09.09.2025, 09:21 ✶
Przyjaciółka - Na jej usta wpłynął typowy dla Quirrell senny uśmiech, który często gościł na jej twarzy niczym wizytówka.
Weszła do garderoby, oglądając się za Hannibalem, który przepuścił ją w drzwiach.
Czuła jak adrenalina powoli z niej uchodzi, serce z każdym stukotem staje się spokojniejsze, a napięcie związane z występem ulatuje na rzecz szczęścia i spokoju.
Powiodła spojrzeniem po pomieszczeniu, nie przykuwając jednak uwagi do niczego konkretnego, od tak zdawała się rozglądać, zapoznając z nowym miejscem.
-Ładnie tu się urządziłeś - podjęła, podchodząc do toaletki. Przesunęła palcami po lakierowanym blacie, zaraz uskakując spojrzeniem w kierunku Selwyna. Obserwowała jak ten z początku energicznie pozbywa się części garderoby, dostrzegając na bladej skórze szkarłat krwi, który wyglądał nieco makabrycznie.
Jej wzrok przesuwał się po chłopaku w milczeniu, gdy klamra od jego spodni teatralnie odskoczyła, a Quirrell musiała w duszy przyznać z niejakim rozbawieniem, że pierwszy raz ktoś robiłby pokaz dla niej - a nie ona dla kogoś.
-Tylko tyle? - rzuciła z szelmowskim uśmiechem, nutką prowokacyjnego zawodu w głosie, bo doskonale wiedziała, że czas ich nagli, acz lubiła się droczyć - mimo iż nie robiła tego często. Uniosła dłonie ku własnej twarzy, aby ściągnąć tiarę z piór, uwalniając orzechowe loki, które przesypały się na jej ramiona. Poczuła zarówno ulgę, co i ból zmęczonej skóry. Uczucie podobne temu, gdy zbyt długo chadzało się w zbyt ciasno związanym kucyku. Odłożyła nakrycie głowy na toaletkę, przeczesując nonszalancko palcami włosy, starając się okiełznać burzę loków, która niesfornie przysłaniała jej twarz.
Z jej ust wyrwał się krótki śmiech, słysząc porównanie Selwyna.
-Myślę, że nie - stwierdziła z nutką zawodu w głosie - Pobieżnie każdy będzie wzdychać, chociaż jeśli wdasz się z kimś w głębszą dyskusje to być może... - powoli do niego podeszła, a jej wzrok zjechał z twarzy Hannibala na jego usta, zaraz powoli przesunął się na ramiona oraz plecy w miarę możliwości, aby rozważyć jakby to go wyczyścić i czy obędzie się bez magii.
-Pamiętaj, Hani, że na występy często przychodzą ignoranci... - stwierdziła, odprowadzając go wzrokiem do toaletki.
Przyglądała mu się uważnie, ściągając zdobne, szponiaste pierścienie z palców. Jeden z nich stawiał opór toteż jej wzrok skierował się na własne dłonie, jakoby miało jej to w czymś pomóc.
Nie chcesz tego ściągnąć? Byłoby ci wygodniej - początkowo milczała, ale nie było w tym niczego dziwnego czy niekomfortowego. Wpatrywała się we własne palce, ścigając ostatni z pierścieni. Dopiero wtedy, z lekkim ociąganiem, uniosła błękitne tęczówki na Selwyna, który już nie siedział wpatrując się w lustro, a stał i czekał najwidoczniej na odpowiedź.
-A byłbyś tak miłościwy i pomógł mi się odpakować? - zagaiła, a na jej usta powrócił senny uśmiech. Zrobiła krok w jego kierunku, zgrabnie, na palcach, obróciła się do niego plecami, odgarniając długie włosy do przodu. Zamek sukni zaczynał się wraz z golfem, który otulał jej szyje, ciągnąc się do końca pleców
-Ściąganie tego samemu jest upierdliwe przez te pióra - westchnęła.
Weszła do garderoby, oglądając się za Hannibalem, który przepuścił ją w drzwiach.
Czuła jak adrenalina powoli z niej uchodzi, serce z każdym stukotem staje się spokojniejsze, a napięcie związane z występem ulatuje na rzecz szczęścia i spokoju.
Powiodła spojrzeniem po pomieszczeniu, nie przykuwając jednak uwagi do niczego konkretnego, od tak zdawała się rozglądać, zapoznając z nowym miejscem.
-Ładnie tu się urządziłeś - podjęła, podchodząc do toaletki. Przesunęła palcami po lakierowanym blacie, zaraz uskakując spojrzeniem w kierunku Selwyna. Obserwowała jak ten z początku energicznie pozbywa się części garderoby, dostrzegając na bladej skórze szkarłat krwi, który wyglądał nieco makabrycznie.
Jej wzrok przesuwał się po chłopaku w milczeniu, gdy klamra od jego spodni teatralnie odskoczyła, a Quirrell musiała w duszy przyznać z niejakim rozbawieniem, że pierwszy raz ktoś robiłby pokaz dla niej - a nie ona dla kogoś.
-Tylko tyle? - rzuciła z szelmowskim uśmiechem, nutką prowokacyjnego zawodu w głosie, bo doskonale wiedziała, że czas ich nagli, acz lubiła się droczyć - mimo iż nie robiła tego często. Uniosła dłonie ku własnej twarzy, aby ściągnąć tiarę z piór, uwalniając orzechowe loki, które przesypały się na jej ramiona. Poczuła zarówno ulgę, co i ból zmęczonej skóry. Uczucie podobne temu, gdy zbyt długo chadzało się w zbyt ciasno związanym kucyku. Odłożyła nakrycie głowy na toaletkę, przeczesując nonszalancko palcami włosy, starając się okiełznać burzę loków, która niesfornie przysłaniała jej twarz.
Z jej ust wyrwał się krótki śmiech, słysząc porównanie Selwyna.
-Myślę, że nie - stwierdziła z nutką zawodu w głosie - Pobieżnie każdy będzie wzdychać, chociaż jeśli wdasz się z kimś w głębszą dyskusje to być może... - powoli do niego podeszła, a jej wzrok zjechał z twarzy Hannibala na jego usta, zaraz powoli przesunął się na ramiona oraz plecy w miarę możliwości, aby rozważyć jakby to go wyczyścić i czy obędzie się bez magii.
-Pamiętaj, Hani, że na występy często przychodzą ignoranci... - stwierdziła, odprowadzając go wzrokiem do toaletki.
Przyglądała mu się uważnie, ściągając zdobne, szponiaste pierścienie z palców. Jeden z nich stawiał opór toteż jej wzrok skierował się na własne dłonie, jakoby miało jej to w czymś pomóc.
Nie chcesz tego ściągnąć? Byłoby ci wygodniej - początkowo milczała, ale nie było w tym niczego dziwnego czy niekomfortowego. Wpatrywała się we własne palce, ścigając ostatni z pierścieni. Dopiero wtedy, z lekkim ociąganiem, uniosła błękitne tęczówki na Selwyna, który już nie siedział wpatrując się w lustro, a stał i czekał najwidoczniej na odpowiedź.
-A byłbyś tak miłościwy i pomógł mi się odpakować? - zagaiła, a na jej usta powrócił senny uśmiech. Zrobiła krok w jego kierunku, zgrabnie, na palcach, obróciła się do niego plecami, odgarniając długie włosy do przodu. Zamek sukni zaczynał się wraz z golfem, który otulał jej szyje, ciągnąc się do końca pleców
-Ściąganie tego samemu jest upierdliwe przez te pióra - westchnęła.