11.09.2025, 12:43 ✶
Nie naciskała i można było zakładać, że uwierzyła, ale w jej oczach było coś... coś co bardziej pochylało się w kierunku zrozumienia, współodczuwania, aniżeli wiary w jego słowa.
I było pozostać jedynie wdzięcznym, że Travers przy całej swojej gadatliwości, wybrała język ciszy w tej konkretnej sprawie, pozostając bezdźwięcznym wsparciem. Nie mógł odgonić poczucia, że ona rozumie i to bardziej niż powinna... a może była to jedynie iluzja?
I gratuluję. Hati-ojciec, nie podejrzewałam nigdy, że dożyję tego dnia - jego spojrzenie na krótki moment powędrowało ku ziemi, a na jego usta wpłynął delikatny uśmiech.
-Ja również - przyznał zgodnie z prawdą, pamiętając każdą chwilę swojego życia nim poznał Giulie, nim poznał Esme, nim te dwie istotki zawładnęły jego światem w sposób, który powinien być nielagalny.
-Wiem... - Skinął głową, gdy zauważyła, że Nokturn nie jest najlepszym miejscem dla dziecka. Przez długi czas według Hatiego sam Londyn nie był, a On trzymał rodzinę raczej z daleka od tego miejsca. Ostatni raz, gdy byli tu wszyscy razem, jeszcze z Giulią, było za sprawą pogrzebu starego przyjaciela. A jednak nie miał zamiaru ryzykować i cały wyjazd spędzili u Alexandra Mulcibera, który był wtedy... hyh... w wątpliwej formie.
-Kupiłem dom w Little Hangleton... jej wizyty na Nokturnie będą się ograniczać w głównej mierze do lokalu... - wyjaśnił, zerkając na Faye ukradkiem. Kochała dzieci... był skłonny w to uwierzyć. I gdyby nie jej talent do ładowania się w nader skomplikowane sytuacje i relację to już dawno z pewnością jej wesoły śmiech mógłby odbijać się echem w komnacie wypełnionej miłością. Podążałaby wzrokiem za dźwiękiem małych stóp, nuciła czułe kołysanki i przelała na swoje pociechy całe swoje serce.
Może kiedyś... a może w innym życiu.
Zerknął na nią słysząc pierwsze pytanie, a na jego usta wkradł się delikatny uśmiech
-Powiedzmy, że wiem jak radzić sobie z problemami - zagaił, a uśmiech na jego usta poszerzył się w ciut niepokojący sposób. Otwieranie lokalu w tym miejscu rzeczywiście zdawało się nie być najlepszym pomysłem. Ciężko o wyszukaną klientele same pizzeri, gdyż ta w większości obawia się zapuszczać na nokturn. Wokół rozpościerała się patologia - ale chyba w tym był cały urok Olivo e Puzione, nie pasowało do tego miejsca, do jego klimatu i zakorzenionego sensu. A jednak mało kto chciał wchodzić Greybackowi w drogę. W dodatku same jego nazwisko, które mogło tlić się przekleństwem, było również ochroną.
Pizzeria była w rzeczywistości jego kaprysem, a także przykrywką, bo z niej rozciągało się przejście do Sei Bello.
Kolejny raz zerknął na nią, odkorkowując wino. Lubił w niej tę swobodę, brak skrępowania, który był wręcz zaraźliwy. Obserwował jak bierze kieliszki nie przywiązując do nich zanadto uwagi.
Wziął pierwszy z kieliszków napełniając go winem, oglądając jak szmaragdowa ciecz rozbija się o ścianki.
-Nie wiem, Faye... - przyznał z bezgłośnym westchnięciem, wyciągając w jej kierunku kieliszek, czekając aż go przejmie.
-Być może - dodał, chociaż powątpiewał aby tak mogło być. Świat byłby piękny, gdyby wystarczyło poczekać, aczkolwiek to bardzo często przynosiło więcej szkód, aniżeli korzyści - A nie zamęczy Cię to czekanie?- jasne tęczówki wyłapały jej spojrzenie - i czy warto?
Czy jeśli blask jej oczu wygaśnie to poczuje się winny? Jak nieznośne to będzie uczucie? Gdy milford nie pozwoli zapomnieć blasku, który tlił się w jej barwnych tęczówkach, odbijał nieśmiało płomienie. Gdy w jej oczach można było zorze polarną zbudowaną z emocji.
