Lauretta Selwyn
Lauretta Selwyn, tytułowa bohaterka największej premiery sezonu, primabalerina teatru The Globe, niekwestionowana najwybitniejsza tancerka swojego pokolenia.
Jej szata z oczywistych względów nie była kostiumem, w którym tańczyła na scenie.
Była lepsza. Piękniejsza. Sprawiająca wrażenie, że została utkana z soczystych promieni słońca i lepkiego, intensywnego aromatu pomarańczy. Sprawiająca, że każdy ruch, każdy krok hipnotyzował, wypełniał powietrze elektryzującym oczekiwaniem i niemym zachwytem perfekcyjnego ciała.
Już od progu odłączyła się od swojego kuzyna, który szczęśliwie w tym najważniejszym momencie partnerowania na scenie jej nie zawiódł, ale - według szacunków Lauretty - zdecydowanie za bardzo adorował półkrwistą przybłędę. Nie zamierzała być zbyt długo widziana w takim towarzystwie, szczególnie, że podług posiadanych informacji jej patron znajdował się na widowni, a jego zdanie w materii tanecznych uniesień, tanecznej ekstazy było w tym momencie kluczowe.
Przemykała pośród ludzi z gracją. Zwiewnie i eterycznie, zmiękczając ostre rysy twarzy serdecznym uśmiechem i pełnymi wyuczonej pokory ukłonami. Ułożone w ciasny kok włosy wciąż mieniły się złocistą biżuterią, lecz żaden zapodziany kosmyk nie burzył portretu idealnej artystki, o twarzy konturowanej złotem i brązem. Ucieleśnienie kultury.
...jakże mi miło, bardzo dziękuję, owszem jutro też tańczę, ale czymże moje serce nie wytrzymałoby z żałości, gdybym zawiodła wasze oczekiwanie, gdybym choć na moment nie mogła spotkać się z tymi, bez których nikt tutaj nie byłby wart więcej niż kilka knutów, wspaniała publiczność, wspaniały wieczór, jesteście nadzieją, dla was... to wszystko dla was...
Słowa jak perły sypały się z ust, gdy w końcu na swojej tanecznej drogę podczas bankietu dotarła do aurora, którego wpłata na jej rzecz poszła niemal w całości na kreację, którą teraz nosiła.
– Atreusie... – stonowany uśmiech nie mógł przykryć ekscytacji lśniącej w zwykle chłodnych i metodycznych oczach. – ...mam nadzieję, że nie zawiodłam Twoich oczekiwań. – Oczywiście, że to nie miało miejsca, etykieta wymagała jednak połechtania ego tych, bez których rzeczywiście nie miałaby szansy na wielkość. – Zechcesz mnie przedstawić swoim przyjaciołom? – zapytała, odległa od Ministerialnego świata, skupiona na swojej własnej, osobistej wojnie, o utrzymanie stołka primabaleriny.
Osoby chętne o interakcje z innymi npc proszę o kontakt przez PW
Robert