06.09.2025, 12:44 ✶
Parsknąłem pod nosem, kiedy próbowała mnie brać pod włos, a przecież to nie było tak, że ja… Chociaż cholera, wcale nie mogłem udawać, że ten kierunek myśli nie przychodził mi sam. Robił to zbyt łatwo, zbyt naturalnie. Nie musieliśmy być typowi, tak naprawdę w niczym. Oboje wiedzieliśmy, że ta bliskość nie była czymś oczywistym, a jednak przychodziła tak cholernie łatwo. Typowe rozwiązania nigdy nie były moją domeną, a z nią to wszystko nabierało sensu w ten pokręcony, własny sposób. Nie mogłem się powstrzymać. Zbyt naturalnie wychodziło mi prowokowanie jej, zwłaszcza kiedy odpowiadała tak, jakbyśmy oboje wiedzieli, do czego prowadzi ta gra, tylko odwlekali moment, w którym jedno z nas zdecyduje się zrobić następny krok. Przymknąłem oczy, uśmiechając się półgębkiem, kiedy tak bez większego trudu łapała moje aluzje i zgrabnie je obracała w coś swojego. Nie miała pojęcia, jak cholernie prosto było przy niej zapomnieć o całym świecie, albo miała i wykorzystywała to w stu procentach. Mogła mówić o odpoczynku, rzucać półżartem, że łóżko jest wygodne, ale nie była w stanie wmówić mi, że to pierwsze, co miała na myśli. Zbyt dobrze ją czytałem.
- Jasne, jasne. - Mruknąłem, unosząc brwi w wyraźnym niedowierzaniu. - Pielwsze, co ci pszyszło do głowy, to sen. Nie wieszę w to ani tlochę. - Parsknąłem cicho, gdy dorzuciła coś o wannie. - No, pięknie. - Mruknąłem. - Wanna wygodna, łószko wygodne… Jeszcze powiedz, sze kuchnia tesz ma swoje zalety i nie będę miał szadnej wymówki, szeby stąd wyjść. - Zawiesiłem głos na moment, czekając, aż uniesie brew, bo znała mnie już na tyle, by wiedzieć, że nie chodziło mi o kuchnię. Kiedy nazwała się słabą gospodynią, zaśmiałem się cicho i pokręciłem głową.
- Słaba? Wiesz, ilu facetów chciałoby dostaś klucze do twojego klólestwa? - Spytałem, unosząc brew i uśmiechając się w pół żartobliwie, pół poważnie. Droczenie się z nią było zbyt przyjemne, by od razu wyciągać wszystkie karty, ale ta akurat powinna znaleźć się w jej ręce, miała naprawdę urocze mieszkanko, chociaż, prawdę mówiąc, poprzednim razem, kiedy znalazłem się w tym miejscu, nie miałem nawet okazji zobaczyć jego prawdziwego oblicza. Wtedy byłem obcym, kimś z zewnątrz, kto pojawił się z praktycznej potrzeby, i zachowywałem się odpowiednio - żadnego chodzenia po kątach, żadnych niepotrzebnych spojrzeń. Teraz sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, nadal nie rozglądałem się na własną rękę, bo nie chciałem naruszać jej przestrzeni, ale tym razem nie byłem już intruzem. Jeśli miałem ją poznać, to tylko z jej inicjatywy, i cholernie mnie kusiło, by pozwoliła mi jeszcze szerzej zobaczyć jej świat od środka.
- To, sze jeszcze nie zlobiłaś mi oficjalnej wycieczki, tylko sprawia, sze mam, po co wlacaś. - Przesunąłem dłonią po jej plecach, powoli, jakby od niechcenia, chociaż dobrze wiedziałem, że takie drobiazgi robią różnicę. Pierwszy raz mogliśmy pozwolić sobie na zwyczajność, a raczej na własne jej definicje. Naturalne było, że moje myśli biegły w bardzo konkretnym kierunku. W końcu byłem tylko człowiekiem, prostym facetem, któremu podobała się jego kobieta. Patrzyłem na nią i czułem w sobie tę chęć coraz mocniej, żeby wreszcie wykorzystać okazję, nacieszyć się bliskością, która do tej pory zawsze musiała być przefiltrowana przez okoliczności. - No, ale skolo jusz szię tak deklalujesz… To ploponuję zacząś od najwaszniejszego pokoju. - Zawiesiłem głos na moment, jakbym rozważał coś poważnego. - Łazienka czy sypialnia, twoja decyzja. - Kiedy mówiłem to w ten sposób, brzmiało jak całkiem zwyczajna propozycja, ale moje spojrzenie - i to, jak leniwie przejechałem kciukiem po jej boku - nie zostawiało złudzeń, że nie chodzi mi o nic niewinnego. - Ostatecznie mogę znieść oplowadzanie w tladycyjnej kolejności. - Dodałem, przeciągając słowa, kiedy przylgnęła do mnie jeszcze ciaśniej. Poczułem ciepło jej ciała tak wyraźnie, że serce zabiło odrobinę szybciej. Nie ruszyłem się gwałtownie, zamiast tego pozwoliłem dłoni przesunąć się powoli wzdłuż jej ramienia, zatrzymując się na moment w miejscu, gdzie skóra była najcieplejsza. - Salon, kuchnia, łazienka, sypialnia… Ale nie obiecuję, sze na końcu będę jeszcze w stanie skupiś szię na tym, co mówisz. - Zawiesiłem na niej spojrzenie, a kącik moich ust drgnął w półuśmiechu. Nie musiałem dodawać nic więcej, sugestia wisiała w powietrzu wystarczająco wyraźnie. Pierwszy raz mieliśmy moment, który należał tylko do nas, i choć sam zwykle trzymałem się twardo praktycznych ram, tutaj aż prosiło się, żeby je rozciągnąć. Moje słowa zabrzmiały żartobliwie, ale były w nich dwa dna. Owszem, dokuczałem jej lekko, ale też sugerowałem, że chciałbym dowiedzieć się więcej, zobaczyć więcej, poczuć się częścią tego świata, który tak skrzętnie chroniła. Świat Prudence, jej mieszkanie, to nie było coś, co brało się szturmem. To było miejsce, do którego mnie dopuściła, i jeśli miała ochotę naprawdę je pokazać, tym lepiej, a jeśli przy tym miało się zacząć od wanny i sypialni… No, cóż, jak to mówiłem - rzeczy ważne i ważniejsze.
