07.09.2025, 18:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.09.2025, 18:33 przez Icarus Prewett.)
Już miał spytać, gdzie miał spać, skoro nie na podłodze, ale się powstrzymał. Takie rzeczy tego wieczoru wydawały się powierzchowne. Mało ważne. Najpierw musiał zmyć z siebie farbę. Zagotować odpowiedni eliksir i chyba trochę... ochłonąć. Był w bezpiecznym miejscu, to prawda, ale nadal jego serce galopowało, a umysł jakby drżał po ujrzeniu wszystkich okropności Spalonej Nocy.
— Dzięki, Mo. Serio — powiedział, siląc się na słaby uśmiech. Jego wzrok podążył w stronę pomieszczenia, o którym rozmawiali. — A co się stało z kuchnią? Na bogów... Czy to krew? Czyja?
Przecież Mona była cała, nie ucierpiała tej nocy jakoś straszliwie, ale... czy to możliwe, że ktoś był w jej mieszkaniu? A co jeśli była to osoba niebezpieczna? Włamywacz? A może potrzebujący, który chciał, by Mo go uratowała? Czy wzięłaby nieznajomego z ulicy i zajęła się nim? Zapewne... Zawsze miała złote serce. To ona była tą odważną z ich duetu. Icarus nawet w szkole żartował, że on był głową, a ona mięśniami.
Teraz już nawet tej roli nie potrafił pełnić.
Przeszedł do kuchni, gdzie smugi po krwi wiły się labiryntem po posadzce. Były rozwodnione, śliskie, spienione od mydła. Ale nadal farbowały podłogę na czerwono. Icarus miał nadzieję, że nie zostawi stałych śladów. Chyba, że...
— Myślę, że eliksir czyszczący będzie w stanie pomóc z tymi plamami. Możemy go użyć i do moich ubrań, i do podłogi — dziwnie było mówić mu coś tak praktycznego w takiej sytuacji. Czy już się znieczulił na takie widoki? A może tłumił jedynie mdłości i łzy? Nie zwymiotował jeszcze chyba tylko dlatego, że w domu zdążył się napić...
Podszedł do kuchenki i zaczął majstrować przy odczynnikach. Wlał bazę do kociołka: tym razem wystarczyła sama woda. Wyjął różdżkę i spróbował rozpalić zaklęciem ogień na palniku.
Rzucam na kształtowanie: chcę wyczarować ogień.
Udało się. I całe szczęście. Gdyby jeszcze jedna rzecz nie udała się tej nocy, chyba by się popłakał na miejscu. A tak... zabrał się za przygotowywanie składników: mielenie w moździerzu, krojenie i mieszanie wszystkiego w kociołku. Na szczęście trudne to nie było.
Używam przewagi: Tworzenie eliksirów.
— Dzięki, Mo. Serio — powiedział, siląc się na słaby uśmiech. Jego wzrok podążył w stronę pomieszczenia, o którym rozmawiali. — A co się stało z kuchnią? Na bogów... Czy to krew? Czyja?
Przecież Mona była cała, nie ucierpiała tej nocy jakoś straszliwie, ale... czy to możliwe, że ktoś był w jej mieszkaniu? A co jeśli była to osoba niebezpieczna? Włamywacz? A może potrzebujący, który chciał, by Mo go uratowała? Czy wzięłaby nieznajomego z ulicy i zajęła się nim? Zapewne... Zawsze miała złote serce. To ona była tą odważną z ich duetu. Icarus nawet w szkole żartował, że on był głową, a ona mięśniami.
Teraz już nawet tej roli nie potrafił pełnić.
Przeszedł do kuchni, gdzie smugi po krwi wiły się labiryntem po posadzce. Były rozwodnione, śliskie, spienione od mydła. Ale nadal farbowały podłogę na czerwono. Icarus miał nadzieję, że nie zostawi stałych śladów. Chyba, że...
— Myślę, że eliksir czyszczący będzie w stanie pomóc z tymi plamami. Możemy go użyć i do moich ubrań, i do podłogi — dziwnie było mówić mu coś tak praktycznego w takiej sytuacji. Czy już się znieczulił na takie widoki? A może tłumił jedynie mdłości i łzy? Nie zwymiotował jeszcze chyba tylko dlatego, że w domu zdążył się napić...
Podszedł do kuchenki i zaczął majstrować przy odczynnikach. Wlał bazę do kociołka: tym razem wystarczyła sama woda. Wyjął różdżkę i spróbował rozpalić zaklęciem ogień na palniku.
Rzucam na kształtowanie: chcę wyczarować ogień.
Rzut N 1d100 - 73
Sukces!
Sukces!
Udało się. I całe szczęście. Gdyby jeszcze jedna rzecz nie udała się tej nocy, chyba by się popłakał na miejscu. A tak... zabrał się za przygotowywanie składników: mielenie w moździerzu, krojenie i mieszanie wszystkiego w kociołku. Na szczęście trudne to nie było.
Używam przewagi: Tworzenie eliksirów.