12.09.2025, 05:34 ✶
Lyssa miała swoje podejrzenia - co do Spalonej Nocy znaczy. Początkowo niezbyt o tym myślała, zbyt zajęta szeroko pojętymi emocjami lub stuporem, w który zdarzało się jej popadać, bo wszystkiego było zwyczajnie zbyt dużo. Potem jednak machina ruszyła i nawet jeśli z zewnątrz zdawała się tym nie przejmować, to myśli powoli układały się w odpowiednich szufladkach. Tak, podejrzanie dużo czarodziejów czystej krwi padło ofiarami napaści. Ale panna Dolohov miała na to rozwiązanie, całe szczęście nie do końca takie, za którymi mogły iść jakiekolwiek wnioski, bo wciąż uważała że konflikt panujący w Anglii niekoniecznie jej dotyczył - przy tych, którzy ucierpieli, należało nieco bardziej uważać.
Nie chodziło o to, że możliwe iż sympatyzowali z mugolakami - Lyssa nie zajmowała swojej pięknej główki procentową zawartością urodzenia we krwi. Dla niej liczyły się pieniądze, poklask i to, że stanowiła ważny element w życiu bliskich sobie osób. Lubiła jednak też czuć się bezpiecznie, a Spalona Noc nagle głośno i wyraźnie oznajmiła, kto takimi przywilejami się cieszył. No, plus minus, bo Dolohówna dokładała do tego pewną wypadkową.
- Oblali mnie! W pierwszej chwili myślałam że to krew - powiedziała żałośnie i nagle wyraźnie roztrzęsiona. To mogło wydawać się głupie, ale wtedy? W nocy, w dymie, w tym całym chaosie? Była przerażona i myślała, że ta czerwień to tylko początek czegoś o wiele gorszego. - Uzdrowiciel potem powiedział, że to farba, ale nie chciała nawet zejść zwyczajnymi zaklęciami. Dobrze, że to tylko barwnik, ale... nikt nigdy wcześniej mnie nie zaatakował... - i za tym kryła się cała reszta emocji, która wtedy przeżywała. Jakby nie patrzeć, miała ledwo osiemnaście lat i znajdowała się we wciąż obcym miejscu.
Na jego słowa odnośnie już ulubionej sceny, przekartkowała rysownik, między palcami ściskając też rysik. Zapisała na górze kartki parę słów, które przed chwilą sam powiedział, a które określały atmosferę - robiła to głównie dla kogoś, kto potem będzie to przeglądał, bo ona nie musiała robić przecież notatek sama dla siebie. Dłoń poruszyła się potem, kreśląc sylwetkę Hannibala w pozie, którą przybrał, ilustrując całą scenę. Lyssa nie zatrzymała dłoni ani na chwilę, po kolei rysując kolejne kroki z zaprezentowanej sekwencji; co prawda szybko, głównymi liniami, tak by zaprezentować kolejne jej elementy, ale chodziło chwilowo o sam zamysł.
Odpowiedziała dopiero, gdy jej ręka przestała się ruszać.
- Że powinieneś znajdować się na plakacie - rzuciła niby poważna, ale zaraz roześmiała się lekko. - Oboje z Laurettą jesteście ważni. Ekstaza napędza Merlina do działania, a on z kolei czyni rzeczy wielkie. Z jej pomocą wygrywa, zmienia swój los... To ma wagę. Jesteś męską twarzą tego spektaklu i myślę, że najlepiej by wypadło, gdyby twoje przedstawienie na plakacie było raczej statyczne. Jak by to... Ekstaza jest energią, ale Merlin staje się symbolem. Powiedz mi, gdybyś miał być kolorem, to jak myślisz, jakim? Albo raczej, gdyby to Merlin, twój Merlin, miał być tym kolorem?
Nie chodziło o to, że możliwe iż sympatyzowali z mugolakami - Lyssa nie zajmowała swojej pięknej główki procentową zawartością urodzenia we krwi. Dla niej liczyły się pieniądze, poklask i to, że stanowiła ważny element w życiu bliskich sobie osób. Lubiła jednak też czuć się bezpiecznie, a Spalona Noc nagle głośno i wyraźnie oznajmiła, kto takimi przywilejami się cieszył. No, plus minus, bo Dolohówna dokładała do tego pewną wypadkową.
- Oblali mnie! W pierwszej chwili myślałam że to krew - powiedziała żałośnie i nagle wyraźnie roztrzęsiona. To mogło wydawać się głupie, ale wtedy? W nocy, w dymie, w tym całym chaosie? Była przerażona i myślała, że ta czerwień to tylko początek czegoś o wiele gorszego. - Uzdrowiciel potem powiedział, że to farba, ale nie chciała nawet zejść zwyczajnymi zaklęciami. Dobrze, że to tylko barwnik, ale... nikt nigdy wcześniej mnie nie zaatakował... - i za tym kryła się cała reszta emocji, która wtedy przeżywała. Jakby nie patrzeć, miała ledwo osiemnaście lat i znajdowała się we wciąż obcym miejscu.
Na jego słowa odnośnie już ulubionej sceny, przekartkowała rysownik, między palcami ściskając też rysik. Zapisała na górze kartki parę słów, które przed chwilą sam powiedział, a które określały atmosferę - robiła to głównie dla kogoś, kto potem będzie to przeglądał, bo ona nie musiała robić przecież notatek sama dla siebie. Dłoń poruszyła się potem, kreśląc sylwetkę Hannibala w pozie, którą przybrał, ilustrując całą scenę. Lyssa nie zatrzymała dłoni ani na chwilę, po kolei rysując kolejne kroki z zaprezentowanej sekwencji; co prawda szybko, głównymi liniami, tak by zaprezentować kolejne jej elementy, ale chodziło chwilowo o sam zamysł.
Odpowiedziała dopiero, gdy jej ręka przestała się ruszać.
- Że powinieneś znajdować się na plakacie - rzuciła niby poważna, ale zaraz roześmiała się lekko. - Oboje z Laurettą jesteście ważni. Ekstaza napędza Merlina do działania, a on z kolei czyni rzeczy wielkie. Z jej pomocą wygrywa, zmienia swój los... To ma wagę. Jesteś męską twarzą tego spektaklu i myślę, że najlepiej by wypadło, gdyby twoje przedstawienie na plakacie było raczej statyczne. Jak by to... Ekstaza jest energią, ale Merlin staje się symbolem. Powiedz mi, gdybyś miał być kolorem, to jak myślisz, jakim? Albo raczej, gdyby to Merlin, twój Merlin, miał być tym kolorem?