10.09.2025, 13:30 ✶
Millie jesteś pewna, że ten dom jest w ogóle zdatny do życia? – spytał, bo podwójne łóżko nagle stało się mniejszym problemem. Ile boginów? Jakim w ogóle cudem? Ktoś je ten zamknął? A jak tak to co jeszcze mogli tutaj znaleźć? Czy to były jakieś nawiedzone bliźniaczki? Co się takiego z nimi stało skoro najwyraźniej nie żyły?
Odłożył jogurt na miejsce i pokręcił głową.
– Nie. Mam eliksir na to. Zresztą po prostu jestem zmęczony. – Po prostu jestem zmęczony… Skoro ma mieszkać pod jednym dachem z Millie przez najbliższy czas to zdecydowanie będzie musiał się wysilić, aby jego stan nie wydawał się jej podejrzany. Niby i tak Prewett zapisał się zapewne w jej głowie jako ten wiecznie blady i zmęczony uzdrowiciel, ale jednak jeśli będą widywać się codziennie to jego zmęczenie będzie znacznie bardziej zauważalne. Zapewne powinien jej po prostu powiedzieć prawdę, ale… Pamiętał jak zareagowała i jak wspomniała o matce. Chyba było za wcześnie na takie zwierzenia. Zwłaszcza po pożarze.
Nie chciał tego przyznać, ale na jej słowa odczuł ulgę. Czyli miała tę umowę tylko z nim, a z Thomasem też nie była. To… Fajnie. Tak to fajnie.
– Nie mów jakimś cudem – poprosił ją tylko, bo miał wrażenie, że gdyby jakkolwiek skomentował to kto mi się podoba, kto nie, a kto powinien być z kim, to jego głos mógłby zacząć brzmieć nieco dziwnie.
Basilius wziął torbę ze swoimi rzeczami. Ruszyli w stronę ich, jej, czyjegoś pokoju, a gadanie Millie paradoksalnie zamiast zaostrzać ból głowy, wyciszało go odwracając myśli Prewetta od dyskomfortu.
– Wiesz, cieszę się że mi to zaproponowałaś. Naprawdę. A Thomas o ile nie wpadnie na kolejne genialne pomysły to szybko z tego wyjdzie. Jutro nie muszę nigdzie iść. Chyba. – Miał taką nadzieję. Chociaż może powinien znowu odwiedzić rodzeństwo. I Atreusa. A rodzice Florence? – Kto tu w ogóle teraz mieszka? I czy… – Nie mów tego, nie poruszaj tego tematu, nie warto, on doprowadzi do kolejnych pytań. – Powiedziałaś, że Thomas mógłby mi się podobać przez tę rozmowę, czy coś jeszcze?
Może wiedziała o Morpheuszu, a Thomas dzielił z nim pewne cechy charakterystyczne. Albo chodziło jej po prostu o mężczyzn.
Odłożył jogurt na miejsce i pokręcił głową.
– Nie. Mam eliksir na to. Zresztą po prostu jestem zmęczony. – Po prostu jestem zmęczony… Skoro ma mieszkać pod jednym dachem z Millie przez najbliższy czas to zdecydowanie będzie musiał się wysilić, aby jego stan nie wydawał się jej podejrzany. Niby i tak Prewett zapisał się zapewne w jej głowie jako ten wiecznie blady i zmęczony uzdrowiciel, ale jednak jeśli będą widywać się codziennie to jego zmęczenie będzie znacznie bardziej zauważalne. Zapewne powinien jej po prostu powiedzieć prawdę, ale… Pamiętał jak zareagowała i jak wspomniała o matce. Chyba było za wcześnie na takie zwierzenia. Zwłaszcza po pożarze.
Nie chciał tego przyznać, ale na jej słowa odczuł ulgę. Czyli miała tę umowę tylko z nim, a z Thomasem też nie była. To… Fajnie. Tak to fajnie.
– Nie mów jakimś cudem – poprosił ją tylko, bo miał wrażenie, że gdyby jakkolwiek skomentował to kto mi się podoba, kto nie, a kto powinien być z kim, to jego głos mógłby zacząć brzmieć nieco dziwnie.
Basilius wziął torbę ze swoimi rzeczami. Ruszyli w stronę ich, jej, czyjegoś pokoju, a gadanie Millie paradoksalnie zamiast zaostrzać ból głowy, wyciszało go odwracając myśli Prewetta od dyskomfortu.
– Wiesz, cieszę się że mi to zaproponowałaś. Naprawdę. A Thomas o ile nie wpadnie na kolejne genialne pomysły to szybko z tego wyjdzie. Jutro nie muszę nigdzie iść. Chyba. – Miał taką nadzieję. Chociaż może powinien znowu odwiedzić rodzeństwo. I Atreusa. A rodzice Florence? – Kto tu w ogóle teraz mieszka? I czy… – Nie mów tego, nie poruszaj tego tematu, nie warto, on doprowadzi do kolejnych pytań. – Powiedziałaś, że Thomas mógłby mi się podobać przez tę rozmowę, czy coś jeszcze?
Może wiedziała o Morpheuszu, a Thomas dzielił z nim pewne cechy charakterystyczne. Albo chodziło jej po prostu o mężczyzn.