Zaraz wyciągnął w jej kierunku drugi kieliszek, układając go do zgrabnego toastu
-Za nasze chujowe decyzje - mruknął, a przez jego usta przebiegł cień uśmiechu.
I było pozostać jedynie wdzięcznym, że Travers przy całej swojej gadatliwości, wybrała język ciszy w tej konkretnej sprawie, pozostając bezdźwięcznym wsparciem. Nie mógł odgonić poczucia, że ona rozumie i to bardziej niż powinna... a może była to jedynie iluzja?
I gratuluję. Hati-ojciec, nie podejrzewałam nigdy, że dożyję tego dnia - jego spojrzenie na krótki moment powędrowało ku ziemi, a na jego usta wpłynął delikatny uśmiech.
-Ja również - przyznał zgodnie z prawdą, pamiętając każdą chwilę swojego życia nim poznał Giulie, nim poznał Esme, nim te dwie istotki zawładnęły jego światem w sposób, który powinien być nielagalny.
-Wiem... - Skinął głową, gdy zauważyła, że Nokturn nie jest najlepszym miejscem dla dziecka. Przez długi czas według Hatiego sam Londyn nie był, a On trzymał rodzinę raczej z daleka od tego miejsca. Ostatni raz, gdy byli tu wszyscy razem, jeszcze z Giulią, było za sprawą pogrzebu starego przyjaciela. A jednak nie miał zamiaru ryzykować i cały wyjazd spędzili u Alexandra Mulcibera, który był wtedy... hyh... w wątpliwej formie.
-Kupiłem dom w Little Hangleton... jej wizyty na Nokturnie będą się ograniczać w głównej mierze do lokalu... - wyjaśnił, zerkając na Faye ukradkiem. Kochała dzieci... był skłonny w to uwierzyć. I gdyby nie jej talent do ładowania się w nader skomplikowane sytuacje i relację to już dawno z pewnością jej wesoły śmiech mógłby odbijać się echem w komnacie wypełnionej miłością. Podążałaby wzrokiem za dźwiękiem małych stóp, nuciła czułe kołysanki i przelała na swoje pociechy całe swoje serce.
Może kiedyś... a może w innym życiu.
Zerknął na nią słysząc pierwsze pytanie, a na jego usta wkradł się delikatny uśmiech
-Powiedzmy, że wiem jak radzić sobie z problemami - zagaił, a uśmiech na jego usta poszerzył się w ciut niepokojący sposób. Otwieranie lokalu w tym miejscu rzeczywiście zdawało się nie być najlepszym pomysłem. Ciężko o wyszukaną klientele same pizzeri, gdyż ta w większości obawia się zapuszczać na nokturn. Wokół rozpościerała się patologia - ale chyba w tym był cały urok Olivo e Puzione, nie pasowało do tego miejsca, do jego klimatu i zakorzenionego sensu. A jednak mało kto chciał wchodzić Greybackowi w drogę. W dodatku same jego nazwisko, które mogło tlić się przekleństwem, było również ochroną.
Pizzeria była w rzeczywistości jego kaprysem, a także przykrywką, bo z niej rozciągało się przejście do Sei Bello.
Kolejny raz zerknął na nią, odkorkowując wino. Lubił w niej tę swobodę, brak skrępowania, który był wręcz zaraźliwy. Obserwował jak bierze kieliszki nie przywiązując do nich zanadto uwagi.
Wziął pierwszy z kieliszków napełniając go winem, oglądając jak szmaragdowa ciecz rozbija się o ścianki.
-Nie wiem, Faye... - przyznał z bezgłośnym westchnięciem, wyciągając w jej kierunku kieliszek, czekając aż go przejmie.
-Być może - dodał, chociaż powątpiewał aby tak mogło być. Świat byłby piękny, gdyby wystarczyło poczekać, aczkolwiek to bardzo często przynosiło więcej szkód, aniżeli korzyści - A nie zamęczy Cię to czekanie?- jasne tęczówki wyłapały jej spojrzenie - i czy warto?
Czy jeśli blask jej oczu wygaśnie to poczuje się winny? Jak nieznośne to będzie uczucie? Gdy milford nie pozwoli zapomnieć blasku, który tlił się w jej barwnych tęczówkach, odbijał nieśmiało płomienie. Gdy w jej oczach można było zorze polarną zbudowaną z emocji.
Zaraz wyciągnął w jej kierunku drugi kieliszek, układając go do zgrabnego toastu
-Za nasze chujowe decyzje - mruknął, a przez jego usta przebiegł cień uśmiechu.