoje zasoby — ale obawiam się, że nie dałabym rady poskładać go prosto.
dotknij trawy