09.09.2025, 18:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.09.2025, 19:03 przez Hannibal Selwyn.)
Dopił swoją whisky, przeciągnął się z zadowolonym stęknięciem i podciągnął drugą nogę na kanapę. Słuchał wywodów starszych mężczyzn na temat ślubów jednym uchem. Nie pamiętał ani ślubu Shafiqa, ani skandalu Jonathana, który znał tylko z opowieści, a kiedy Robert się żenił, był zaledwie dzieciakiem.
Ożywił się dopiero, kiedy Robert zwrócił się bezpośrednio do niego.
- To ciekawe, że wszystkie ciotki dopytują o narzeczoną, ich mężowie milczą, a wy dwaj z Jonathanem każecie mi uważać albo mówicie, że to pic na wodę - powiedział z nutą złośliwości - Czy to spisek i tylko my, beże… beż… bezżenni! możemy sobie nawzajem ufać w tej kwestii? - zrobił dramatyczną minę, jakby mowa była conajmniej o infiltracji ich szeregów przez Śmierciożerców, a nie o nastających na jego wolność ciotkach.
- Podoba mi się to, co mówisz, Robercie. Brzmi przynajmniej autentycznie.
Odwrócił się w stronę kuzyna i dostrzegł zazdrośnie przez niego strzeżoną miskę ciastek. Momentalnie poczuł na nie ochotę, pal licho, że zjadł tego wieczoru tyle mabonowych przysmaków, że jego brzuch zrobił się wyraźnie bardziej wypukły, niż zwykle. Cwaniak Crouch pewnie myślał, że jak na nich usiądzie, to nikt ich nie zauważy, a niby taki dobry kuzyn z niego!
Jak by tu…
Swoją drogą Robert jako jedyny wydawał się być w miarę zadowolony z rodzinnego obiadu.
Jonathan wzdychał tak, że niemal robił wiatr tymi westchnieniami. Hannibal nie dziwił mu się - wuj Tristan rzucał tymi samymi żarcikami podczas rodzinnych obiadów, od kiedy Hannibal sięgał pamięcią. Poza tym on i jego szef, z którym byli podobno tak zaprzyjaźnieni, jakby unikali wzajemnie swojego wzroku. Anthony bardziej konsekwentnie, Jonathan - od czasu do czasu zerkając na drugiego mężczyznę przelotnie. Dziwna sprawa.
Anthony był smutny.
Nic dziwnego, skoro jego szklanka była pusta. Hannibalowi groził ten sam los, więc odstawił swoją na podłogę i karkołomnie wygiął się, sięgając po butelkę stojącą tuż poza jego zasięgiem, nie godząc się z rzeczywistością, która nakazywałaby podnieść tyłek i zachowywać się jak człowiek, a nie jakiś wąż. Albo użyć magii, której z kolei nie dowierzał po takiej ilości alkoholu.
Już prawie…
Zsunął się górną połową ciała z kanapy, nie dbając o to, że podciągnięta podczas tych akrobacji koszula odsłania jego bok niemal do żeber, podparł się ręką o podłogę i wreszcie dosięgnął trunku. Złapał butelkę za szyjkę i wykręcił się zwinnie w drugą stronę, dolewając sobie, a potem, niepostrzeżenie jak duch napełniając szklankę zajmującego fotel naprzeciwko Shafiqa.
Może jednak nie tak niepostrzeżenie.
Poczuł nad sobą ruch właściciela ręki trzymającej szklankę (te palce!) Zastygł w mało dostojnej i prawdopodobnie nieosiągalnej dla zwykłego człowieka pozycji i spojrzał na przyglądającego mu się z góry mężczyznę.
Na sekundę zapadła między nimi niezręczna cisza. Hannibal poczuł, jak pieką go mięśnie ramienia, które utrzymywało jego ciężar. Zrobił bezradny, nieokreślony ruch ręką, w której trzymał flaszkę. Nie mógł ze swojego miejsca sięgnąć w żadne sensowne miejsce, by ją bezpiecznie odstawić. Nie miał też siły, by się podnieść, kiedy tak zwisał do połowy w powietrzu. Uwięziony!
