11.09.2025, 22:44 ✶
Antoniuszowa kwoka przypatrywała się jeszcze przez moment dzieciakom i pomyślała sobie, że może już nie jest aż tak niezbędna. Mężczyzna wystosował odpowiednią notkę do skrzata domowego, ażeby ten zajął się naniesionym przez młodzież brudem, sam już czuł że ma jakąś kontrolę nad drugim z problemów - chaosem. Thodore zapraszał na kawę, Scarlett szczebiotała, jak to miała zwykle w zwyczaju i wszystko wracało na właściwe sobie miejsca. Z przyjemnością patrzył na młodych. Domyślał się oczywiście, że Richard nie byłby zbyt zadowolony, że jego latorośl prowadzi się z półkrwistym czarodziejem, ale jego mała iskierka miała w sobie buntowniczą naturę i chadzała własnymi ścieżkami, miała swój rozum i szczęśliwie z niego korzystała, mężczyzna więc ufał jej osądom.
– Gdybyście tylko usłyszeli jak Scarlett gra na skrzypcach... Muzyka łagodzi obyczaje i może w Norwegii nie cenili tego za bardzo to tutaj... – nie dopytywał za bardzo na którego Malfoya i czemu podniesiono łapę. Malfoyów było dużo. Najważniejsze, że to nie była panna Malfoy, bo wtedy zmartwiłby się o Lorraine. A tak... przybysze z półwyspu skandynawskiego musieli się zaaklimatyzować, kto wie, może im się to zrobić szybciej niż później, choć skłamałby, gdyby powiedział że nie martwi się o miecze tej familii. Sądził, że się przyjaźnią, tymczasem ton listów i rozmów skłaniał raczej ku zaognieniu sytuacji, aniżeli jej załagodzeniu. Jaki w tym udział miała Lorien - tego nie rozumiał. I nie był pewien czy chciał zrozumieć.
Tak czy inaczej spojrzał na zegarek.
Odchrząknął.
– Nasz prom niedługo wyrusza. Morpheusu, trzymaj za mnie kciuki. Mam Twoje rady w sercu i wierzę, że wszystko pójdzie po naszej myśli – były pewne sytuacji, świadczące wybitnie o tym, że Anthony nie dysponował ani grama trzecim okiem, jak jego anam cara i to była jedna z nich. Za kilka godzin przeprowadzi znamienną dla swojego przyszłego życia rozmowę, ale przed tym Somnia nie mógł go ostrzec. Nie kiedy oklumencka bariera tak skutecznie chroniła przed nadmiernym wścibstwem. – Cieszę się, że nic Wam się nie stało. Uważajcie na siebie proszę, ja muszę przyszykować się do podróży. Ani prom, ani wuj Jonathan nie będą na mnie czekać. – uśmiechnął się, uściskał dłonie mężczyznom i ucałował czoło jasnowłosego dziewczęcia. Zaraz po tym ruszył do swoich prywatnych pokoi. Nie martwił się o zamknięcie mieszkania. Uściskał dłonie mężczyznom, ucałował czoło jasnowłosego dziewczęcia. Morpheus w nim był, skrzat czuwał.
– Gdybyście tylko usłyszeli jak Scarlett gra na skrzypcach... Muzyka łagodzi obyczaje i może w Norwegii nie cenili tego za bardzo to tutaj... – nie dopytywał za bardzo na którego Malfoya i czemu podniesiono łapę. Malfoyów było dużo. Najważniejsze, że to nie była panna Malfoy, bo wtedy zmartwiłby się o Lorraine. A tak... przybysze z półwyspu skandynawskiego musieli się zaaklimatyzować, kto wie, może im się to zrobić szybciej niż później, choć skłamałby, gdyby powiedział że nie martwi się o miecze tej familii. Sądził, że się przyjaźnią, tymczasem ton listów i rozmów skłaniał raczej ku zaognieniu sytuacji, aniżeli jej załagodzeniu. Jaki w tym udział miała Lorien - tego nie rozumiał. I nie był pewien czy chciał zrozumieć.
Tak czy inaczej spojrzał na zegarek.
Odchrząknął.
– Nasz prom niedługo wyrusza. Morpheusu, trzymaj za mnie kciuki. Mam Twoje rady w sercu i wierzę, że wszystko pójdzie po naszej myśli – były pewne sytuacji, świadczące wybitnie o tym, że Anthony nie dysponował ani grama trzecim okiem, jak jego anam cara i to była jedna z nich. Za kilka godzin przeprowadzi znamienną dla swojego przyszłego życia rozmowę, ale przed tym Somnia nie mógł go ostrzec. Nie kiedy oklumencka bariera tak skutecznie chroniła przed nadmiernym wścibstwem. – Cieszę się, że nic Wam się nie stało. Uważajcie na siebie proszę, ja muszę przyszykować się do podróży. Ani prom, ani wuj Jonathan nie będą na mnie czekać. – uśmiechnął się, uściskał dłonie mężczyznom i ucałował czoło jasnowłosego dziewczęcia. Zaraz po tym ruszył do swoich prywatnych pokoi. Nie martwił się o zamknięcie mieszkania. Uściskał dłonie mężczyznom, ucałował czoło jasnowłosego dziewczęcia. Morpheus w nim był, skrzat czuwał.
Postać opuszcza sesję