- Jasne, jasne. - Mruknąłem, unosząc brwi w wyraźnym niedowierzaniu. - Pielwsze, co ci pszyszło do głowy, to sen. Nie wieszę w to ani tlochę. - Parsknąłem cicho, gdy dorzuciła coś o wannie. - No, pięknie. - Mruknąłem. - Wanna wygodna, łószko wygodne… Jeszcze powiedz, sze kuchnia tesz ma swoje zalety i nie będę miał szadnej wymówki, szeby stąd wyjść. - Zawiesiłem głos na moment, czekając, aż uniesie brew, bo znała mnie już na tyle, by wiedzieć, że nie chodziło mi o kuchnię. Kiedy nazwała się słabą gospodynią, zaśmiałem się cicho i pokręciłem głową.
- Słaba? Wiesz, ilu facetów chciałoby dostaś klucze do twojego klólestwa? - Spytałem, unosząc brew i uśmiechając się w pół żartobliwie, pół poważnie. Droczenie się z nią było zbyt przyjemne, by od razu wyciągać wszystkie karty, ale ta akurat powinna znaleźć się w jej ręce, miała naprawdę urocze mieszkanko, chociaż, prawdę mówiąc, poprzednim razem, kiedy znalazłem się w tym miejscu, nie miałem nawet okazji zobaczyć jego prawdziwego oblicza. Wtedy byłem obcym, kimś z zewnątrz, kto pojawił się z praktycznej potrzeby, i zachowywałem się odpowiednio - żadnego chodzenia po kątach, żadnych niepotrzebnych spojrzeń. Teraz sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, nadal nie rozglądałem się na własną rękę, bo nie chciałem naruszać jej przestrzeni, ale tym razem nie byłem już intruzem. Jeśli miałem ją poznać, to tylko z jej inicjatywy, i cholernie mnie kusiło, by pozwoliła mi jeszcze szerzej zobaczyć jej świat od środka.
- To, sze jeszcze nie zlobiłaś mi oficjalnej wycieczki, tylko sprawia, sze mam, po co wlacaś. - Przesunąłem dłonią po jej plecach, powoli, jakby od niechcenia, chociaż dobrze wiedziałem, że takie drobiazgi robią różnicę. Pierwszy raz mogliśmy pozwolić sobie na zwyczajność, a raczej na własne jej definicje. Naturalne było, że moje myśli biegły w bardzo konkretnym kierunku. W końcu byłem tylko człowiekiem, prostym facetem, któremu podobała się jego kobieta. Patrzyłem na nią i czułem w sobie tę chęć coraz mocniej, żeby wreszcie wykorzystać okazję, nacieszyć się bliskością, która do tej pory zawsze musiała być przefiltrowana przez okoliczności. - No, ale skolo jusz szię tak deklalujesz… To ploponuję zacząś od najwaszniejszego pokoju. - Zawiesiłem głos na moment, jakbym rozważał coś poważnego. - Łazienka czy sypialnia, twoja decyzja. - Kiedy mówiłem to w ten sposób, brzmiało jak całkiem zwyczajna propozycja, ale moje spojrzenie - i to, jak leniwie przejechałem kciukiem po jej boku - nie zostawiało złudzeń, że nie chodzi mi o nic niewinnego. - Ostatecznie mogę znieść oplowadzanie w tladycyjnej kolejności. - Dodałem, przeciągając słowa, kiedy przylgnęła do mnie jeszcze ciaśniej. Poczułem ciepło jej ciała tak wyraźnie, że serce zabiło odrobinę szybciej. Nie ruszyłem się gwałtownie, zamiast tego pozwoliłem dłoni przesunąć się powoli wzdłuż jej ramienia, zatrzymując się na moment w miejscu, gdzie skóra była najcieplejsza. - Salon, kuchnia, łazienka, sypialnia… Ale nie obiecuję, sze na końcu będę jeszcze w stanie skupiś szię na tym, co mówisz. - Zawiesiłem na niej spojrzenie, a kącik moich ust drgnął w półuśmiechu. Nie musiałem dodawać nic więcej, sugestia wisiała w powietrzu wystarczająco wyraźnie. Pierwszy raz mieliśmy moment, który należał tylko do nas, i choć sam zwykle trzymałem się twardo praktycznych ram, tutaj aż prosiło się, żeby je rozciągnąć. Moje słowa zabrzmiały żartobliwie, ale były w nich dwa dna. Owszem, dokuczałem jej lekko, ale też sugerowałem, że chciałbym dowiedzieć się więcej, zobaczyć więcej, poczuć się częścią tego świata, który tak skrzętnie chroniła. Świat Prudence, jej mieszkanie, to nie było coś, co brało się szturmem. To było miejsce, do którego mnie dopuściła, i jeśli miała ochotę naprawdę je pokazać, tym lepiej, a jeśli przy tym miało się zacząć od wanny i sypialni… No, cóż, jak to mówiłem - rzeczy ważne i ważniejsze.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)