07.09.2025, 23:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.09.2025, 00:05 przez Hannibal Selwyn.
Powód edycji: literówki :(((
)
Hannibal był pewien, że Ellie byłaby nieocenioną pomocą podczas wykańczania lokalu. No i tak dawno nie mieli okazji spędzić wspólnie czasu - “przed Spaloną Nocą” mogłoby równie dobrze brzmieć “w poprzednim życiu”.
- Naprawdę? Mnie się podoba ta cegła. No i uważam, że z górnych pięter musi być piękny widok na Tamizę i na całe miasto… - zorientował się, że Londyn w tej chwili prezentował się pewnie tak samo przygnębiająco z góry, jak i z dołu i nieco utracił zapał - To znaczy… będzie niedługo, na pewno! Och, super by było urządzić je razem, myślę o czymś bardziej nowoczesnym, geometrycznym - czuł, że ma dość antyków, którymi był wypełniony teatr oraz po części jego mieszkanie. Może trochę, odrobinę, była to też manifestacja jego znużenia tradycyjnym, konserwatywnym społeczeństwem czarodziejów. Żeby nie powiedzieć wstecznictwem. Béton brut, mówiono na jeden z ukochanych materiałów brutalistów, ale na Merlina, Hannibal miał wrażenie, że napotyka więcej betonu światopoglądowego żyjąc w czarodziejskim Londynie, niż surowego betonu na mugolskich ulicach miasta.
Już miał przejść do “po drugie”, swojej kolejnej propozycji - równie wspaniałej, a przy tym prawdopodobnie łatwiejszej do wprowadzenia w życie, kiedy pojawiła się pani Prewett - jakby wezwana jego refleksją na temat czarodziejskiego społeczeństwa.
Selwyn rozpromienił się, jakby widok matki Electry był dokładnie tym, czego mu w tym momencie brakowało. Miał nadzieję, że nie słyszała, jak namawiał jej córkę do skłamania na temat mieszkania u koleżanki.
- Miło mi panią poznać - zwrócił uwagę na to, czy kobieta podała mu dłoń jak do uścisku, czy bardziej jak do pocałunku i zareagował adekwatnie. Wydawało mu się, że wyczuwa pewne napięcie między matką i córką.
- Electra pokazywała mi właśnie ogród. Jest piękny, nie spodziewałem się, że jesienią kwitnie jeszcze tyle kwiatów! - wyrzucił z siebie, chcąc trochę rozładować atmosferę. Zresztą to była prawda - nie miał zielonego (hehe) pojęcia na temat okresów kwitnienia roślin.
Podążając za panią domu, ruszyli do drzwi. Salon był jasny i przytulny. Kuzyn Robert wspominał o zwyczaju Prewettów dekorowania wnętrz wizerunkami koni. Hannibal rozejrzał się z zainteresowaniem, ale poza kilkoma obrazami na ścianach, nie znalazł potwierdzenia jego słów. Przypomniał sobie, jak na początku września widział w jednym z mijanych komisów meblowych stół, którego blat wspierał się na czterech galopujących rumakach. Pasowałby do tych obrazów, pomyślał.
Usiedli przy całkiem zwykłym, pozbawionym końskich akcentów stole i Hannibal przeszedł do właściwego celu swojej wizyty.
- Właściwie powinienem przeprosić za odwiedziny bez uprzedzenia - powiedział ze skruszoną miną - ale tak trudno u mnie ostatnio o wolne chwile, że wykorzystałem pierwszą okazję. Ellie, hmm... masz wolny wieczór trzydziestego?
Wydobył z kieszeni kopertę ze złoconym logo The Globe i przesunął ją po stole w stronę dziewczyny.
- Zapraszam cię na premierę “Ekstazy Merlina”, jako mojego gościa. Oczywiście podczas samego spektaklu nie będę mógł ci towarzyszyć, ale zajmiesz miejsce w loży z moim kuzynostwem. Znasz Monę, prawda? - bardziej stwierdził, niż zapytał, w końcu jej brat u niej mieszkał - Obiecuję, że wynagrodzę ci to na bankiecie. To jak - spojrzał przyjaciółce w oczy z udawaną - być może specjalnie dla Elise Rosier-Prewett - nieśmiałością - Zrobisz mi ten zaszczyt?