- Ciastko bym zjadł - oznajmił konspiracyjnym szeptem z rozbrajającą szczerością i, nie ruszając głową, wskazał wzrokiem na sędziego Wizengamotu, na wypadek gdyby Anthony potrzebował doprecyzowania, o jakie ciastko chodzi.
Ożywił się dopiero, kiedy Robert zwrócił się bezpośrednio do niego.
- To ciekawe, że wszystkie ciotki dopytują o narzeczoną, ich mężowie milczą, a wy dwaj z Jonathanem każecie mi uważać albo mówicie, że to pic na wodę - powiedział z nutą złośliwości - Czy to spisek i tylko my, beże… beż… bezżenni! możemy sobie nawzajem ufać w tej kwestii? - zrobił dramatyczną minę, jakby mowa była conajmniej o infiltracji ich szeregów przez Śmierciożerców, a nie o nastających na jego wolność ciotkach.
- Podoba mi się to, co mówisz, Robercie. Brzmi przynajmniej autentycznie.
Odwrócił się w stronę kuzyna i dostrzegł zazdrośnie przez niego strzeżoną miskę ciastek. Momentalnie poczuł na nie ochotę, pal licho, że zjadł tego wieczoru tyle mabonowych przysmaków, że jego brzuch zrobił się wyraźnie bardziej wypukły, niż zwykle. Cwaniak Crouch pewnie myślał, że jak na nich usiądzie, to nikt ich nie zauważy, a niby taki dobry kuzyn z niego!
Jak by tu…
Swoją drogą Robert jako jedyny wydawał się być w miarę zadowolony z rodzinnego obiadu.
Jonathan wzdychał tak, że niemal robił wiatr tymi westchnieniami. Hannibal nie dziwił mu się - wuj Tristan rzucał tymi samymi żarcikami podczas rodzinnych obiadów, od kiedy Hannibal sięgał pamięcią. Poza tym on i jego szef, z którym byli podobno tak zaprzyjaźnieni, jakby unikali wzajemnie swojego wzroku. Anthony bardziej konsekwentnie, Jonathan - od czasu do czasu zerkając na drugiego mężczyznę przelotnie. Dziwna sprawa.
Anthony był smutny.
Nic dziwnego, skoro jego szklanka była pusta. Hannibalowi groził ten sam los, więc odstawił swoją na podłogę i karkołomnie wygiął się, sięgając po butelkę stojącą tuż poza jego zasięgiem, nie godząc się z rzeczywistością, która nakazywałaby podnieść tyłek i zachowywać się jak człowiek, a nie jakiś wąż. Albo użyć magii, której z kolei nie dowierzał po takiej ilości alkoholu.
Już prawie…
Zsunął się górną połową ciała z kanapy, nie dbając o to, że podciągnięta podczas tych akrobacji koszula odsłania jego bok niemal do żeber, podparł się ręką o podłogę i wreszcie dosięgnął trunku. Złapał butelkę za szyjkę i wykręcił się zwinnie w drugą stronę, dolewając sobie, a potem, niepostrzeżenie jak duch napełniając szklankę zajmującego fotel naprzeciwko Shafiqa.
Może jednak nie tak niepostrzeżenie.
Poczuł nad sobą ruch właściciela ręki trzymającej szklankę (te palce!) Zastygł w mało dostojnej i prawdopodobnie nieosiągalnej dla zwykłego człowieka pozycji i spojrzał na przyglądającego mu się z góry mężczyznę.
Na sekundę zapadła między nimi niezręczna cisza. Hannibal poczuł, jak pieką go mięśnie ramienia, które utrzymywało jego ciężar. Zrobił bezradny, nieokreślony ruch ręką, w której trzymał flaszkę. Nie mógł ze swojego miejsca sięgnąć w żadne sensowne miejsce, by ją bezpiecznie odstawić. Nie miał też siły, by się podnieść, kiedy tak zwisał do połowy w powietrzu. Uwięziony!
- Ciastko bym zjadł - oznajmił konspiracyjnym szeptem z rozbrajającą szczerością i, nie ruszając głową, wskazał wzrokiem na sędziego Wizengamotu, na wypadek gdyby Anthony potrzebował doprecyzowania, o jakie ciastko chodzi.